Mewy
Wylądowałam na przybrzeżnej skale, niczym rozbitek po sztormie u wybrzeży samotnej wyspy. W ręku trzymałam zdjęcia, niedokończone obrazy, niekompletne fotografie. Wokół nie latały mewy. Jedna z nich przysiadła obok mnie i zapytała.
- Co tu robisz sama?
- Zbieram w sobie wewnętrzny spokój - cicho odpowiedziałam.
- Wewnętrzny spokój? - powtórzyła zdziwiona.
- Tak, za dużo zamieszkało we mnie chaosu - odpowiedziałam.
- To rozwiń skrzydła i leć z nami. Pozwól by uniósł cię powietrzny prąd - powiedziała mewa.
- Nie mogę - trochę posmutniałam - przecież jestem człowiekiem, a ludzie nie maj skrzydeł i nie latają - odrzekłam.
- A skrzydła wewnętrzne? - zapytała mewa odlatując.
- Skrzydła wewnętrzne? - powtórzyłam z lekkim zastanowieniem. - Nie odczuwam ich! - krzyknęłam do odlatującego ptaka.
Zaczęłam przeglądać fotografie i powoli je układać, aż zaczął powstawać spójny obraz. Woda w około obijała się o skałę. Do moich uszu dochodził jej łagodny szum. Przyleciała do mnie druga mewa.
- Co robisz? - zapytała przyglądając się mojej pracy.
- Staram się ułożyć zdjęcia w jednolity obraz. Chcę zobaczyć go w pełni i jasności - odpowiedziałam uśmiechając się do miłego gościa.
- A co będzie przedstawiał ten obraz - mewa zadała kolejne pytanie.
- Są to pewne wydarzenia z przeszłości i bliskie mi osoby, których dokładnie nie pamiętam, ale te fotografie pozwolą na przypomnienie sobie wszystkiego - odrzekłam.
- A czy nie lepiej skupić się na teraźniejszości? Czy nie w niej znajdują się wszystkie odpowiedzi - zapytała mewa odlatując.
- Czy w teraźniejszości znajdują się w wszystkie odpowiedzi? - powtórzyłam pytanie zastanawiając się nad nim.
Przed odlotem mewa zostawiła jeszcze trochę jagód w prezencie i zdążyła wyjaśnić, że rosną one na sąsiedniej wyspie i są bardzo smaczne. Jedząc jagody oglądałam przepiękny zachód słońca. Gdy na bezchmurnym niebie pokazały się gwiazdy zasnęłam ze znużenia, w ręku wciąż trzymałam kilka fotografii.
Zbudziły mnie pierwsze promienie wschodzącego słońca i lekka morska bryza. Morskie wody były momentami dość niespokojne. Powietrze przeszywał chłód, który przez dłuższą chwilę trzymał mnie w swych objęciach. Powoli i spokojnie rozruszałam zziębnięte ciało. Rozejrzałam się nieco dokoła. Złociste promienie słońca oświetliły drobne kamienne schody wydrążone w skale. Zeszłam po niech w dół i zobaczyłam piaszczystą ścieżkę, którą szłam dalej, aż doszłam do plaży. Usiadałam na piasku i zaczęłam wpatrywać się w wschodzące słońce. Obok mnie przysiadła mewa.
- Czy wiesz gdzie jest źródełko słodkiej wody? - zapytała.
- Nie, niestety nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- Mogę cię tam zaprowadzić - zaproponowała.
- To bardzo miłe z twojej strony - ucieszyłam się. - Prowadź proszę, czuję poranne pragnienie.
- Choć za mną - mewa wskazała na dwie najbliżej rosnące palmy. - Polecę przed tobą, pomiędzy palmami jest ścieżka - ptak wzbił się do lotu.
- Dobrze - dopowiedziałam, wstałam z piasku i zaczęłam iść za lecącą mewą.
Pomiędzy palmami kokosowymi rzeczywiście zaczynała się ścieżka. Mewa cały czas leciała przodem, aż doszłam do źródła z wodospadem. Pragnienie wzmogło się, więc zeszłam po kolejnych kamiennych schodach w dół i zaczerpnęłam wodę do picia. Woda w źródle była czysta i przejrzysta, nieco dalej od brzegu pływały ryby.
- Choć, choć do góry - usłyszałam nad sobą głos ptaka - choć, pokażę ci miejsce gdzie rosną świeże jagody.
- Idę - zawołałam czując lekki głód. Wspięłam się po schodach do góry i znowu poszłam za mewą. Tuż nieopodal źródła znajdowałam się zielona polana otoczona różnymi krzewami i drzewami owocowymi.
- Zobacz - wskazała skrzydłem mewa tuż po wylądowaniu. - Zobacz te czerwone jagody są jadalne, ale jeśli zobaczysz żółte, pamiętaj żeby ich nie jeść, są trujące - ostrzegła mnie.
- Dziękuję, będę pamiętać - odpowiedziałam. - A te owoce na drzewie są jadalne? - zapytałam.
- Tak, to drzewko chlebowe, smacznego - mewa odpowiedziała i odleciała.
Zerwała jeden owoc i zjadłam, a po zjedzeniu wróciłam na skałę. Chciałam dokończyć układanie fotografii.
- Witaj, witaj - przyleciała kolejna mewa.
- Witaj - przywitałam ją z uśmiechem. - Dziękuję za jagody, które wczoraj zostawiłaś.
- Smakowały ci? - zapytała.
- Tak, bardzo - odrzekłam.
- To się cieszę - powiedziała. - Choć proszę ze mną, wskażę ci miejsce do zamieszkania. - Pofrunęła w górę.
- Zaczekaj - poprosiłam - muszę zabrać ze sobą fotografie. - Zebrałam je i podążyłam za mewą, która leciała w stronę źródła.
- Wejdź wyżej za wodospad - wskazała.
- Dobrze - odpowiedziałam i weszłam za wodospad. Moim oczom ukazała się białe, intensywne światło.
Biały Kot
Przez chwilę oślepiło mnie mocne białe światło, po czym moim oczom przedstawiła się zupełnie biała przestrzeń.
- Przejdź dalej, zapraszam - usłyszałam ciepły głos - i rozgość się.
- Gdzie jesteś? - zapytałam - Nie widzę cię.
Coś bardzo puszystego i delikatnego otarło się o moje nogi. Wszystkie zdjęcia wypadły mi z rąk i rozsypały się. Szybko sięgnęłam, żeby je pozbierać.
- Zostaw to niech leży - powiedział ten sam głos. - Podejdź proszę i usiądź wygodnie w fotelu.
- Gdzie jesteś? - zapytałam raz jeszcze podnosząc się do góry. Na wysokości swojego wzroku zobaczyłam zielone, kocie oczy.
- Tak, jestem kotem. Podejdź proszę - powtórzył głos - i usiądź w fotelu.
- Czy jesteś kotem? - zapytała i podeszłam.
Kierowałam się w stronę zielonych oczu wyciągając ręce do przodu. W końcu dotknęłam czego, co przypominało fotel i usiadłam.
- Pomyśl teraz proszę jak ma wyglądać podłoga - powiedział kot. - Zamknij oczy i wyobraź sobie ją oraz kolory ścian, jeżeli chcesz znaleźć się w pokoju.
- Dobrze - opowiedziała i zamknęła oczy. Wyobraziłam sobie drewnianą podłogę w jasnym kolorze oraz żółto-pomarańczowe ściany.
- Otwórz oczy i zobacz - powiedział kot.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam pod stopami podłogę z mojej wyobraźni oraz pomarańczowe i żółte ściany dookoła. Cała przestrzeń przede mną pozostawała pusta.
- Jak masz na imię? - zapytałam kota.
- Marcel - odpowiedział - czy podoba ci się efekt twojej pracy? - zapytał.
- Efekt mojej pracy? - zdziwiłam się.
- Tak, efekt twojej pracy - powtórzył Marcel. - Efekt kreacji, a narzędzia do tego to twoje myśli, wyobraźnie i wizualizacja. Wyobraziłaś sobie podłogę i kolor ścian. Chciałaś żeby ta przestrzeń wokół ciebie zaistniała. Teraz możesz wykreować resztę pokoi, łącznie z meblami. Wyobraź sobie fotel, w którym siedzisz - powiedział. Zamknęłam oczy i wyobraziłam sobie dość duży, skórzany, ciemnobrązowy, ale przytulny fotel i podnóżek do niego. Wyczułam w ręku coś twardego. Po otwarciu oczu zobaczyłam, że trzyma niezapisany zeszyt, o którym też pomyślałam. Przed fotelem stał szklany okrągły stolik, a przed nim znajdował się kominek, w którym płoną ogień. W pokoju zrobiło się przyjemnie ciepło. To też była część mojej wizualizacji.
- Te wszystkie elementy wnętrza to siła twojej kreacji, które towarzyszą pozytywne uczucia. Stałaś się budowniczym twojego świta, twojego zewnętrznego otoczenia - powiedział kot.
- Siła kreacji - powtórzyłam i zerwałam się zaniepokojona z fotela. - Moje fotografie, gdzie są moje fotografie?! - zawołałam i zaczęłam zbierać je z podłogi. Uklęknęłam przed okrągłym, szklany stolikiem i zaczęłam je ponownie układać.
- Co robisz Julio? - zapytał Marcel.
Był cały biały i miał niezwykle puszystą i śliniącą sierść. Leżał rozłożony na górny brzegu fotela.
- Co robisz Julio? - powtórzył pytanie.
- Znasz moje imię? - popatrzyłam na niego zdziwiona. - Układam zdjęcia - opowiedziałam - muszę dobrze dopasować każde z nich, aby uzyskać odpowiedni i kompletny obraz.
- A czy to jest konieczne? - zapytał. - Nie wystarczy ci teraz tutaj, teraźniejszość? Każda fotografia wiąże się z ulotną chwilą przeszło. Jest przeszłością - dodał ciepłym głosem.
- To jest ważne dla mojego serca - odpowiedziałam uważnie przyglądając się jednej z nich. Znajdowała się na niej uśmiechnięty oficer w galowy mundurze. Trzymał za rękę równie uśmiechniętą dziewczynę w przepięknej biało-różowej sukni. Ona też trzymała kogo z rękę, ale nie mogłam od razu znaleźć drugiej części fotografii do pary.
- Czy poznajesz osoby ze zdjęcia - zapytał Marcel zeskakując z fotela i podchodząc d mnie.
- Czy rozpoznaję? - pytająco spojrzałam na kota. - Czy rozpoznaję? - powtórzyłam i poczułam lekki ucisk w krtani. Do oczu napłynęły mi łzy a serce dotknęło coś bardzo bliskie, ale i smutnego.
- Tak, czy rozpoznajesz - Marcel przytulił się do mnie.
- To jest - podniosłam kolejny fragment układanki. - To jest mój brat i moja córka, a tu - pokazałam mu fotografię - mój syn, mąż i ja. Żyliśmy razem za czasów Ludwika XVI i Napoleona. Mój mąż - wskazałam na mężczyznę - zginął pod Lipskiem, a brat powrócił z pola bitwy poważnie okaleczony. Opiekowałam się bratem po wojnie. Mieszkaliśmy w pięknej posiadłości teścia wraz z moimi dziećmi. - Przytuliłam obie fotografie do serca.
- Pięknie promieniejesz - ucieszył się kot.
- Tęsknię z nimi - wyszeptałam.
- Za kim? - zapytał Marcel.
- Za bratem, coś ważnego sobie w tamtym czasie obiecaliśmy - powiedziałam.
- Co sobie obiecaliście? - zapytał.
- Że zawsze będziemy się wspierać - odpowiedziałam uśmiechając się do niego.
Nadszedł już wieczór. Słońce za oknem powoli chyliło się ku zachodowi. Zaczęłam ziewać, ogień z kominka przyjemnie mnie ogrzewał.
- Połóż się tu - Marcel wskazał dywan i poduszkę przed kominkiem. Położyłam się i szybko zasnęłam.
Niebieski Gołąb
- Gdzie jesteś? - zapytał głos.
- Pod drzewem kwitnącej wiśni - odpowiedziałam.
- Co robisz? - ponownie zapytał głos.
- Spaceruję wraz z mężem i synem w bambusowym gaju - zaczynam opowiadać. - jest piękny słoneczny dzień, a my oboje nie musimy już służyć w pałacu cesarza. Możemy cieszyć się pięknem otaczającej nas natury, sobą nawzajem i naszym dorastającym synem oraz kolejnym dzieckiem, które niedługo przyjdzie na świat.
- Wróć do mnie - powiedział ten sam głos - raz, dwa, trzy.
Otworzyłam oczy. Czułam się jakbym wróciła z bardzo długiej podróży.
- Proszę poczęstuj się owsianymi ciasteczkami i jaśminową herbatą - powiedział niebieski gołąb spacerując po skórzanej kanapie.
- Dziękuję - odpowiedziałam i wzięłam jedno ciastko i wypiłam ciepły łyk jaśminowej herbaty.
- Jak twoje dzisiejsze samopoczucie? - zapytał niebieski gołąb.
- Dobrze, tylko czuję jakbym wróciła z bardzo długiej podróży - odpowiedziałam. - Kim jesteś i gdzie jest Marcel? - zapytałam.
- Jestem Feliks - odpowiedział - Marcel wyleguje się na słońcu jak na kota przystało. Przeżyłaś regresję. Przeniosłaś się w przeszłość do poprzedniego wcielenia, a ja starałem się być twoim przewodnikiem w tej podróży. Jeśli zechcesz będę ci mógł zawsze towarzyszyć w takich wędrówkach.
- Widziałam drzewa kwitnącej wiśni - powiedziałam - o takiej jak na tej fotografii, trzymałam za rękę szczęśliwego samuraja i śpiewałam piosnkę równie szczęśliwemu chłopcu. - W drugiej ręce miałam kolejne dwa zdjęcia. Po policzku spłynęły mi łzy, gdy tuliłam je do serca.
- Pięknie emanujesz energią - powiedział Feliks i przysiadł obok mnie.
- Jak mogę tam wrócić? - zapytałam płacząc. - Jak?
- Po co chcesz tam wracać? - zapytał Feliks.
- Bo było tam tyle czułości, radości, miłości i szczęścia - odparłam.
- A teraz tu? - spojrzał mi prosto w oczy. - Czy nie masz w sobie wystarczająco miłości, czy nie jesteś miłością?
- Mam - opowiedziałam. - Jestem - dodałam - ale ta tęsknota serca.
- Ta tęsknota serca łączy cię ze wszystkimi, który w nim są, kiedy myślisz, że zostałaś z nimi rozdzielona - powiedział Feliks.
- Ale gdzie oni są? - zaczęłam nerwowo przeglądać kolejne fragmenty układanki.
- Zostaw - niebieski gołąb położył swoje skrzydło na moich rękach. - Zostań proszę teraz tutaj ze mną, kochaj. Przeszły czas został za tobą, ale szczęście jest teraz tutaj tobą.
- Szczęście jest mną? - zapytałam zdziwiona. W ręku trzymałam fotografię przepięknej pary królewskiej.
- Tak pamiętam - przytuliłam ją do serca, a następnie kolejne. - To jest mój ukochany mąż Franciszek, a tu są nasze dzieci i cała moja rodzina.
- Tak jesteś szczęściem, a teraz tutaj nim promieniujesz - powiedział Feliks.
- To dlaczego płaczę? - zapytałam, a po policzkach znów płynęły mi łzy. Feliks otulił mnie swoimi ogromnymi, niebieskimi skrzydłami.
- Pamięć czasami niesie ze sobą łzy, tak jak szczęście. Przecież cieszą cię te wspomnienia.
- Tak Feliksie bardzo cieszą mnie te wspomnienia - odpowiedziała - ale tęsknota...
- Tęsknota pomaga czasem nie zapomnieć nam pięknych chwil dawnego życia i o naszych ukochanych towarzyszach - rzekł Feliks - ale nie zostawaj za długo w przeszłości, skup się na teraźniejszości.
- Tu i teraz jestem z tobą, tulę się w miękki puch twych piór i powoli zasypiam - ziewnęłam i zasnęłam kołysana w objęciach niebieskiego gołębia.
Oczy mężczyzny
Otworzyłam oczy. Wciąż znajdowałam się w tym samym pokoju i siedziałam w skórzanym, brązowym fotelu. Przede mną na stoliku stał imbryk z jaśminową herbatą, którą przelałam do filiżanki i miseczka ciepłej owsianki, a w kominku płoną przyjemny ogień, który ogrzewał pokój. W tej chwili byłam sama. Nie był przymnie ani białego kota, ani niebieskiego gołębia. Ze smakiem zjadłam owsiankę i delektowałam się smakiem jaśminowej herbaty.
Na stoliku przede mną leżało jeszcze kilka fotografii. Wzięłam do ręki pierwszą z nich i ujrzałam ukrzyżowanego człowieka. Moje serce przeszył ogromny ból, a w stopie poczułam wbity gwóźdź. Na następnym zdjęciu ujrzałam kobietę, która płakała, bo ów mężczyzna konający na krzyżu z pierwszej fotografii był jej ukochanym mężem. Za to, że ukradł jedzenie dla głodującej rodziny został skazany na taką śmierć, oprócz niego ukrzyżowano jeszcze dwóch innych mężczyzn. Jako empatka czułam jego i jej ból. Wcześniej kobieta i mężczyzna na pustyni podążali za nauczycielem. Na końcu była ona prowadzona przez rzymskiego żołnierza i zakończyła życie na arenie wielkiego Koloseum. Wstrząsnęła mną burza lęku, bólu, rozpaczy i głośnego krzyku.
- Już cicho - dobiegł mnie spokojny głos. - Już dobrze, wróć teraz proszę do mnie. poczułam na swej dłoni ciepły dotyk.
Spojrzałam w czułe oczy mężczyzny, który trzymał mą dłoń i siedział na kanapie obok fotela.
- Gdzie byłaś? - z troską w głosie zapytał.
- Przeżyłam ukrzyżowanie - odpowiedziałam wciąż patrząc na niego - byłam jedną z uczennic Chrystusa, którą pojmali rzymscy żołnierze.
- To wszystko jest już za tobą Julio - powiedział - teraz tutaj jesteś już bezpieczna, jesteś ze mną.
- Tak Marku - rozpoznałam go - jestem z tobą. Tamto wszystko odczuwałam jakby działo się teraz tutaj; tą śmierć na krzyżu mojego męża i swoją.
- To było przeszłe życie - otarł moje łzy, które jeszcze ciągle spływały po policzku. - Pozostań już proszę tutaj ze mną.
- Zostanę - uśmiechnęłam się do niego. W jego spojrzeniu było tyle miłości, a w dotyku tyle ciepła i czułości. We mnie pojawił się kolejny obraz pamięci ukochanego mężczyzny. W tej krótkiej chwili moje serce zabiło miłością. Wstała z fotela, podeszłam i przytuliłam się do niego.
- Dziękuję ci Julio za miłość twojego serca - powiedział. - Czy zostajesz już ze mną - zapytał patrząc mi w oczy.
- Zostaję - odpowiedziałam cicho. - Zostaję - powtórzyła nieco głośnie i pocałowałam go w policzek. Poczułam wewnętrzny spokój. Wszystko wróciło na swoje miejsce. Na stole nie było już żadnej fotografii i wszystko było jasne. Oczy Marka rozpromieniły się.
- Kocham cię Julio - powiedział i pocałował mnie.
- Kocham cię Marku - odpowiedziałam. - To wszystko jest we mnie żywe, ale pozostaję z to tobą tutaj, w naszej pięknej teraźniejszości - dodałam gładząc jego włosy.
- Chodź pójdziemy na spacer. Jest piękny zimowy dzień - powiedział Marek i ujął moje dłonie. Wyszliśmy z domu i zamknęliśmy za sobą drzwi do przeszłości. Weszliśmy razem w nowe tu i teraz. Otulił nas przyjemny zimowy chłód oraz promienie porannego słońca. Pod stopami lekko pośród śniegu skrzypiał mróz.
