wtorek, 25 lutego 2020

W wolnym świecie

Wciąż nam powtarzają, że żyjemy w wolnym świecie. Ale czy na pewno? 
Stojąc w kolejce na poczcie usłyszałam pewną prośbę:
- Chciałbym zarejestrować telewizor - powiedziała starsza Pani. 
- Zarejestrować telewizor, bardzo proszę podać swoje dane - odpowiedziała Pani z okienka. 
Aż ugryzłam się w język, żeby nie wypowiedzieć swoich myśli: "Czy w wolnym świcie rejestruje się telewizory? Czy telewizor jest tak konieczny w życiu, że trzeba go rejestrować w urzędzie pocztowym?"
Starsza Pani przekazała swoje dane. Pani z okienka zadała jeszcze dodatkowe pytanie:
- Czy wyraża Pani zgodę, bo na podany adres będą wysyłane blankiety opłat, a opłata miesięczna wynosi 27 zł, czy jest Pani tego świadoma?
- Nie, nie jestem świadoma - odpowiada starsza Pani - ale telewizor proszę zarejestrować, będę płacić.
Ugryzłam się znowu w język, żeby nie wypowiedzieć głośno swoich myśli: "Ale przecież to nie potrzebne, po co w systemie się podkablować, to nie jest zgodne z obowiązującym prawem. I po co Pani ten telewizor, w którym królują wysypiska dezinformacji?"
Ludzie jednak żyją w mroku, w końcu nikt o nic mnie nie pytał, więc się nie wtrącam, żeby nie wywołać niepotrzebnych reakcji samoobrony i niezrozumienia. Tak w końcu nauczono ich żyć w wolnym świecie, gdzie legalnie mogą płacić haracz o nazwie podatki. 
Ludzie w końcu co dzień siedzą na rzekomo ciepłych posadkach, dobrych etatach, tylko nie wiedzą, że zamiast w żelaznych, tkwią w papierowych kajdanach.




W wolny świecie są tzw. państwowe obowiązki. Każde dziecko, do tzw. wieku pełnoletności, musi chodzi do szkoły i podporządkować się pod dyktando obowiązującego programu, mind-programu, nauczania. Egzekutorami tego programu są kochający swoje pociechy rodzice, oraz pilnujący swoich ciepłych posadek, zatroskani w gruncie rzeczy swoimi własnymi wynikami nauczyciele, bo przecież w systemie trzeba się wykazać dobrymi wynikami, awansować i zebrać pochwały, bo co powiedzą koledzy i przełożeni, dzieci też trzeba zaprogramować na posłusznych obywateli. 
A co na to dzieci - choć dzieci i ryby głosu nie mają: 
- Buuu, nuda, historia wcale nie jest ciekawa, a w dodatku zakłamana - mówi piątoklasista Adaś - po co się tego uczyć, ale już niedługo lekcja matematyki - jego głowa jest bardziej ścisła niż humanistyczna, więc ta lekcja mu bardziej odpowiada. 
- Znów ta fizyka i nauczyciel, który sam nie rozumie o czym mówi - mówi Marta uczennica drugiej klasy liceum - i na co nam ta atomówka, czy my będziemy kiedyś produkować bomby lub reaktory, które niszczą świat, lepiej tulić się do drzew, poznawać życie, które nas otacza, ale już niedługo będzie lekcja biologi - pociesza się, bo jej serce, które wyraźnie współodczuwa z wszelkim istnieniem, przewodzi intelektowi. 
- I ta religia, po co ona w ogóle jest w szkole, niech lepiej wraca do kościoła - powtarzają różne dzieci chórem - Oni męczyli naszych bliźnich ogniem i miecze, a teraz będą nas uczyć o karze i winie, wiecznym potępieniu i grzechu. Na ziemi stworzyli piekło i chcą nam wmówić piekło w wieczności, i ojca, który rózgą w dodatku żelazną pasie swoje owieczki, a te owieczki to rzekomo my. Bóg jest w nas, a nie w ludzkich świątyniach z drewna, czy z kamienia. - Oni już rozpoznali, że ich ciała są cichą świątynią Duch, o której mówił ich brat Chrystus i nie potrzebują takiego zakłamanego nauczania. 
- Mamo, mamo, boli mnie brzuch - skarży się Krzyś - nie mogę dzisiaj iść do szkoły - wcale nie podobają mu się szkolne sprawdziany.
- Tato, tato, boli mnie głowa - płacze Marysia - nie będę się mogła skupić się na lekcjach, zostanę w domu. 
Brzuszek, paluszek i główka, to w końcu dobra szkolna wymówka. Ale czy ktoś z dorosłych się kiedyś zastanawiał, co tak zniechęca dzieci do szkoły? Czy ktoś z nich zadał sobie trud, żeby wysłuchać ich racji, by polepszyć plan rzekomo dobrej edukacji? Do czego tak naprawdę prowadzi ta rodzicielska i nauczycielska troska?  Czy nie martwią się oni tak naprawdę sami o siebie, bo w końcu co z tych dzieci wyrośnie? Posłuszni obywatele, czy samodzielnie myślące, wolne, odpowiedzialne istoty? 



W wolnym świecie niczym grzyby po deszczu wyrastają pola walki. Wciąż na nowo jeden bliźni jest napuszczany niczym pies łowczy na drugiego bliźniego pod religijnym sztandarem lub rzekomą obroną przed terroryzmem. Przecież to takie chwalebne, przecież trzeba być patriotom, trzeba zachować granice dla porządku, to w końcu nasza ziemia, nasze interesy. Właśnie interesy i tylko interesy, ale czy ktoś z tych mundurowych i tych bez mundurów z bronią w ręku, kiedyś się nad tym zastanowił? Czy kiedyś choć przez chwilę pomyślał: Czy ja znam tego drugiego, na którego rozkazano mi podnieść rękę? W imię kogo? Boga, który kocha? W imię strachu rzekomo przyszłej zakłady i mordu? A czyje ja niby na wschodzie załatwiam interesy? Czy kiedyś zostanę wspólnikiem to tej ropy? Czy zwrócą mi kiedyś oderwane ręce i nogi? A co mi tam, przecież teraz i tak się wysyłam dorny
To w makro... (Są jeszcze wojny galaktyczne, ale ograniczmy się do Ziemi.)
A w mikro... 
W mikro są domki i rodziny, sąsiedzi pełno pretensji, niesnasek, burczeń, zazdrości, chciwości, tępego uporu, życia w strachu, uszczęśliwiania na siłę i brak komunikacji. 
Zazdrośnik:
- Znów spóźniła się 5 minut wracając z pracy. Na pewno byłaś z tym łysym kolegą! - krzyczy. - Na pewno z nim!
Żona:
- Przecież o tej porze zawsze są korki, nie tyko ja wraca z pracy - szlocha - tak wczoraj, tak dzisiaj, przestań. 
Po awanturze został siniak. (To dawno zasłyszana historia z czyjegoś życia.)
Mama kwoka:
- Nie wychodź bo za zimno, uważaj bo się przewrócisz, kichałeś już mamy antybiotyki - ciągle zatroskana woła - chodź do doktora, bo trzeba ochronnie cię zaszczepić, tego nie dotykaj, bo tam są zarazki.
Dziecko:
- Mamusiu, ale ja się ciepło ubieram, to przecież lekki katar po co te zimne lekarstwa - mówi dziecko - nie są mi potrzebne szczepienia, a przed zarazkami mam odporność. 
Mama kwoka nie słucha, ale bardzo się troszczy, choć dziecko ze zbytniego uścisku skrzydeł się wyrywa.
Dziecko otrzymało najlepszą opiekę - również lekarską - pod słońcem. Zniszczono mu odporność i dobito chemią, a matka kwoka szlochała na grobem zupełnie nie rozumiejąc, że swym nadmiernym kwokaniem na tzw. tamten świat zaprowadziła swoje dziecko. ( Z prawdziwych życiowych historii życia strachem.)
Jeszcze w mikro zostaje nam życie wewnętrzne, ale może na razie nie będziemy wchodzić tak głęboko. 





W wolnym świecie, wolni ludzie jednak w kajdanach swoje samowoli równo gęsiego kroczą. Zapomnieli o boskiej woli, o kosmicznych, boskich, uniwersalnych prawach równowagi, o jedności z samymi sobą, Bogiem i całym życiem, które ich otacza. Utkwili w materii, zapotnieli o biofotanch i fraktalach, mocy wewnętrznego światła, w zgęszczonym cielesnym promieniowaniu. Obciążeni zmysłami i lękami solidnie ukształtowali swoje ego. Zaszczuci religiami, politycznymi ustrojami i ludzką popkulturą, zdrętwieli. Ogłuszeni falami ELF głęboko zasnęli. Wciąż gonią i gonią za pieniądzem i karierą, tak w końcu ich umysły zostały zaprogramowane, rachunki i podatki trzeba płacić. Pobyt na tej planecie nie jest darmową wycieczką, a dusza w ludzkim ciele przecież nie wie, że zamienia swoją życiową, duchową energię, na sztuczną elektroniczną, papierową lub plastikową. A jak o to, ją zapytać:
- Jak to? Przecież wszyscy żyją tak w tym świecie, to przecież normalne. 
To przecież normalne, to są w końcu ludzkie normy, zamrożone promieniowanie, konflikty, wojny, wyzysk planety i bliźnich. 
Ale czy na pewno? Czy te normy są w w porządku, w boskim uniwersalnym prawie porządku czy jednak przybiegunowe?


Rozkuj cielesne kajdany, bądź prawdziwie, wewnętrznie wolny!

niedziela, 16 lutego 2020

Zasłyszane

"Niektórzy mówią, że miłość jest rzeką, która zatapia delikatne trzciny.
Niektórzy mówią, że miłość jest jak ostrze, które krwawi twoją duszę.
Niektórzy mówią, że miłość to wiatr z niekończącą się pustką.

Ja mówię, że miłość to kwiat, a ty jesteś tylko ziarnem.

Serce, które boi się bólu, nigdy nie nauczy się weselić.
Marzenie, które boi się przebudzenia, nigdy nie zaryzykuje.
Ten, kto nie daje siebie, nie będzie umiał dawać.

A dusza obawiając się śmierci, nie będzie umiała żyć.

Gdy noc stanie się zbyt samotna, droga daleka, a ty pomyślisz,
że miłość jest tylko dla szczęśliwych i silnych.
Pamiętaj, aby zimą głęboko pod zbitym śniegiem,
zasadzić ziarno ze słoneczną miłością.

Wiosną przemieni się w różę."