Znów przysiadłam na klawiszach fortepianu.
Elfie - straciłam skrzydełka, gdy w objęcia materii wpadłam, prosto z płata kwiatu. Za dniem zatęskniłam, gdy kolejny złoty wóz odjechał, dziecięce pozbierał śmiechy.
Czarne i białe naciskam klawisze, muzyki z nich wypuszczam czar. Nuty tuptusiają po pięciolinii: do, re, mi, sol, sol, mi, re, fa.
Życie w biegu dudni niecierpliwymi krokami. Dzisiaj raptownie przeskoczyć chcę do jutra lub jeszcze nie zdążyłam odejść od wczoraj. Kiedy wędruję od tu do teraz, w dłoniach trzymam liść zeszłorocznej jesieni, wciąż zakrywając się jej zranieniem.
Gdy sięgam z tego klawisza bez teraźniejszego głosu dźwięku, melodia staje się głuchoniema.
Jeśli lekko unoszę i opuszczam palce bez bycia tutaj przy fortepianie, rozśpiewane nuty z nimi nie tańczą.
W tej chwili mnie nie ma. Przylgnęłam do skorupki laskowego orzecha, wczoraj siwy rozłupał go dziadek. W ręce pochwycił tęczowego motyla. Barwny pył ukradł z jego delikatnych skrzydełek.
Z dzisiaj przeszłam do wczoraj. Tam białe konwalie w słońcu kwitną, papierowy w sercu ożywa ptak. Więc tu nie dostrzegam zieleni traw. Nie czuję w ustach słodyczy pomarańczy, choć kistka po kistce ją jem. Omija mnie blask gwiazd, bo z oczu mój wzrok umyka, w siną wybiega dal.
Przysiadłam na klawiszach fortepianu. W nocy z łóżka się wymknęłam, w gwiezdny rydwan snu wsiadłam. W znanej melodii zatańczyłam z cieniem walca.
Teraz i tu otulił mnie sen. Nuty tuptusiają po pięciolinii: do, re, mi, sol, sol, mi, re, fa.
Elfie - znalazłam skrzydełka pośród płatków kwiatów. A rankiem, gdy sen umyka, życie tuli mnie w swych objęciach.
