Dziś zrozumiała, że nie zapytał by
o zgodę. Zbyt mocno chciał wejść w słodycz jej nagiego ciała,
niewinny tkliwy dotyk, pocałunki zakochania. W swych objęciach
pragnął ją tęczą otulić. Jednak nie spostrzegł, gdy pośród
bezdźwięcznych krzyków, popłynęły łzy niemego łabędzia „Bo
nie jesteś prawdziwy!” W oknie znów uniosła firankę, nieobecnym
wzrokiem wciąż wypatrywała niewidzialnego gościa. Nie przyszedł
przedwczoraj, gdy tak głaskała szybę. Nie zjawiał się wczoraj
gdy liczyła płatki śniegu - „Znowu mamy styczeń.”- myślała.
Nie słychać jego kroków nawet dziś na pustym chodniku, gdy tak
tuli i tuli swoje ciało na białym parapecie.
- To nic – w cichym chlipaniu
opowiedziała do siebie – to nic, przecież mam samą siebie.
Dziś zrozumiała, że sercu trzeba w
końcu wybaczyć. W głęboki zapadła sen.
- Cicho – delikatnie palcem nakrył
jej usta – popatrzmy dzisiaj na księżyc, jak nowym sierpem
wschodzi w nowiu.
- A wiesz – wyrwała mu się z
objęcia – że jak on wschodzi na południu, o tak jak teraz, to
ciepło będzie przez następny miesiąc.
- Tak, moja bystra główko – z
czułością ujął ją za rękę.
- I popatrz – wysunęła swą dłoń
z jego dłoni lekko i wskazała na księżyc – jego rogi kierują
się do góry i nie ma żadnej mgiełki, kapturka, więc miesiąc
będzie suchy.
- To kiedy będzie padać? – tylko
cicho zapytał, nie szukają ponownie jej dotyku.
- Gdy rogi będą skierowane w dół,
to przyjdzie mokry miesiąc. Jeżeli w dowolnej fazie księżyca,
wieczorem otuli go chmura, mgiełka, na następny dzień będzie
padać. - Coraz bardziej się od niego oddala – a jeśli w nowiu
pokaże się na północy, przyprowadzi zimny miesiąc. Na każdą
księżycową prognozę, patrz pod kątem pory roku i danego
miesiąca, bo ciepało w grudniu, czy czerwcu znacznie się od
siebie różni.
- To taki z tego księżyca
żartowniś!– próbuje z uśmiechem żartować. - Ale moja mądra
główka... – głos mu nagle smutnieje. - Gdzie ty znowu uciekasz?
- Tam gdzie ciebie wciąż usiłuję
spotkać – tę samą znów słyszy odpowiedź.
Jeszcze pośród zaspanego świtu
przebudziła się, ptak za oknem już dźwięcznie śpiewał, a w
sercu usłyszała swą senną odpowiedź „Tam gdzie ciebie wciąż
usiłuję spotkać.” Wolno zaczęła otwierać zaspane oczy, lekko
się przeciągać.
- To nic – cicho wyszeptała –
to nic – tak jakby mówiła do kogoś obok – to naprawdę nic,
spokojnie, ptak za oknem tak pięknie szczebiocze. Dzień dobry, już
pora na śniadanie.
Powoli wstała, rozsunęła zasłony w
oknie. Przez zamarzniętą szybę wpadł do pokoju snop białego
światła oświetlając krawędź pustego łóżka. Z radością
klasnęła w dłonie na widok zmarzniętych malowideł, „Taki
piękny tulipan, malowany mrozem” - pomyślała. Otworzyła okno i
wysypała ziarna słonecznika dla znajomego ptaka. Poszła wziąć
poranny prysznic. Z czułością dotykała swego ciała, jakby
chciała się go nauczyć na pamięć. Wyczuć każdy mięsień,
każdą mikroskopijną komórkę. „Bo czy to do końca jestem ja”
- pytała samą siebie.
W kuchni wstawiła wodę w czajniku i
zaparzyła świeżo zmieloną kawę. W powietrzu uniosła się
cudowna woń zapachu jej dzieciństwa, tak dobrze zapamiętanego.
Uśmiechnęła się do niego czule smarując masłem świeżą
drożdżówkę. Z każdym kolejnym kęsem coraz bardziej rozstawała
się ze swoim snem. „To nic” - myślała - „Ale gdzie ty znowu
odchodzisz? - jego pytanie, ale po co on je wciąż powtarza?”. Dzwonek telefonu wyrywał ją z zamyślenia.
- Dzień dobry Aronie – pierwsza
się przywitała .
- Cześć, mogłabyś się zjawić w
gabinecie pół godziny wcześniej? – zapytał Aron –
Przepraszam, że tak cię ponaglam z rana, ale mam specjalną
niespodziankę, która nie może czekać.
- Niespodziankę – zaśmiała się
w słuchawkę – A...
- Nie myśl, że sobie żartuję –
nie daje jej skończyć – jeszcze dostanę za to od ciebie całusa.
- Całusa, no nie wiem, ale zaraz
wychodzę, także do miłego zobaczenia – rozłączyła się.
Wciągnęła brązowe kozaki na nogi, założyła puchową, beżową kurtkę i wełnianą czapkę na głowę. Szczelnie otuliła się szalikiem i wyszła z mieszkania. Naciągnęła na dłonie rękawiczki. W powietrzu unosił się lekki mróz. Do gabinetu miał kilka przecznic do przejścia. Po drodze wstąpiła do piekarni i kupiła świeże rogaliki z rodzynkami na drugie śniadanie. "Zrobimy sobie kakao - pomyślała naciskając klamkę - i zjemy te rogaliki."
- Dzień dobry - od progu przywitała ją ciepły głos Arona.
- Dzień dobry - odpowiedziała - kupiłam świeże rogaliki. Zrób proszę kakao, zjemy je razem.
- Już robię - uśmiecha się Aron - ile na dziś mamy zapisanych osób?
- Przyjdą trzy panie - stanęła w progu kuchni - na masaż limfatyczny piersi i twoich czterech pacjentów na sesje holopatycze. Od piętnastej będziemy już wolni - dodała. - A co to za niespodzianka, o której wspominałaś przez telefon?
- Chodź, usiądź tu - poprosił. - Zapraszam cię wieczorem na koncert i kolację, ale szczegóły są niespodzianką. - uśmiechnął się tajemniczo - Proszę twoje kakao - dodał.
- Dobrze i dziękuję, a to twój rogalik .
- Dziękuję, od której zaczynamy?
- Za pół godziny. A o której mogę się ciebie spodziewać później?
- O osiemnastej droga pani - ukłonił się jej.
Oboje się roześmiali.
Dzień minął spokojnie. O piętnastej zamknęli gabinet. W drodze do domu Sara wstąpiła jeszcze do sklepu i zrobiła drobne zakupy na obiad. "Zrobię dziś zupę pomidorową, więc ryż i pomidory się przydadzą" - pomyślała.
Po powrocie wstawiła szybko obiad i włączyła bojler, żeby woda później była ciepła. Wciągnęła kilka ubrań z szafy i rzuciła na łóżko. "Zaproponował koncert i kolację - myślała - zawsze jest taki kochany, że nie sposób mu odmówić." Po twarzy przebiegł jej cień minionej nocy.
- To nie jest ważne - wszeptała sama do siebie i poszła zjeść obiad do kuchni. Gdy skończyła jeść, pozmywała naczynia i wzięła prysznic. Ciepła woda spływająca po ciele, zawsze działała na nią odprężająco.
Po wyjściu z łazienki stanęła nago przed lustrem w sypialni. Zegar wiszący na ścianie wskazywał siedemnastą. Miała jeszcze godzinkę czasu do przyjazdu Arona.
- Ciało kobiety - powiedziała - jędrne piersi, wcięcie w talii, włosy spływające z ramion, zalotne spojrzenie, różowe usta, niewinna minka. Jaka kobieta jest słodka! I dla takiego ciała chcą wiecznie młodego życia. Ciągle pić i sikać - nuda!
Wzięła niebieską sukienkę z łóżka i ubrała się w nią. Włosy zostawiła rozpuszczone, ale wpięła w nie błękitny kwiatek.
- Piękna kobieta - uśmiechnęła się do odbicia w lustrze.
Chwilę później usłyszała dzwonek do drzwi. Przyjechał Aron.
Koncert bardzo jej się podobał. Lubiła muzykę Mozarta. Kolacja w klimacie śródziemnomorskim bardzo jej smakowała. Nie zastąpione było towarzystwo Arona. Zawsze zabawny, odprężony mogła z nim swobodnie bez końca prowadzić najrozmaitsze rozmowy. Czuła, że wchodzi w pewien wymiar, w którym czas przestaje mieć jakąkolwiek rację bytu. Liczyło się tylko, że jest teraz i tu. Aron czuł, to samo co ona.
Ciągle jednak nie pozwalała sobie na pełne zaufanie w stosunku do samej siebie, jak i do niego. Bliskość kojarzyła z bólem, a ból z bliskością.
Poprosiła żeby odwiózł ją do domu i pożegnała się z nim przed drzwiami mieszkania.
- Czego ty się tak ciągle boisz? - zapytała Aron.
- Dziękuję, dobranoc - tyle tylko odpowiedziała.
- Dobranoc.
Zamknęła za sobą drzwi i cicho wyszeptała:
- Kochania - po policzkach spłynęły jej łzy.
Przebrała się w piżamę i położyła spać. Po chwili zasnęła:
- Wróciłaś - za plecami usłyszała znajomy głos.
- Wróciłam - odpowiedziała. W jego dłoniach ujrzała bukiecik konwalii.
- To dla ciebie - podał jej kwiaty.
- Dziękuję - uśmiechnęła się. - Czy wiesz, że to ziele czarodziejek? - zapytała.
- Jesteś więc czarodziejką - ujął jej dłoń.
- Leczy ono ludzkie serce - dodała.
- Czy dzisiaj zostaniesz? - zapytał.
- Przecież jestem tutaj - czule na niego spojrzała.
- Ale odchodzisz - jego głos posmutniała.
- Tylko tam gdzie ciebie znów mogę spotkać.
- Proszę, tu zostań.
Coś gwałtownie wyrwało ją ze snu. Usiadła na łóżku, lekko przecierając oczy. Za oknem wstawał blady świt.
- Jestem tu - wyszeptała.
Wciągnęła brązowe kozaki na nogi, założyła puchową, beżową kurtkę i wełnianą czapkę na głowę. Szczelnie otuliła się szalikiem i wyszła z mieszkania. Naciągnęła na dłonie rękawiczki. W powietrzu unosił się lekki mróz. Do gabinetu miał kilka przecznic do przejścia. Po drodze wstąpiła do piekarni i kupiła świeże rogaliki z rodzynkami na drugie śniadanie. "Zrobimy sobie kakao - pomyślała naciskając klamkę - i zjemy te rogaliki."
- Dzień dobry - od progu przywitała ją ciepły głos Arona.
- Dzień dobry - odpowiedziała - kupiłam świeże rogaliki. Zrób proszę kakao, zjemy je razem.
- Już robię - uśmiecha się Aron - ile na dziś mamy zapisanych osób?
- Przyjdą trzy panie - stanęła w progu kuchni - na masaż limfatyczny piersi i twoich czterech pacjentów na sesje holopatycze. Od piętnastej będziemy już wolni - dodała. - A co to za niespodzianka, o której wspominałaś przez telefon?
- Chodź, usiądź tu - poprosił. - Zapraszam cię wieczorem na koncert i kolację, ale szczegóły są niespodzianką. - uśmiechnął się tajemniczo - Proszę twoje kakao - dodał.
- Dobrze i dziękuję, a to twój rogalik .
- Dziękuję, od której zaczynamy?
- Za pół godziny. A o której mogę się ciebie spodziewać później?
- O osiemnastej droga pani - ukłonił się jej.
Oboje się roześmiali.
Dzień minął spokojnie. O piętnastej zamknęli gabinet. W drodze do domu Sara wstąpiła jeszcze do sklepu i zrobiła drobne zakupy na obiad. "Zrobię dziś zupę pomidorową, więc ryż i pomidory się przydadzą" - pomyślała.
Po powrocie wstawiła szybko obiad i włączyła bojler, żeby woda później była ciepła. Wciągnęła kilka ubrań z szafy i rzuciła na łóżko. "Zaproponował koncert i kolację - myślała - zawsze jest taki kochany, że nie sposób mu odmówić." Po twarzy przebiegł jej cień minionej nocy.
- To nie jest ważne - wszeptała sama do siebie i poszła zjeść obiad do kuchni. Gdy skończyła jeść, pozmywała naczynia i wzięła prysznic. Ciepła woda spływająca po ciele, zawsze działała na nią odprężająco.
Po wyjściu z łazienki stanęła nago przed lustrem w sypialni. Zegar wiszący na ścianie wskazywał siedemnastą. Miała jeszcze godzinkę czasu do przyjazdu Arona.
- Ciało kobiety - powiedziała - jędrne piersi, wcięcie w talii, włosy spływające z ramion, zalotne spojrzenie, różowe usta, niewinna minka. Jaka kobieta jest słodka! I dla takiego ciała chcą wiecznie młodego życia. Ciągle pić i sikać - nuda!
Wzięła niebieską sukienkę z łóżka i ubrała się w nią. Włosy zostawiła rozpuszczone, ale wpięła w nie błękitny kwiatek.
- Piękna kobieta - uśmiechnęła się do odbicia w lustrze.
Chwilę później usłyszała dzwonek do drzwi. Przyjechał Aron.
Koncert bardzo jej się podobał. Lubiła muzykę Mozarta. Kolacja w klimacie śródziemnomorskim bardzo jej smakowała. Nie zastąpione było towarzystwo Arona. Zawsze zabawny, odprężony mogła z nim swobodnie bez końca prowadzić najrozmaitsze rozmowy. Czuła, że wchodzi w pewien wymiar, w którym czas przestaje mieć jakąkolwiek rację bytu. Liczyło się tylko, że jest teraz i tu. Aron czuł, to samo co ona.
Ciągle jednak nie pozwalała sobie na pełne zaufanie w stosunku do samej siebie, jak i do niego. Bliskość kojarzyła z bólem, a ból z bliskością.
Poprosiła żeby odwiózł ją do domu i pożegnała się z nim przed drzwiami mieszkania.
- Czego ty się tak ciągle boisz? - zapytała Aron.
- Dziękuję, dobranoc - tyle tylko odpowiedziała.
- Dobranoc.
Zamknęła za sobą drzwi i cicho wyszeptała:
- Kochania - po policzkach spłynęły jej łzy.
Przebrała się w piżamę i położyła spać. Po chwili zasnęła:
- Wróciłaś - za plecami usłyszała znajomy głos.
- Wróciłam - odpowiedziała. W jego dłoniach ujrzała bukiecik konwalii.
- To dla ciebie - podał jej kwiaty.
- Dziękuję - uśmiechnęła się. - Czy wiesz, że to ziele czarodziejek? - zapytała.
- Jesteś więc czarodziejką - ujął jej dłoń.
- Leczy ono ludzkie serce - dodała.
- Czy dzisiaj zostaniesz? - zapytał.
- Przecież jestem tutaj - czule na niego spojrzała.
- Ale odchodzisz - jego głos posmutniała.
- Tylko tam gdzie ciebie znów mogę spotkać.
- Proszę, tu zostań.
Coś gwałtownie wyrwało ją ze snu. Usiadła na łóżku, lekko przecierając oczy. Za oknem wstawał blady świt.
- Jestem tu - wyszeptała.
