ludzkie smutki rozsiadły się na schodach
każdy jeden w swej szarości malutki
lecz razem zebrane niczym burzowe chmury
jedne brzemienne deszczem drugie gradem
i podszedł do mnie pierwszy
smutek z krokodylimi łzami
i rzekł że on wcale nie chce żyć
tylko pomiędzy wierszami
potem z cienia wyłonił się drugi
trochę niepotrzebnie naburmuszony
bo przecież jemu się nie należy
to ciągle czekanie u progu domu
i przyszedł jeszcze smutek trzeci
i dość niepewnie stawiał swoje kroki
i bardzo cicho pytał czy ci ludzie
czy ci ludzie na pewno są przyjaciółmi i
i mają bezpieczne dłonie
ten czwarty z kolei który dość
dość głośno lamentował co krok
wspominał o nagłej śmierci
bo jak długo idzie się do nieba
i czy na pewno spotka Pana Boga
tak zwykli go zwać ludzie na ziemi
piąty w mundurku dobrze ułożony
nie zdał dobrze egzaminu
siedział razem z szóstym który choć nie chciał
a musiał powtarzać rok szkolny
siódmy potrzebował więcej pieniędzy
a ósmy urody
dziewiąty nie chciał uczęszczać na katechezę
w parze z dziesiątym który nie
nie chciał być gościem w kościele
jedenasty był rozczarowany deszczowymi wakacjami
a dwunasty w kącie schował swoją twarz
nie chciał być rozpoznany
tych smutków było bez liku i
i każdy jeden z nich zapomniał
jak piękne jest życie
jak cieszyć mogą poranne promienie słońca
i zapach wonnych kwiatów
jak cudowny jest dźwięk ptasiego śpiewu
i dziecięcego śmiechu
Gdy kurtyna smutku zapadła wszystko inne
przestało się liczyć.
Pamiętaj by odsłonić ją i ujrzeć słońce.