wtorek, 21 września 2021

Strategia walki

 - Czemy odeszłaś? - w jej głosie słychać było wyrzut. 
- Moje ciało nie miało już sił - odpowiedziała smutno.
- Ale przecież wszyscy mówili, że trzeba walczyć. Przecież jak sami twierdzili wybrali najlepszą opcję walki, najlepszą strategię. Czemu nie walczyłaś? - powtórzyła pytanie.
- Walczyłam zgodnie z nakazami i przyjętymi procedurami. Zaciskałam zęby kiedy mówili, żeby nie płakać, podnosiłam się kiedy mówili, że należy wstać, ale w końcu ciało odmówiło posłuszeństwa. Czy ty ciągle jesteś w stanie oblężenia tak jak na wojnie? - przez jej głos przemawiała troska.
- Jak na wojnie?! Czy tu jest miejsce na wojnę? Przy tym ciągłym leżeniu gdy nie można nawet wstać z łóżka. Czy tu jest miejsce na wojnę? Ponoć obrali najlepszą strategię, najlepszy program. Czemu nazywają to walką? Czy nie należy kochać? Kocham moje ciało. Dlaczego miałbym walczyć sama ze sobą? - ze wzburzeniem poruszyła się na łóżku.
- Nie wiem. Nie widziałam przy tym udziału wojska, tylko igły, strzykawki, skalpele, szwy, wenflony, plastry i małe krople z kroplówki gdy spadały. Należy kochać, inaczej człowiek oddala się od Boga, od boskiej czaski samego siebie. Każda walka przeczy miłości bliźniego. To boli prawda? - zatroskała się.
- Boli. Twoje ciało też tak leżało, a do żył kap, kap, kap. Czy to była dobrze uzbrojona armia? Może nam w ciele teraz jakiegoś mikro żołnierza, który wewnątrz buduje zasieki i okopy, prawdziwe pole bitwy? - jej głos ożywił się. 
- Nie, nie masz, to tyko czysta chemia, co jak jad ciało powoli, ale statecznie 
zatruwa - gestem dłoni starała ją się uspokoić. 
- To czemu, czemu ciągle mówią o walce? Jakby była jakaś wojna? - wciąż pytała.
- Twierdzą uparcie, że walka toczy się o życie - odpowiedziała gładząc ją po głowie.
- To fajnie! Wygrałaś ze śmiercią! Choć twoje ciało nie żyje - ucieszyła się na chwilę.
- Bo śmierci nie ma, to przestarzały wymysł religii. 
- Ale oni wszyscy w to wierzą. 
- Wierzą, bo nie poznali prawdziwego życia.
- Chyba zapomnieli o miłości. Czemu ludzie lubią dręczyć innych i samych siebie? Choć gdyby pozwolili mi wybrać to dawno bym to wszystko odłączyła i wyszłam cieszyć się letnim słońcem, ale nie wolno mi decydować, bo jestem tylko dzieckiem.
- Mnie też tego odmówili, bo jak stwierdzili w tym świecie moje ciało było nieletnie więc nie mogło podjąć właściwej decyzji.
- Czym jest dla nich miłosierdzie? Czy doświadcza się go w walce? Czy raczej odwołuje się wyznaczoną egzekucję i oszczędza się ściętą głowę?
- Oni nie czują miłosierdzia. Zastygli przy białym 
fartuchu, oddzieliły ich od tego protokoły i procedury, odgórne farmaceutyczne wytyczne i papierkowa robota. Myślą od lat, że cała moc uzdrowienia jest zamoknięta w chemicznym zastrzyku, kroplówce i pigułce. Farmakologia to ich wielki "BÓG".
- Tylko chemia i zawsze chemia, to jakby żyć na wysypisku śmieci, w zatęchłym bagnie. Bo czym się staje krew w żyłach jak nie zatrutą rzeką? Czy nie tak piłkarz na boisku strzela samobója? 
- To jest spalony skok w dal, bo ciało nie nadąża z detoksykacją i brak mu wsparcia z zewnątrz.
- Czy oni wiedzą co nam czynią?
- Niewydajne mi się by wiedzieli
- Potrzebna im nasza miłość?
- Potrzebna. 
- Już nic nie boli mogę wstać - stanęła obok krzesła.
- Weź mnie za rękę, teraz mamy prostą drogę do nieba - poszły a w szpitalnym łóżku zostało tylko małe, wątłe, nieżywe ciało.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz