wtorek, 25 grudnia 2012

Wielowymiarowa

W wielorakiej płaszczyźnie świata znów stanęła u progu świąt. Klamkę  drzwi do tego wymiaru mroźnie okrył mróz. Nie miała ochoty znów odwiedzać tej świadomości. Wiedziała, że za oknami w ten czas światła ulicznych latarń zawsze zapalają, przemarznięte do szpiku kości, dziewczynki z zapałkami.
Lekko nacisnęła klamkę i weszła do pokoju. W domowym zaciszu wszyscy już posnęli jedynie kot cichym mruczeniem odpowiedział na jej kroki. Usiadła na kanapie. W kącie pokoju, na ubranej już choince, migotały kolorowe lampki. Chwilę przypatrywała się im w zamyśleniu, po czym wstała i podeszła do okna. Na znajomy widok westchnęła tylko głęboko, bo wchodząc do tamtego świata zawsze stawała się niewidzialna. 




Pod oknem stała mała dziewczynka, jeszcze próbowała sprzedać zapałki nielicznym przechodniom.
- Zapałki, może dla pana, a może dla pani, bardzo proszę - mówiła - w domu zawsze przydają się zapałki.
Lecz każdy obojętnie ją mijał. Zmęczona usiadła w śniegu, a nie mogąc wrócić do domu, zaczęła się ogrzewać w płomieniu każdej, kolejno zapalanej zapałki. 
Na ten widok Amelia drgnęła w oknie. W tym jednym migocącym płomieniu ujrzała wszystkie postacie materialnego świata. Wszystkie umierające - tej jednej nocy - dziewczynki z zapałkami. Otarła łzę z policzka, podeszła i położyła się na kanapie, po chwili zasnęła. 

Znów stanęła przed progiem, ale tych drzwi jeszcze nie widziała. Cichy głos zza nich usłyszała:
- Nie bój się, otwórz drzwi - powiedział - zapraszam.
Amelia zrobiła kilka kroków do przodu, nacisnęła klamkę, przestąpiła próg i weszła.  Jej oczom ukazał się niezwykły obraz, w którym poczuła się jak w domu. Na przeciw rósł dość sporej wielkości biały grzyb rozświetlony żółtą aurą. Na jego szczycie siedział mały człowieczek, w białym fraku i cylindrze na głowie. Zręcznie wymachiwał mahoniową laseczką, ze srebrną główką.
- Witaj Amelio - powitał ją uśmiechem - wejdź proszę tu do mnie po schodach z łodyg konwalii lub przyfruń - poprosił.
- Skąd znasz moje imię? - ze dziwieniem zapytała Amelia idąc do przodu. Po chwili zatrzymała się jeszcze bardziej zdziwiona, widząc swoje odbicie w zwierciadle kropli rosy.
- Jestem elfem? - ponownie zapytała wbiegając po kłaniających się jej konwaliach, na czubek białego grzyba.
- Tak, w tym wymiarze przybierasz postać elfa - opowiedział nieznajomy - i masz skrzydełka, więc możesz latać - serdecznie się roześmiał.
- Kim jesteś? - Amelia zmierzyła go badawczym wzrokiem.
- Jestem Nikt - odpowiedział mały człowieczek - Nikt jestem i chyba chciałaś ze mną porozmawiać, a znamy się bardzo, bardzo dobrze. 
- Chciałam porozmawiać - powiedziała Amelia - ale nie jestem pewna, czy z tobą. 
- A czy ja mogę pogawędzić z tobą, Amelio - i zdjąwszy cylinder z głowy, lekko jej się ukłonił.
- Tak, bardzo proszę - zgodziła się na rozmowę. 
- Na ziemi liczni ludzie opowiadają - zaczął Nikt - że w pewną noc zrodziło się dziecię. Większe miało być od królów, silniejsze od kul z katapult. Paść przed nim miały wszystkie narody.  I tylko ono jedno miało taką moc.  Lecz w tamtą noc i każdą inną, na świat przychodzą wielcy, mali mocarze. Żywym światłem wypełniają ludzkie ciała. A ono jedno, ze swą rozwiniętą świadomością miało o bezinteresownej miłości przypomnieć i byciu z drugim człowiekiem. Pokazać, że ludzkiej głupocie należy wybaczyć, bo nie istnieje kara i nagroda, tylko wspólny rozwój. Co myślisz o tym Amelio? - kończąc Nikt zapytał.
- Tak jak on i wielu przed nim i po nim, jestem światłem wcielonym w materię. Człowiekiem zrodzonym na ziemi. Nie rozumiem świątecznego przepychu, pod którego stosem umierają dziewczynki z zapałkami. Bo to nie ciało lecz dusza jest podobieństwem twórcy życia. A tu ciągle czerń jako zło ściera się z dobrą bielą, ich taniec nazywają walką - smutno odpowiada Amelia.
- Pamiętaj - dalej mówi Nikt - dobro nie musi stawiać oporu, gdy zaczyna walczyć przestaje być dobrem, bo upodabnia się do zła. Wystarczy by szło swoją drogą do przodu, bo nie da się go z niej zepchnąć...

- Amelio,  Amelio - usłyszała znajomy głos mamy - już słoneczko dawno wstało, obudź się kochanie.
Amelia przetarła zaspane oczy rozejrzała się w koło. Znów była w domowym salonie. Wzrok zatrzymała na świątecznej choince. Gwałtownie wyrwana ze snu usiłowała sobie przypomnieć ostatnie słowa Nikogo. "Dobro, żeby naprawdę było dobrem, bez stawiania oporu idzie swoją drogą do przodu. On ma rację."
Uśmiechnęła się do mamy.


Czy widujesz czasem na swej drodze dziewczynki z zapałkami?



środa, 19 grudnia 2012

Mind Programming



Zastygły obraz na ekranie telewizora. Zniekształcony niczym Panny z Awinionu na obrazie Picassa. Wypaczona rzeczywistość, na pozór jednak realna.  
Dziś w programie słodka telenowela. Lepkie macki podstępnej intrygi, klejące się do szyi i twarzy niczym odnóża obślizgłej ośmiornicy - lekko życie podduszające. Ohy i ahy, piski i krzyki na kawałeczku dostarczonej pizzy. 
Świat cały zasnął przed telewizorami, wtulony w hipnotyczny sen. Zza ekranu telewizora wyjrzała głowa ośmiornicy. Uważnie rozejrzała się po pokoju, sprawdziła poziom snu. Miły głos z siebie wydobyła: 
- Szanowni panowie, szanowne panie, zapraszam. Ach, cóż to będzie za szyk! Ha, ha, ha na mind programming zapraszam. Cudowny to będzie szyk! - Uprzejmie widzom uśpionym się kłania, włosy czule, lecz z szyderczą tkliwością głaszcze. 



- Ach, tak - drapie się po swojej głowie - przecież wy mnie nie słyszycie, wszystko podprogowo wnika w wasze umysły. Ha, ha, ha, ha - cicho się śmieje - taka mini, tyci, manipulacja, a hiper iluzja papierowej mocy pieniądza i szklanego wieżowca, bo niby taka wielka z was cywilizacja, ale ciii, ciiii... bo właśnie zaczyna się program. - Za telewizorem się chowa.

Tak trzeba żyć, coś z ekranu szepcze, być wielkim celebrytą, jak on czy ona postępować. Takiej tylko należy słuchać dysharmonijnej muzyki, nutą jak młotem walić w dyskotece o podłogę. Nosić na sobie znane z plastiku metki, bo tylko one w tym fasonie, kolorze i kroju są trendy. Jedynie most przez zawiść, zazdrość i intrygę jest drogą do prawdziwej miłości, lecz uwaga drogie panie - i panowie jeszcze - by przy zdobywaniu swojej ukochanej własności nie rozerwać się na strzępy, uniknąć krwawego horroru. 

Spirala hipnotyczna w odbiciu źrenic widzów się toczy, toczy. Kobieta w transie po pilot sięga przerzuca różne kanały. Na jednym z nich liczne głosy reklamy zachwalają witaminy dla dzieci. Chłopczyk mały swoją słodyczą stwierdza, że przecież wszystkie dinozaury wymarły, bo ich nie jadły. Mamo zdecydowanie musisz je dla dziecka kupić!
- Ale zaraz - mówi świadomy głosik - A czy ktoś tym ludziom powiedział o aspartamie? Przecież to jest trucizna, zawarta we wszystkich witaminach dla dzieci. Kumuluje się w ludzkim mózgu i powoli go zabija.
- Ciii, ciii... - zza telewizora odzywa się ośmiornica - nic się nie odzywaj, inny teraz emitujemy program. 
Na kolejnym kanale przedstawiają się jakieś wiadomości. Kolejna na świecie wybuchła pandemia, trzeba się szczepić. Proszę zaraz biec do apteki - radzą tępe głosy.
- Ale zaraz - świadomy znów protestuje głosik - prawdę im powiedzcie, że to wszystko jest eksperymentem, szczepienie to mini broń biologiczna, zaburzenie ich odporności. 
- Nic się więcej nie odzywaj! - zza telewizora wychyla się ośmiornica - Tak ludzie muszą widzieć swoją rzeczywistość, że każde państwo jest dla nich, a nie oni dla niego, bo z chęcią i uśmiechem powinni dla niego pracować. Ciii, ciii...- lodowatym szeptem uspokaja - Oni się i tak o iluzji świata nie dowiedzą, nie widzą przecież w sobie światła. Ha, ha, ha! Takie teraz budujemy drzewa, no spójrz proszę - wskazuje na ekran. Myślisz, że ktoś wie choćby o elektrosmogu. Te drzewa świat przecież kocha. 

 

Jak kończy się ten program, mind program?







niedziela, 2 grudnia 2012

Lokatorka widmo




Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która żyła w niedużym pokoju niczym smuga, pasmo jasnego światła? Która rano zaczesywała długie, ciemne włosy i lekko wiązała je białą kokardą. O dziewczynie, która rozkwitała niczym kwiat, a na jej dłoniach podczas spacerów zawsze przysiadały motyle? O kobiecie, która w jednym mrugnięciu powiek, kryła cały rozgwieżdżony wszechświat?

Z jej twarzy nigdy nie znikał uśmiech, jej dłonie zawsze delikatnie gładziły liście drzew, oczy z ciekawością czytały abecadło chmur, a bose stopy lekko stąpały, krokiem wczuwając się, w rytm żyjącej ziemi.
Lubiła pomarańcze. Zapach ze skórek wcierała w dłonie, słodycz kistek wkładała do ust. W śmiechu przechylała w bok głowę, szczerzyła białe zęby, próbowała się bawić każdym dźwiękiem swojego oddechu. Jej śpiew niósł ze sobą wiatr, roznosił  go po lasach, polach, górach i łąkach. 

W pokoju wyczułam zapach jaśminu. Lubiła go pewna kobieta.
- Chcesz ?- cicho szepnęła. - Chcesz? - ponownie zapytała.
- Chcę - odpowiedziałam widząc jedynie smugę białego światła. Usiadłam na krześle.
- Pośród materii, duch żywy żyje na ziemi, czasem nazywają go światłem - zaczęła opowiadać. - Budują go małe cząsteczki, tak zwane fraktale. Podczas narodzin wchodzi on w ludzkie ciało, które staje się dla niego chwilowym domem.
- A skąd pochodzi to światło? - pytaniem przerywam opowiadanie.
- To światło - smuga stała się lekko niebieska - to światło pochodzi z żywej energii, wypełnia sobą gwiazdy. Mówią o nim, że jest wiekuiste, boskie, nieskończone, wieczne, lecz to tylko słów ludzkich język - mówi dalej. - W sercu człowieka mieści się jego ogień, mieniąc się różową barwą. Lecz... - smuga światła lekko drgnęła - lecz ludzie uśpili je w sobie - zamilkła.
- Uśpili - mówię do niej - bo ciągle krzyczą na siebie. Walczą przeciw życiu z bronią w ręku, nie kochając nawet samych siebie. Chyba nie znają języka miłości - smutno mówię.
- Zapomnieli - smuga zielona cicho obok mnie przysiada. - Ale mogą sobie przypomnieć - z ożywieniem kontynuuje. - Gdy tylko w ciszy zechcą zerknąć do swego wnętrza i posłuchać, tego co sami sobie, co dzień mówią. Odpowiedź prawdy na każde pytanie tkwi w tobie i każdym człowieku spacerującym po ziemi. Jeśli pozwolisz wyciszyć się językowi umysłu, dusza językiem miłości przemówi.
- Pośród dźwięków mikrofonów, fleszy, jupiterów, głuchych stuków betonowych bruków mowa i światło duszy się gubi...
Zielona smuga mi przerwa.
- To tylko iluzja szklanego świata - mówi - wyimaginowanych, olbrzymich wieżowców. Człowiek jest chwilowym przechodniem pośród licznych ziemskich dróg. 
Z pokoju wraz ze smugą zapach jaśminu uleciał. Lubiła go pewna kobieta. 
W zamyśleniu siedziałam dalej na krześle. Po woli poznawałam moją lokatorkę widmo.

Dziewczyna zawsze z uśmiechem czekała na zachód słońca, powoli wracając ze spaceru. Pewną piosenką z dzieciństwa żegnała zasypiający dzień. Nuciła : "W kołysce ziemi zasypiamy [...] Kołysz nas ziemio, kołysz do snu..." Było to bardzo miłe wspomnienie. Pożółkłe liście na drzewach z błyskiem odbijały się w jej oczach. W dłonie ze śmiechem łapała babie lato. 

Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która cieszyła się każdą porą roku, która lubiła tańczyć w deszczu? O dziewczynie, która niczym biały łabędź na wodnej tafli jeziora, płynęła po scenie w baletowych piruetach? O kobiecie, z której ust wychodził szum morza i śpiew ptaków?

Bo cóż można o życiu powiedzieć?