Czy czekasz na mnie jeszcze w oddali? Psy nie szczekają już tak głośno i umilkły syreny. Ktoś przez radio ogłosił koniec wojny, ponoć jesteśmy wygrani. Wszyscy w około głośno się radują i nawołują do świętowania.
- Jeśli byliby naszymi wrogami to, tak! - odpowiedziałeś tak po prostu bez większego zastanowienia z pełnym przekonaniem.
- A jeśli powiem ci, że nie mamy wrogów, że to też są nasi bracia? - patrzyłam ci przy tym prosto w oczy i trzymałam za ręce.
- To nonsens! Czy tak zachowują się bracia? Przecież słyszałaś sam nasz kraj został wczoraj napadnięty. Tak zachowuje się obcy najeźdźca, który zagraża naszemu życiu, a nie brat - odwróciłeś się ode mnie gwałtownie.
- Oni tylko błądzą postępując w ten sposób, żyją w ogromnym zaślepieniu. Ktoś w ich własnym domu przedstawił nas jako złych wrogów. Ten sam ktoś rości sobie prawa do władania nami po podboju i wysługuje się w tym celu rękami tych ludzi. Ale pomyśl, czy my na pewno jesteśmy wrogami tamtych ludzi, choć tak właśnie przedstawiła nas tamtejsza propaganda? - położyłam ręce na twoich ramionach i przytuliłam się.
- Tak nie jest, ani ty, ani ja nie jesteśmy wrogo do nikogo nastawieni, ale oni przekroczyli tą niewidzialną nić pomiędzy tym co można nazwać braterstwem, a tym co nie można nim nazwać - tu też nie miałeś wątpliwości.
- To może warto ich zawrócić z tej drogi bez rozlewu krwi - mój głos nieco się złamał, a po policzkach spłynęły łzy.
- Krew już została rozlana! Koło zostało puszczone w ruch i nie wiem, czy da się je tak po prostu zatrzymać. Oni wierzą, że należy napadać i zabijać, a my będziemy działać przeświadczeni o racji samoobrony i wyzwolenia. Tego się nie da uniknąć, walki już się zaczęły - objąłeś mnie i przytuliłeś.
- To prawda - powiedziałam już nieco spokojniej. - Ale nie powinniśmy zapomnieć o pokoju wewnątrz nas samych i tego co możemy zrobić, żeby zagościł w sercach bliźnich.
- Tak kochanie, my oboje pamiętamy, ale za innych nie ręczę.
- W tej chwili czuję, że cię tracę.
- Tak łatwo się nie poddam.
Po południu byliśmy już w sztabie dowództwa, twój ojciec był jednym z generałów. Nie chciał nawet słyszeć o wdrożeniu pokojowych działań i rozmów. Odesłano mnie razem z tobą, bo przy bazie lotnictwa był szpital wojskowy. Byłam w końcu lekarzem. Nie raz widziałam jak startujesz samolotem. Cieszyłam się bardzo, że możemy być blisko gdy powracasz. Wiedział jak bardzo ci ciężko, między sobą mówiliśmy, że to bliźni, ale tam w górze kierowały tobą rozkazy. Nadszedł w końcu ten dzień, który z dawna wyczuwałam. Dzień, w którym nie wróciłeś. Wasza eskadra została rozbita. Ból we mnie coraz bardziej narastał. Twój ojciec jak skała nie przystawał na moją prośbę, w końcu przestał mnie w ogóle przyjmować. Dla niego jako generała liczyła się tylko walka, dla niego stałeś się jeńcem wojennym. Po zwycięstwie miał przyjść czas, gdy znów zostaniesz wolnym człowiekiem.