Nikt nie powiedział ludziom jak mają żyć. Nikt nie wymyślił lepszej drogi. Nikt nie policzył uśmiechów gwiazd tuż przy firmamencie nieba w poświcie promieni księżyca.
Nikt włożył biały cylinder na głowę. Biały frak opadał mu prawie do kostek. Do ręki wziął mahoniową laseczkę ze srebrną główką.
Nikt wyszedł na zatłoczoną ulicę. Stepował po brukowych krążkach. Na kocich łbach rysował koty.
- Miauu, miauu, miauuuu - zamiauczał mały Psotek. - Jak Nikt narysował moje kocie oczy? Miauuu, miauuu, tą zieleń powleczoną żółcią, tą żółć zmieszaną z zielenią.
Nikt kotka po głowie pogłaskał i z miłym uśmiechem tak mu odpowiada:
- Tu w dłoni ukryłem tę barwę ziemi i tą z nieba, co razem zielenią się i złocą, iskrą błyszczą pośród cienia nocy, w magicznym kocim oku.
- Mmmrrry, mmmrrry, mmmrrryyy - tak cicho i głośno kot mruczy o nogę Nikogo się ociera.
- W mym oku mieszka magia, ta co wpada doń z gwiazdki nocą, ze słonka za dnia i z ziemi gdy dotykam ją łapkami? - pyta z cicha, Nikomu nic, a nic nie dowierzając.
- Oj! Oj! I nawet te koty - psoty - Nikomu dziś nie wierzą. A przecież ja te wszystkie barwy żywe trzymam w ręku.
Nikt dalej ulicą w świetle latarni kroczy. Wiatr lekko poły białego fraka unosi.
- Nikt, a w tę noc zaświeciła nowa gwiazdka, tam nad starą, zgarbioną jabłonką, lecz milczą nieme usta. Czy jeszcze za bardzo cichą nocą uśpione? - Szumnie zapytał wiatr.
- Wiatr ze wschodu wieje na zachód, z zachodu na wschód, z południa wieje na północ, z północy na południe, a dziś zatrzymał się w miejscu - zażartował Nikt.
- Frummmm! - oburzył się wiatr. - A wiatry tak wcale nie wieją i nawet na chwilę nie stają w miejscu!
- Spokojnie drogi przyjacielu - uśmiechnął się Nikt - taki mały żart. Ten niepewny sen w końcu się skończy. Szklany świat się obudzi.
- Jak żart to dobrze - uspokoił się wiatr - Lecz kiedy się zbudzi? - pytaniem zaświszczał.
Nikt nie udzielił mu odpowiedzi. Wiatr z cicha na północ odfrunął.
Nikt na szklany wieżowiec spojrzał. Za nim wciąż dreptał kot. Po chwili Nikt zamienił szkło w piasek. Góra, hen sięgała nieba. Liczne schody w niej wyciosał. Powoli sprężystym krokiem wspiął się po nich. Za nim poklei schodek, za schodkiem się chował. Nie zdążył się na nie wdrapać psotny kotek.
Wchodząc Nikt zdjął z głowy biały cylinder z uprzejmością na pożegnanie się skłonił.
- Mrauuu, mrauuu, Nikt - zamiauczał kotek. - Nikt, mrauu, a twoje kolory? - zapytał.
Zaczęli go trącać przechodnie.
- Mrauuu, mrauuu, czy Nikogo znacie? - spytał.
Nikt w ulicznym gwarze mu nie odpowiedział. Nikt o Nikim na ziemi nie słyszał.


