Człowiek: Nie milknij, nie milknij. Ach, powiedz, wyszeptaj. Tak szeptem mów do mnie, mów do mnie, mów do mnie...
Głos: Ach, zamilcz. Zamilcz. W tym galopie, potoku... Nic nie słuchasz, nie słuchasz...
Człowiek: Szeptem do mnie mów. Nie! Mów głośno. Głośno mów! Czy pięknie dziś wyglądam? Nic nie słyszę... Głośno mów, szeptem mów, no mów coś...
Głos: Ach, cicho, cicho już... Nie słuchasz, wcale nie słuchasz. Cóż ci rzec, cóż kiedy ciągle mówisz? Nie słuchasz, zupełnie nie słuchasz.
Człowiek: Mów do mnie, ach mów. Wyciągnij korek z butelki. Wzniesiemy toast. Szanowne Panie, Panowie... A czyje wypijemy zdrowie? No mów, mów, mów do mnie.
Głos: Cicho, cicho już... Ciągle bla bla bla i znowu bla bla bla... jak długo tak możesz, jak długo? Och, ciszo w tej głowie, jak błogo, jak błogo...
Człowiek: To nie ja pamiętaj, to nie ja. Mów do mnie, mów. Szeptaj, krzycz, krzycz do mnie, rycz! Ach, ekspresjo kochana, ekstazo! Mów moim zmysłom, mów... Czekam, wciąż głucho czekam i nic, i nic... Ach, ty, ach ty p...(podły)
Głos: Cicho, cichosza, sza, ci-sza, cisza. Na ulicach, na chodnikach - sza. Mówię, nie słuchasz. Szepczę, nie słuchasz. Gadu- gadu, krzyku-krzyku, ryku-ryku... Na co, po co? Marny pył, dzień sam wstaje ku słońcu.
Człowiek: Mów nocą - baju, baju... Mów dniem - gadu, gadu... Mów gdy słońce zamienia się w księżyc, ach mów. Piękna woń tych stokrotek, jak rosną, jak rosną. Krzycz, gdy orzeł uleciał ku ziemi, jak pisklę jeszcze całkiem nieopierzone wypadło z gniazda. To przykre, mów proszę, mów niczym wieszcz z bajki ukradzionej, niczym bajarz z zadumaną fajką. Mów, mów w końcu do mnie!
Głos: Ale mówię, na każdą prośbę i rozkaz, mówię cierpliwie. Lecz nie słuchasz, zupełnie nie słuchasz siebie. Po co ten bełkot. Porzuć bajanie, wieszczenie, porzuć to całe ględzenie. Przywołuję siebie do porządku! Jeszcze raz przywołuję siebie do porządku! Milczenie, milczenie, w dyscyplinie duchowej nakazuję sobie milczenie!
Człowiek: Coś słyszę, coś słyszę... Czy jesteś wiatrem w polu za oknem? Ach, powiedz, czy to ty? Nie karz mnie milczeniem, nie karz. Proszę, och, proszę... A może tym motylem na parapecie tuż za oknem? Czy to ty? Nie odfruwaj, nie odfruwaj... Zaraz wybiegnę na drogę, poczekaj na mnie już biegnę, tylko buty na nogi ubiorę.
Głos: Nie biegnij! Za czym chce wciąż gonić? Siedź i słuchaj! Mówię przecież do ciebie, do siebie. Tu jestem, ja jestem, ty jesteś...
Człowiek: Gdzie jesteś? Kim jesteś? Co mówisz? Ach mów, mów jeszcze... Ja jestem. Ja jestem życiem. Ja jestem życiem, wiecznie płynącym światłem. Mów, mów, mów do mnie. To jest piękne takie piękne. Ja jestem życiem wiecznie płynącym światłem.
Głos: Ach słuchasz, słuchasz, cudownie! Słuchasz, słucham, ja słucham. Ja jestem życiem, wiecznie płynącym światłem, wiecznym duchem życia. Słucham cudownie, ach cudownie!
Człowiek: Ja słucham, ach ja słucham, cudownie. To rzeczywiście cud. Ja jestem duchem wiecznego życia, cudownie!
Człowiek i Głos (w jedności): Ja jestem życiem, wiecznie płynącym światłem, wiecznym duchem życia i boskiej bezinteresownej miłości w akcji.
