wtorek, 25 grudnia 2012

Wielowymiarowa

W wielorakiej płaszczyźnie świata znów stanęła u progu świąt. Klamkę  drzwi do tego wymiaru mroźnie okrył mróz. Nie miała ochoty znów odwiedzać tej świadomości. Wiedziała, że za oknami w ten czas światła ulicznych latarń zawsze zapalają, przemarznięte do szpiku kości, dziewczynki z zapałkami.
Lekko nacisnęła klamkę i weszła do pokoju. W domowym zaciszu wszyscy już posnęli jedynie kot cichym mruczeniem odpowiedział na jej kroki. Usiadła na kanapie. W kącie pokoju, na ubranej już choince, migotały kolorowe lampki. Chwilę przypatrywała się im w zamyśleniu, po czym wstała i podeszła do okna. Na znajomy widok westchnęła tylko głęboko, bo wchodząc do tamtego świata zawsze stawała się niewidzialna. 




Pod oknem stała mała dziewczynka, jeszcze próbowała sprzedać zapałki nielicznym przechodniom.
- Zapałki, może dla pana, a może dla pani, bardzo proszę - mówiła - w domu zawsze przydają się zapałki.
Lecz każdy obojętnie ją mijał. Zmęczona usiadła w śniegu, a nie mogąc wrócić do domu, zaczęła się ogrzewać w płomieniu każdej, kolejno zapalanej zapałki. 
Na ten widok Amelia drgnęła w oknie. W tym jednym migocącym płomieniu ujrzała wszystkie postacie materialnego świata. Wszystkie umierające - tej jednej nocy - dziewczynki z zapałkami. Otarła łzę z policzka, podeszła i położyła się na kanapie, po chwili zasnęła. 

Znów stanęła przed progiem, ale tych drzwi jeszcze nie widziała. Cichy głos zza nich usłyszała:
- Nie bój się, otwórz drzwi - powiedział - zapraszam.
Amelia zrobiła kilka kroków do przodu, nacisnęła klamkę, przestąpiła próg i weszła.  Jej oczom ukazał się niezwykły obraz, w którym poczuła się jak w domu. Na przeciw rósł dość sporej wielkości biały grzyb rozświetlony żółtą aurą. Na jego szczycie siedział mały człowieczek, w białym fraku i cylindrze na głowie. Zręcznie wymachiwał mahoniową laseczką, ze srebrną główką.
- Witaj Amelio - powitał ją uśmiechem - wejdź proszę tu do mnie po schodach z łodyg konwalii lub przyfruń - poprosił.
- Skąd znasz moje imię? - ze dziwieniem zapytała Amelia idąc do przodu. Po chwili zatrzymała się jeszcze bardziej zdziwiona, widząc swoje odbicie w zwierciadle kropli rosy.
- Jestem elfem? - ponownie zapytała wbiegając po kłaniających się jej konwaliach, na czubek białego grzyba.
- Tak, w tym wymiarze przybierasz postać elfa - opowiedział nieznajomy - i masz skrzydełka, więc możesz latać - serdecznie się roześmiał.
- Kim jesteś? - Amelia zmierzyła go badawczym wzrokiem.
- Jestem Nikt - odpowiedział mały człowieczek - Nikt jestem i chyba chciałaś ze mną porozmawiać, a znamy się bardzo, bardzo dobrze. 
- Chciałam porozmawiać - powiedziała Amelia - ale nie jestem pewna, czy z tobą. 
- A czy ja mogę pogawędzić z tobą, Amelio - i zdjąwszy cylinder z głowy, lekko jej się ukłonił.
- Tak, bardzo proszę - zgodziła się na rozmowę. 
- Na ziemi liczni ludzie opowiadają - zaczął Nikt - że w pewną noc zrodziło się dziecię. Większe miało być od królów, silniejsze od kul z katapult. Paść przed nim miały wszystkie narody.  I tylko ono jedno miało taką moc.  Lecz w tamtą noc i każdą inną, na świat przychodzą wielcy, mali mocarze. Żywym światłem wypełniają ludzkie ciała. A ono jedno, ze swą rozwiniętą świadomością miało o bezinteresownej miłości przypomnieć i byciu z drugim człowiekiem. Pokazać, że ludzkiej głupocie należy wybaczyć, bo nie istnieje kara i nagroda, tylko wspólny rozwój. Co myślisz o tym Amelio? - kończąc Nikt zapytał.
- Tak jak on i wielu przed nim i po nim, jestem światłem wcielonym w materię. Człowiekiem zrodzonym na ziemi. Nie rozumiem świątecznego przepychu, pod którego stosem umierają dziewczynki z zapałkami. Bo to nie ciało lecz dusza jest podobieństwem twórcy życia. A tu ciągle czerń jako zło ściera się z dobrą bielą, ich taniec nazywają walką - smutno odpowiada Amelia.
- Pamiętaj - dalej mówi Nikt - dobro nie musi stawiać oporu, gdy zaczyna walczyć przestaje być dobrem, bo upodabnia się do zła. Wystarczy by szło swoją drogą do przodu, bo nie da się go z niej zepchnąć...

- Amelio,  Amelio - usłyszała znajomy głos mamy - już słoneczko dawno wstało, obudź się kochanie.
Amelia przetarła zaspane oczy rozejrzała się w koło. Znów była w domowym salonie. Wzrok zatrzymała na świątecznej choince. Gwałtownie wyrwana ze snu usiłowała sobie przypomnieć ostatnie słowa Nikogo. "Dobro, żeby naprawdę było dobrem, bez stawiania oporu idzie swoją drogą do przodu. On ma rację."
Uśmiechnęła się do mamy.


Czy widujesz czasem na swej drodze dziewczynki z zapałkami?



środa, 19 grudnia 2012

Mind Programming



Zastygły obraz na ekranie telewizora. Zniekształcony niczym Panny z Awinionu na obrazie Picassa. Wypaczona rzeczywistość, na pozór jednak realna.  
Dziś w programie słodka telenowela. Lepkie macki podstępnej intrygi, klejące się do szyi i twarzy niczym odnóża obślizgłej ośmiornicy - lekko życie podduszające. Ohy i ahy, piski i krzyki na kawałeczku dostarczonej pizzy. 
Świat cały zasnął przed telewizorami, wtulony w hipnotyczny sen. Zza ekranu telewizora wyjrzała głowa ośmiornicy. Uważnie rozejrzała się po pokoju, sprawdziła poziom snu. Miły głos z siebie wydobyła: 
- Szanowni panowie, szanowne panie, zapraszam. Ach, cóż to będzie za szyk! Ha, ha, ha na mind programming zapraszam. Cudowny to będzie szyk! - Uprzejmie widzom uśpionym się kłania, włosy czule, lecz z szyderczą tkliwością głaszcze. 



- Ach, tak - drapie się po swojej głowie - przecież wy mnie nie słyszycie, wszystko podprogowo wnika w wasze umysły. Ha, ha, ha, ha - cicho się śmieje - taka mini, tyci, manipulacja, a hiper iluzja papierowej mocy pieniądza i szklanego wieżowca, bo niby taka wielka z was cywilizacja, ale ciii, ciiii... bo właśnie zaczyna się program. - Za telewizorem się chowa.

Tak trzeba żyć, coś z ekranu szepcze, być wielkim celebrytą, jak on czy ona postępować. Takiej tylko należy słuchać dysharmonijnej muzyki, nutą jak młotem walić w dyskotece o podłogę. Nosić na sobie znane z plastiku metki, bo tylko one w tym fasonie, kolorze i kroju są trendy. Jedynie most przez zawiść, zazdrość i intrygę jest drogą do prawdziwej miłości, lecz uwaga drogie panie - i panowie jeszcze - by przy zdobywaniu swojej ukochanej własności nie rozerwać się na strzępy, uniknąć krwawego horroru. 

Spirala hipnotyczna w odbiciu źrenic widzów się toczy, toczy. Kobieta w transie po pilot sięga przerzuca różne kanały. Na jednym z nich liczne głosy reklamy zachwalają witaminy dla dzieci. Chłopczyk mały swoją słodyczą stwierdza, że przecież wszystkie dinozaury wymarły, bo ich nie jadły. Mamo zdecydowanie musisz je dla dziecka kupić!
- Ale zaraz - mówi świadomy głosik - A czy ktoś tym ludziom powiedział o aspartamie? Przecież to jest trucizna, zawarta we wszystkich witaminach dla dzieci. Kumuluje się w ludzkim mózgu i powoli go zabija.
- Ciii, ciii... - zza telewizora odzywa się ośmiornica - nic się nie odzywaj, inny teraz emitujemy program. 
Na kolejnym kanale przedstawiają się jakieś wiadomości. Kolejna na świecie wybuchła pandemia, trzeba się szczepić. Proszę zaraz biec do apteki - radzą tępe głosy.
- Ale zaraz - świadomy znów protestuje głosik - prawdę im powiedzcie, że to wszystko jest eksperymentem, szczepienie to mini broń biologiczna, zaburzenie ich odporności. 
- Nic się więcej nie odzywaj! - zza telewizora wychyla się ośmiornica - Tak ludzie muszą widzieć swoją rzeczywistość, że każde państwo jest dla nich, a nie oni dla niego, bo z chęcią i uśmiechem powinni dla niego pracować. Ciii, ciii...- lodowatym szeptem uspokaja - Oni się i tak o iluzji świata nie dowiedzą, nie widzą przecież w sobie światła. Ha, ha, ha! Takie teraz budujemy drzewa, no spójrz proszę - wskazuje na ekran. Myślisz, że ktoś wie choćby o elektrosmogu. Te drzewa świat przecież kocha. 

 

Jak kończy się ten program, mind program?







niedziela, 2 grudnia 2012

Lokatorka widmo




Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która żyła w niedużym pokoju niczym smuga, pasmo jasnego światła? Która rano zaczesywała długie, ciemne włosy i lekko wiązała je białą kokardą. O dziewczynie, która rozkwitała niczym kwiat, a na jej dłoniach podczas spacerów zawsze przysiadały motyle? O kobiecie, która w jednym mrugnięciu powiek, kryła cały rozgwieżdżony wszechświat?

Z jej twarzy nigdy nie znikał uśmiech, jej dłonie zawsze delikatnie gładziły liście drzew, oczy z ciekawością czytały abecadło chmur, a bose stopy lekko stąpały, krokiem wczuwając się, w rytm żyjącej ziemi.
Lubiła pomarańcze. Zapach ze skórek wcierała w dłonie, słodycz kistek wkładała do ust. W śmiechu przechylała w bok głowę, szczerzyła białe zęby, próbowała się bawić każdym dźwiękiem swojego oddechu. Jej śpiew niósł ze sobą wiatr, roznosił  go po lasach, polach, górach i łąkach. 

W pokoju wyczułam zapach jaśminu. Lubiła go pewna kobieta.
- Chcesz ?- cicho szepnęła. - Chcesz? - ponownie zapytała.
- Chcę - odpowiedziałam widząc jedynie smugę białego światła. Usiadłam na krześle.
- Pośród materii, duch żywy żyje na ziemi, czasem nazywają go światłem - zaczęła opowiadać. - Budują go małe cząsteczki, tak zwane fraktale. Podczas narodzin wchodzi on w ludzkie ciało, które staje się dla niego chwilowym domem.
- A skąd pochodzi to światło? - pytaniem przerywam opowiadanie.
- To światło - smuga stała się lekko niebieska - to światło pochodzi z żywej energii, wypełnia sobą gwiazdy. Mówią o nim, że jest wiekuiste, boskie, nieskończone, wieczne, lecz to tylko słów ludzkich język - mówi dalej. - W sercu człowieka mieści się jego ogień, mieniąc się różową barwą. Lecz... - smuga światła lekko drgnęła - lecz ludzie uśpili je w sobie - zamilkła.
- Uśpili - mówię do niej - bo ciągle krzyczą na siebie. Walczą przeciw życiu z bronią w ręku, nie kochając nawet samych siebie. Chyba nie znają języka miłości - smutno mówię.
- Zapomnieli - smuga zielona cicho obok mnie przysiada. - Ale mogą sobie przypomnieć - z ożywieniem kontynuuje. - Gdy tylko w ciszy zechcą zerknąć do swego wnętrza i posłuchać, tego co sami sobie, co dzień mówią. Odpowiedź prawdy na każde pytanie tkwi w tobie i każdym człowieku spacerującym po ziemi. Jeśli pozwolisz wyciszyć się językowi umysłu, dusza językiem miłości przemówi.
- Pośród dźwięków mikrofonów, fleszy, jupiterów, głuchych stuków betonowych bruków mowa i światło duszy się gubi...
Zielona smuga mi przerwa.
- To tylko iluzja szklanego świata - mówi - wyimaginowanych, olbrzymich wieżowców. Człowiek jest chwilowym przechodniem pośród licznych ziemskich dróg. 
Z pokoju wraz ze smugą zapach jaśminu uleciał. Lubiła go pewna kobieta. 
W zamyśleniu siedziałam dalej na krześle. Po woli poznawałam moją lokatorkę widmo.

Dziewczyna zawsze z uśmiechem czekała na zachód słońca, powoli wracając ze spaceru. Pewną piosenką z dzieciństwa żegnała zasypiający dzień. Nuciła : "W kołysce ziemi zasypiamy [...] Kołysz nas ziemio, kołysz do snu..." Było to bardzo miłe wspomnienie. Pożółkłe liście na drzewach z błyskiem odbijały się w jej oczach. W dłonie ze śmiechem łapała babie lato. 

Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która cieszyła się każdą porą roku, która lubiła tańczyć w deszczu? O dziewczynie, która niczym biały łabędź na wodnej tafli jeziora, płynęła po scenie w baletowych piruetach? O kobiecie, z której ust wychodził szum morza i śpiew ptaków?

Bo cóż można o życiu powiedzieć? 




sobota, 10 listopada 2012

Nikt



Nikt nie powiedział ludziom jak mają żyć. Nikt nie wymyślił lepszej drogi. Nikt nie policzył uśmiechów gwiazd tuż przy firmamencie nieba w poświcie promieni księżyca. 
Nikt włożył biały cylinder na głowę. Biały frak opadał mu prawie do kostek. Do ręki wziął mahoniową laseczkę ze srebrną główką.
Nikt wyszedł na zatłoczoną ulicę. Stepował po brukowych krążkach. Na kocich łbach rysował koty.
- Miauu, miauu, miauuuu - zamiauczał mały Psotek. - Jak Nikt narysował moje kocie oczy? Miauuu, miauuu, tą zieleń powleczoną żółcią, tą żółć zmieszaną z zielenią. 
Nikt kotka po głowie pogłaskał i z miłym uśmiechem tak mu odpowiada:
- Tu w dłoni ukryłem tę barwę ziemi i tą z nieba, co razem zielenią się i złocą, iskrą błyszczą pośród cienia nocy, w magicznym kocim oku.
- Mmmrrry, mmmrrry, mmmrrryyy - tak cicho i głośno kot mruczy o nogę Nikogo się ociera.
- W mym oku mieszka magia, ta co wpada doń z gwiazdki nocą, ze słonka za dnia i z ziemi gdy dotykam ją łapkami? - pyta z cicha, Nikomu nic, a nic nie dowierzając.
- Oj! Oj! I nawet te koty - psoty - Nikomu dziś nie wierzą. A przecież ja te wszystkie barwy żywe trzymam w ręku. 
Nikt dalej ulicą w świetle latarni kroczy. Wiatr lekko poły białego fraka unosi.
- Nikt, a w tę noc zaświeciła nowa gwiazdka, tam nad starą, zgarbioną jabłonką, lecz milczą nieme usta. Czy jeszcze za bardzo cichą nocą uśpione? - Szumnie zapytał wiatr.
- Wiatr ze wschodu wieje na zachód, z zachodu na wschód, z południa wieje na północ, z północy na południe, a dziś zatrzymał się w miejscu - zażartował Nikt.
- Frummmm! - oburzył się wiatr. - A wiatry tak wcale nie wieją i nawet na chwilę nie stają w miejscu!
- Spokojnie drogi przyjacielu - uśmiechnął się Nikt - taki mały żart. Ten niepewny sen w końcu się skończy. Szklany świat się obudzi.
- Jak żart to dobrze - uspokoił się wiatr - Lecz kiedy się zbudzi? - pytaniem zaświszczał. 
Nikt nie udzielił mu odpowiedzi. Wiatr z cicha na północ odfrunął.  
Nikt na szklany wieżowiec spojrzał. Za nim wciąż dreptał kot. Po chwili Nikt zamienił szkło w piasek.  Góra, hen sięgała nieba. Liczne schody w niej wyciosał. Powoli sprężystym krokiem wspiął się po nich. Za nim poklei schodek, za schodkiem się chował. Nie zdążył się na nie wdrapać psotny kotek. 
Wchodząc Nikt zdjął z głowy biały cylinder z uprzejmością na pożegnanie się skłonił.
- Mrauuu, mrauuu, Nikt - zamiauczał kotek. - Nikt, mrauu, a twoje kolory? - zapytał. 
Zaczęli go trącać przechodnie.
- Mrauuu, mrauuu, czy Nikogo znacie? - spytał.
Nikt w ulicznym gwarze mu nie odpowiedział. Nikt o Nikim na ziemi nie słyszał.


  

środa, 7 listopada 2012

Zakochana miłość

 


W brzuchu cichego kryję motyla. Białe serce tkam z chmur, na błękicie nieba zawieszam. Idealizowana fantazja z mojej wyfruwa głowy, ciepłym szalem cię otula.
W postaci księcia o silnych ramionach, na rączym rumaku już śpieszysz do mojej zaklętej wierzy. U jej stóp trzygłowy smok na ciebie ryczy, którego jednym błyskiem miecza gładzisz i już tulisz mnie w swych objęciach. Swą wymarzoną, baśniową księżniczkę prowadzisz do swego królestwa.
W brzuchu słodkiego, niczym tabliczka czekolady, gładzę motyla. "Och! Ach!" - ciche westchnienie unosi się myślą - "To ty, mój książę z bajki!" 



Nagle z głuchym trzaskiem spadam z krzesła, bo nie rozsmarowujesz się jak marmolada na kanapce i nie układasz spokojnie w czerwone serduszko. Śniadania nie przynosisz do rozbudzonego o świcie łóżka, po nocy wypełnionej gwiazdami i parą przyspieszonych oddechów. Nie otwierasz mi drzwi, nie podajesz płaszcza, nie nosisz moich książek i nie ustępujesz miejsca.
"No jak!" - myśl wrzeszczy rozkrzyczana - "No jak! Przecież to mój książę!?" - cicho szlocha w kącie, a szkło kruche doprawione odrobiną goryczy podaje ci na obiad. Patrzy, patrzy, a tobie wszystko smakuje.
Moja miłość przysiada w piaskownicy, ale nie chce od ciebie zabawek, nie dzieli się swoimi i twierdzi, że jesteś dla niej niedobry. 
Nic nie mówisz, czekasz, po chwili odchodzisz.

Szeroko zamknięte otwieram teraz oczy. W koło cię szukam, wołam, drepczę. Maskę złośnicy zrzucam z twarzy. "Przecież!" -  zawsze na twoich siadam kolanach, obiad lub kolację smakuję z twych dłoni, te pyszne, owocowe i warzywne sałatki. Walizkę moją z pociągu do pociągu nosisz, pośród deszczu z parasolem na moje spotkanie wychodzisz.
Moja miłość w iluzji swojej głowy się zakochała, a ciebie pominęła.

Powiedz teraz gdzie mieszkach, bo miłość cię pokochała.

PS I jak ten obraz widzisz?








czwartek, 25 października 2012

Pomidorowa


           
            W kuchni znów krząta się Konwaliowa Wróżka. Soczyste pomidory wyjmuje z koszyka, przed chwilą zerwała je z zielonych, gadatliwych krzaczków w ogrodzie. Delikatnie głaszcze ich czerwoną skórkę, wącha.
- Dziś ugotujemy zupę pomidorową – mówi. - Pucusiu gdzie jesteś?
Na skinienie Wróżki przybiega garnek – Puciuś.
- Tak, tak – woła – wszystko słyszę i wezmę te pomidory. – Chodź, chodź – radośnie prosi – Kucharko, moja kochana łyżko drewniana.
W mig, hop w bok i już razem na stole tańczą.
- Zapraszam was na piec – mówi Wróżka – już Piecuś jest rozgrzany. Proszę Pucusiu pięć pomidorów dla ciebie – i wkłada mu warzywa do pyzatej buzi.
- Jakie one są słodkie mniam, mniam – po brzuszku klepie się zadowolony garnek.
- Oj ty psocie – szturcha go Kucharka – proszę zaraz tu do mnie skoczyć na piec. Gotować, gotować, gotować!
- Już lecę – woła i razem tańczą na piecu.
On lekko kołysze się na boki, ona w środku delikatnie miesza, by miąższ nie przywarł do cynowego wnętrza.
- Proszę - uśmiecha się Lanuszka – jak pięknie idzie wam praca.
- Jak zawsze – razem odpowiadają – ha, ha, ha! Hura, hura!
- Miedziusiu, Miedziusiu – woła Wróżka. – Gdzie ty znowu się wałęsasz?
Za drzwiami słychać miedziane tupanie-brzdękanie.
- Jestem, już zaraz – jeszcze skacze po schodach. Bęc, bęc, brzdęk, brzdęk, brzdęk z piwnicy słychać.
- Już jestem – mówi Miedziuś.
- Czemu kochany, znów się chowasz? – Pyta Lanuszka.
- Nie chowam się – odpowiada nieco speszony. – O proszę przyniosłem seler, por, marchewkę, cebulę i pietruszkę na wywar.
- Cały się przy tym ubrudziłeś – woła zgodny duet z pieca. – Jak teraz chcesz gotować zupę? Na co czekasz, już proszę się umyć – śmiej się Kucharka i Pucuś.
- Nożyku, do mej ręki proszę – mówi Wróżka i  zaczyna obierać warzywa.
Tymczasem Miedziuś wskakuje do zlewu i dokładnie się pucuje. Po brzegi zaraz wypełniony wodą wskakuje na piec.
- Już jestem czysty – przyjaciołom odpowiada. – Czemu tak mi się przyglądacie?
- Bo z ciebie jest niezły psot – Kucharka odpowiada – Gdzieś ty wcześniej był?
- Na spacerze, przecież przepiękna dzisiaj pogada i szkoda taki dzień tylko na siedzenie w domu marnować. Jaki ze mnie psot? – Troszeczkę się naburmuszył – warzywa do zupy przyniosłem.
- Tylko na spacerze? – Pucuś się śmieje.
- Już dobrze moi kochani, później o tym porozmawiamy – mówi Wróżka, podając kawałek mięsa Miedziusiowi.
- Pomidory już chyba gotowe. Przetrzyjcie je teraz, żeby pozbyć się skórek– Lanuszka poprosiła i do mięsa dodała wszystkie obrane warzywa. Solą i pieprzem jeszcze doprawiła do smaku.
- Czy pomidory już na przecier przetarte moi kochani? – Z uśmiecham  zapytała.
- Tak, tak – już Pucuś figlarnie się przechylił i podał go Miedziusiowi.
- Proszę trochę ostrożniej, bo na boki pryskasz zamiast do środka eliksir słodki wlewać – zabulgotał miedziany kocioł.
- Przepraszam – odpowiedział Pucuś i już w zlewie z pluskiem się kąpał.
- Stoliczku, nakryj się – Lanuszka klasnęła w dłonie. – Zaraz przyjdą goście, a zupa już prawie gotowa.
Obrus biały gładko rozłożył się na stole. Z szafek wyfrunęły półmiski, z szuflad wyskoczyły roześmiane łyżki. Ładnie w rzędach ułożyły się do obiadu.
Do drzwi już zaczęli pukać mili goście. 

Bajka polska :))

niedziela, 7 października 2012

Czytadła, czytadełka i inne drobne maczki


Schodami wchodzę do góry. Otwieram drzwi na strych. Kieruję się w prawo. Część pomieszczenia słoneczne. Przez okna widać chmury i jeszcze żółte, ale już zachodzące słońce. Pod ścianą naprzeciwko stoi duża, drewniana skrzynia. Wyjmuję klucz ze specjalnej skrzynki w podłodze. Otwieram mosiężną kłódkę, podnoszę klamrę i wieko. 
 Jakie tajemnic chciałbyś w nim odkryć? Może poczuć zapach kamelii? Zatańczyć z pewną damą, która kusi swoimi sekretami, ubrana jedynie w te kwiaty. Może pragniesz popłynąć na wyspę skarbów? Stać się jednym z piratów. A może chciałbyś rozwiązać jaką kryminalną zagadkę, podążając śladami pióra Agaty Christie? 
Sięgam do skrzyni. Z wnętrza wyjmuję ogromną księgę - przedwojenne wydanie "Pana Tadeusza". Rozkładane ilustracje przedstawiają opisaną biesiadę, rodową kłótnię i rozpoczętego poloneza. Obok leży książka z bajkami. Buszują w niej krasnoludki, fruwają elfy. Pinokio kłamstwem wydłuż swój nos, Kopciuszek odzyskuje zgubiony pantofelek. 

A teraz chodźmy na spacer, widzę, że jesteś zmęczony po pracy. W parku drzewa przybrały się soczystą zielenią liści. Wiosna rozkwitnęła kwiatem kasztana w pełni. Na ławce w parku znajdujesz książkę. Pomarańcze widnieją na jej pomarańczowej okładce. Tytuł brzmi "Dziewczyna z pomarańczami". Przeglądasz kartki i z zaciekawieniem czytasz. Czyżby ktoś przypomniał sobie o czytelniczej akcji - książka na ławce, propagującej czytanie? Ponoć ludzie za mało czytają, a tylko człowiek oczytany jest inteligentny. 
A czy taka lektura jest przyjemna? Kiedy można oderwać się od pracy, codziennej rutyny, zagłębić w inny świat? Poznać historię pewnej dziewczyny z torbą pełną pomarańczami i niezdarnego chłopaka, który próbuje ją poznać w tramwaju. I cóż się z nimi stanie, gdy wszystkie owoce, rozsypią się po ziemi, a piękna nieznajoma odejdzie tylko z jednym? 
Czasem siadam z książce, żeby się odprężyć. Pośmiać z pewnej hecy na dwanaście fajerek, wypielęgnować ogród pełen tajemnic, latającym dywanem przenieść się na szklaną górę. Dżina mogę wówczas wypuścić z lampy i spełnić siedem kocich życzeń.

Czasem w życiu kłębi się jakiś problem i potrzebuję o nim na chwilę zapomnieć. Wyjmuję koc z szafy. Wychodzę na dwór. Wygodnie rozkładam się pod kwitnącą jabłonią. Taki piękny, wiosenny dzień dzisiaj mamy. Powoli coraz bardziej zagłębiam się w lekturę. Stwierdzam po chwili: tu ktoś bardziej radzi sobie z uczuciami i wychodzi z ciężkiej choroby. Może gdzieś między słowami, wersami znajdę małą podpowiedź. 

A teraz może przyjacielu zajrzymy do szkoły? Znasz może obowiązujący dziś spis lektur? Uczniowie znowu dźwigają tomy książek, ale czytanie mozolnym się ślimaczy krokiem. Czy jest sens w zmuszaniu się do tej czynności? Gdy z każdym słowem tekst wydaje się coraz bardziej dłuższy, niezrozumiały i nudny, a później w ogóle nie przydatny. Ktoś powie - no a jak przecież zadany materia trzeba zdać! 

Wchodząc do biblioteki, widzę pierwsze mole książkowe. Wertują katalogi, wypisują sygnatury. Uśmiechnięte panie bibliotekarki, informują mnie, że ta książka jest dostępna tylko w czytelni. A tam ktoś obwarował się słownikami - chyba chce zgłębić tajniki leksykografii. Po lewej siedzi przyszły lekarz medycyny - pilnie studiuje ludzką anatomię. Ktoś inny zagłębia się w zagadki astronomii, a sąsiad obok w historię starożytnych piramid. Siadam na swoim miejscu i wertuję mity słowiańskie. Mól książkowy siedzący obok, prowadzi ożywioną rozmowę w myślach z Kartezjuszem. Otacza nas czytelniana cisza i błogi szum przerzucanych, papierowych kartek.
Czy bycie molem książkowym nie wydaje się być fajne? Gdy w pisanych słowach jest tyle smacznych owoców wiedzy. A może lepsza wydaje ci się praca bibliotekarza, strażnika w bibliotecznym labiryncie?
Tylko on jeden wie gdzie leży każda potrzebna ci książka. Czy taka forma czytania jako sposobu na życie, nie byłaby najlepsza?

Czasem w wieczornej ciszy otwieram okładkę "Bajarki". Włączam komputer, wpisuję hasło, otwieram konto bloga. Wertuję karty bajek zebranych z całego świata. Naciskam klawisze klawiatury i piszę. Chcę opowiedzieć ci bajkę, podzielić się największymi skarbami mojego dzieciństwa. Czy lubisz bajki? 
Czytając i pisząc często się uśmiecham i śmieję. Przypominam sobie magię dawnych wieczorów. Głos czytającej mamy, radość brata, siostry i własną, kiedy w jednym opowiadani pewien człowiek ratuje węża. Ten w zamian spełnia jedno jego życzenie i zaczyna on rozumieć mowę zwierząt. 

Otwieram okno wyobraźni. Nowy świat lepię z chmur. Rozmawiam z elfami, pomagam krasnoludkom, jestem białą wróżką. Maluję siedmiooką tęczę, zdobywam szklaną górę, zieloną żabę jednym pocałunkiem zamieniam w księcia. Czy to nie cudowne, że to otwarte okno w niczym nie  ogranicza, pozwalając tworzyć inny niezwykły świat? 

Jeszcze zajrzyjmy do księgarni. Może znajdziemy coś ciekawego na dzisiejszy wieczór? Półki wewnątrz podzielone są tematycznie: literatura polska, obca, młodzieżowa, fantasy, powieści, kryminały, filozofia, religia, sztuka, kuchnia, ezoteryka, przyroda, podręczniki szkolne. Mamy nawet jakieś promocje - obniżka dwadzieścia i czterdzieści procent. Do jakiej tematyki chciałbyś sięgnąć miły przyjacielu? dalej czytany jest King, Palahniuk, Coelho, Gaarder, Vonegut. Nie zapomina się o Miłoszu, Herbercie, Szymborskiej, czy Poświatowskiej. Może sięgniesz po origami i dołączysz je do kręgu swoich zainteresowań?  Do wyboru do koloru, aż czasem w głowie się kręci. A miła pani ekspedientka proponuje ci kartę stałego klienta. 

Na schodach słyszę znajome kroki. Drzwi na strych otwierają się ze skrzypieniem. Obok mnie staje uśmiechnięta babcia. 
- A tu się schował mój książkowy skrzat - z czułością mówi.
Z głębi pamięci słyszę mój dziecinny głos:
- Babciu, babciu  poczytaj temu skrzatowi - cicho proszę. - Babci bajkę proszę! 
- Podaję jej z kufra największą książkę. Babcia tylko się uśmiecha. Głaskając mnie po głowie radośnie się śmieje.
Teraz babci odpowiadam:
- Tu znów jest twój książkowy skrzat kochana. 
Mocno się do niej przytulam wskazując na księgę "Pana Tadeusza". 
I sam powiedz, czy czytanie nie jest ciekawym sposobem na życie? I czy rzeczywiście trzeba kogoś do niego zmuszać stawiając choćby mury z lektur?

czwartek, 27 września 2012

Piaskownica, czyli to dla ciebie jest na pewno lepsze



Rano wydaje się, że to wszystko można jeszcze odbudować, a nocą do łóżka wciąż zakrada się cicha śmierć. Ze Słońcem wstaje skrawek błękitnego nieba z pomysłem. Wieczorem wypala się kolejna naga świeczka.  

Rozmowa z nią o zabawkach w piaskownicy:



- Możesz bawić się ze mną – mówi ona – możesz nawet mieć swoje zabawki, ale pamiętaj, że ja wymyślam wszystkie zabawy.

- A mogę zrobić tu babkę z piasku w kształcie rybki?  - pyta towarzysz nieśmiało .

- Nie! – odpowiada ona wzburzona. 

- Ale przecież to nasza, nasza wspólna piaskownica – protestuje zaskoczony. 

- Nie! Ona jest moja, a tu będzie fosa – mówi ona -  i tylko moje tu będą zabawki. Ty musisz się w naszym związku do mnie dostosować, jak nie, to znikaj. 



W tym układzie nie widać kompromisu. Jedynym prawem jest - moje jest ważne - ty musisz być taki jak ja chcę. Z jakiejś góry spada sterta oczekiwań.


Rozmowa z nim o jego upodobaniu: 


- Kochanie dziś wychodzimy na kolacje – obejmuje ją czule w psie – wybierzemy jakąś ładną sukienkę.
- To włożę tą czerwoną – odpowiada wyjmując sukienkę z szafy.
- Nie, co to, to nie – stanowczo protestuje. - Założysz tą różową, a to tego różowe szpilki i wcale nie pytam cię o zdanie -  podaje jej ubranie. 
- Ale kochanie – zdumiona na niego patrzy – ja wolę...
- Ci... – nie pozwala jej skończyć – przecież w niej będzie ci ładniej, wiesz że tak najlepiej mi się podobasz. Uśmiechnij się słodko, przecież wiesz, że tak najśliczniej wyglądasz. 

W tym układzie nie widać wolnego wyboru. Jedynym prawem jest – ja wiem lepiej co jest lepsze dla ciebie, jaka powinnaś być. Z jakiejś góry spada natłok uszczęśliwiania na siłę. 

W przemyśleniu: 

„ Nie ma na świecie ideałów, to tylko niedoścignione złudzenia. W każdym kryje się jakaś wada. Każdy jest inny, wyjątkowy. Jeden bardzkiej spokojny, drugi wybuchowy. Po co chcieć zmieniać świat, skoro jestem jego częścią, nie całkiem doskonały, złoszczę się i krzyczę, bywam niemiły, ale niech tylko ktoś spróbuje się do mnie niegrzecznie odezwać już wielkiego widzę w nim potwora. Oczekuję tego po tobie i oczekuję tamtego, ale na pewno się z tobą nie zgodzę. Tylko po co te oczekiwania i wymagania, kiedy tak fajnie zobaczyć obok drugiego człowieka. Inaczej, miło on się uśmiecha, wchodzi po schodach, w pokoju bałagani, inne lody lubi. Związek nasz się tym wszystkim wypełnia i uzupełnia, bo razem siadamy i rozmawiamy. Bo chciałabym, żebyś coś zrobił dla mnie, bo moje i twoje jest równie ważne i wtedy staje się nasze, bo kocham cię za to wszystko co do mojego życia wnosisz. Nie ma rozczarowań, gdy żyjemy bez oczekiwań, akceptujemy swe upadki i wzloty. Ty jesteś sobą tak, jak i ja, a szczęście nie jest sztuczną ścianą wzajemnych uszczęśliwiań na siłę.”  

Notka z biografii: 
Zmienię swoje negatywne nastawienie do życia, a wszystko zacznie się wkoło, samo w uśmiech przemieniać.

środa, 26 września 2012

Koziorożec




Jest bardzo pracowity, konsekwentny w działaniu, skrupulatny, odpowiedzialny, ambitny. Szuka w życiu stabilizacji i harmonii. Bywa nierozważny i romantyczny. Kocha przyrodę, łatwo nawiązuje kontakty z innymi ludźmi. Jego wrodzona skrytość buduje pewną aurę tajemniczości, która wzbudza zainteresowanie u płci przeciwnej. Uwielbia podróżować za jeden uśmiech i z zielonym kamykiem w dłoni. 
Lubi bujać w obłokach, ale stara się też  twardo stąpać po ziemi. Jest wymagający wobec siebie i innych, ale tolerancyjny. Czasem pokazuje ogniste rogi swego temperamentu. W relacjach partnerskich kieruje się rozwagą i ostrożnością. Dopiero gdy dobrze pozna drugą osobę, pozwala w pełni rozkwitnąć swym namiętnym uczuciom. Uwielbia czekoladę, która bywa jego nałogiem i nie potrafi się od niego uwolnić. Jest odważny, śmiały i bezpośredni, choć momentami trzyma się na dystans. Często działa pod wpływem impulsu, emocji. Troskliwie opiekuje się swoimi bliskimi. Łatwo go czymś zranić, przy czym trudniej mu wybaczyć doznane krzywdy.
Życie na walizkach momentami bardzo mu odpowiada. Swoim uśmiechem i serdecznością zyskuje sobie sympatię i życzliwość ludzi.

czwartek, 20 września 2012

Magia papieru

Ujmuje w dłonie kartkę białego papieru. W pamięci przebiega mi magiczny szlaczek, jeden ulotny kadr. Zginam kartkę na pół. W środku rysuje się zgięcie. Teraz jeszcze raz na pół i prostokąt zmienia się w podwójnie złożony trójkąt, który w niedużą układa się choinkę. Prawy róg choinki odginam w lewo, by po tej stronie powstało trójkątne trio. Powstały tercet zaginam lekko w prawo. Trójkątne uszy rozchylam na boki. Środowa figura przekształca się w rąb, po lekkim przyciśnięciu z góry. Jego zagięty dolny róg  tworzy pyszczek. Trójkątny zginam garb pleców,  dolny róg zaginam do środka i pojawiają się łapki.   

Z dłoni strzepuję pył wyobraźnie. Ooo! Miś ożywa a kredki ubierają go w szare  futerko, czarne dodają oczka i nosek, już nie jest biały. Na jego plecy mniejszy wskakuje koala, za duszno mu było w maminej torbie. Teraz razem wędrują po drzewach i szykują obiad z eukaliptusa. 



Z szuflady biurka pomarańczowa kartka papieru frunie. Cicho pod sufitem marzy:
- Chciałabym być motylem. 
- Zapraszam w moje dłonie - wołam do niej. 
Sfruwa i przysiada w mych rękach. Kilka zgięć i rosną barwne skrzydełka. Kredki tęczowe kółka na nich dolepiają. Pod sufitem już unosi się kolorowy motyl.
- Chciałbym usiąść na kwiatach - znów cicho marzy.
- Bardzo proszę - odpowiadam. 
W mych dłoniach żółte i czerwone kartki zmieniają się w pąki tulipanów. Jeszcze zielona wyrasta łodyga i w pokoju unosi się wonny zapach kwiatów, a na nich szczęśliwy przysiada motyl. 



W dłoń chowam pył wyobraźni i całe życie nagle zastyga - w magicznym papierowym kształcie.





środa, 19 września 2012

Zmyślone

Gdybym nie zmyśliła tej historii o zakochanym Wietrze, powiedziałabym, że mam kochające oczy.  Te oczy lśnią niczym gwiazdy pośród czarnej sukni wschodzącej nocy.  Poukładane na mlecznej drodze niczym złote korale, kocie wyśnione łby, wciąż życiem się iskrzą. 

Wiatr wiosną przysiadł na gałęziach leszczyn. Uśmiechniętą twarz wtulił w zieleń liści. Sprężycie wyciągnął ręce i nogi. Rozciągnął cały kręgosłup - kręg po kręgu. Wszystkie tęczowe pasma swej postaci policzył. Ziewnął, rozglądając się wkoło.
- Oooo - mile zaskoczony zawołał - laskowe zielenią się orzechy. 
Po chwili popatrzył w dal. Coś błękitem mieniło się pośród grzbietów szumiących traw. Raptownie zeskoczył na ziemię. Przezroczystą dłonią pogłaskał zielone źdźbło. W dali pewną piosenkę usłyszał. 



Niezapominajki to są kwiatki z bajki.
Rosną nad potoczkiem, patrzą złotym oczkiem.
Gdy się płynie łódką śmieją się cichutko.
I tak mówią do mnie:
- Nie zapomnij o mnie! 

"Jaki piękny głos" - pomyślał. W cieniu leszczyny przysiadł, w trawie. W pobliżu bose usłyszał stąpanie. Przy krzewie drobna stanęła stopa.
W dali na błękitnym kwiecie, cytrynowy motyl rozwinął skrzydełka.
- Cytrynka - cichy ucieszył się głosik. 
Spod leszczyny Wiatr spojrzał na jasną twarz dziewczyny. Brązowe, ciemne włosy głaskały jej opalone ramiona, a równie ciemnobrązowe oczy iskrzył się niczym gwiazdy.
"Tak cię kocham..." - zieleń w sercu poczuł Wiatr - "... jak nikogo na ziemi..." 
Dziewczyna dokończyła: 
- "... W obłoki frunie każda myśl, każda myśl zielona. Tak cię kocham i to już się nie zmieni. Niech te słowa w twoje włosy wplecie wiatr." - zaśpiewała jakby czytała w jego myślach. Uśmiechnęła się, a Wiatr czule ją przytulił. 

Gdybym nie zmyśliła historii o zakochanym wietrze, powiedziałbym, że śpiewam, gdy przybieram twarz anioła. Z zachwytem patrzę na zieleń liści. W chmurach zmyślonych historii szukam. 

Fragment piosenki "Tak cię kocham" Cisza jak ta