- Zmieniłeś się - powiedziała.
- Ja zmieniłem się? - zapytał.
- Stanąłeś na przeciw mnie o twarzy mordercy - jej głos lekko drżał.
- Ty chyba nie poznałaś prawdziwego mężczyzny! - krzyknął.
- Poznałam - powiedziała - czułego i delikatnego, ale to nie jesteś ty.
- Czułego i delikatnego - powtórzył - ale to nie jestem ja? - popatrzył na nią groźnie.
- Nie jesteś - odpowiedziała - jesteś tyranem i dyktatorem, a na dodatek nie szanujesz ludzi.
- Jeszcze słowo a zrzucę cię z balkonu - złapał ją za rękę i pociągnął - a teraz wracaj do środka.
- Nie potrzebnie się obciążysz - wszeptała idąc w stronę salonu, ich mieszkanie znajdowało się na ósmym piętrze.
- Milcz bo zaraz połamie ci ręce. Chcesz usłyszeć dźwięk gruchotanych kości, chcesz? - zaczął jej grozić palcem i wpychać w głąb pokoju.
- To też cię obciąży - nie mogła się już dalej cofnąć, dotarła pod samą ścianę. - Przecież dobrze znasz prawo karmy, przyczyna i skutek, negatywny, emocjonalny ładunek. Czy ty nie widzisz, że ja się od dłuższego czasu ciebie boję? - po policzku spłynęły jej łzy.
- Boisz się mnie - wysyczał przez zaciśnięte zęby odwracając się od niej. - Ona się mnie boi! - wykrzyknął i uderzył pięścią w stół.
- Tak, Antoni - powiedziała już spokojnie - wywołałeś we mnie falę lęku, której nie umiem uciszyć.
- To rób, to co ci mówię, kochaj mnie czule i będzie wszystko w porządku - jego ton nieco złagodniał.
- Nie mogę - odparła - nie czuję już tego, lęk na razie we mnie przeważa.
- Raz, dwa, trzy - podszedł do niej - i nie ma już tego lęku.
- Nie potrafię tak, czuję... - nie mogła dokończyć bo zacisnął dłonie na jej szyi.
- Teraz lepiej? - zapytał a w jego czach pojawiła się obłęd - myślisz, że uda ci się mnie zniszczyć, że będziesz mi tu mówić o karmie i o tym czarodzieju.
- Antoni, proszę - wyszeptała, kładąc swoje dłonie na jego rękach. - Czy ty naprawdę chcesz mnie udusić?
Ocknął się trochę i rozluźnił uścisk. Powoli odsuną się od niej i odszedł na drugą stronę pokoju. Lana szybko złapała oddech gładząc swoją szyję.
- Robert nie jest czarodziejem, tylko świadomym człowiekiem...
- Ucisz się - Antoni stał się jeszcze bardziej wzburzony, podszedł do Lany i uderzył ją w twarz. - Ten wyjazd nic ci nie dał i tylko straciłaś pieniądze, a teraz zejdź mi z oczu - palcem wskazał jej drzwi.
Lana wyszła pośpiesznie z salonu i szybkim krokiem weszła do ostatniego niewielkiego pokoju. Usiadła na łóżku i cicho zaczęła płakać. Usłyszała przez uchylone drzwi dźwięk gwałtownie otwieranej lodówki i brzdęk szkła. W ostatnich dniach Antoni coraz częściej zaglądał do kieliszka. Powoli zapadał zmrok w pokoju zrobiło się ciemno. Lana położyła się w łóżku i zamknęła oczy. Zaczęła myśleć o wszystkich minionych latach, które spędziła z Antonim. Moment kiedy go poznała nie będąc pewna dalszych losów swojego życia. Ten czas spędzony razem z nim, kiedy się do niego przywiązywała i szczerze pokochała, czas kiedy się nim opiekowała po trudnym wypadku i ostatnie trudne miesiące ich relacji.
- Przywiązanie, przywiązanie - wyszeptała i zatrzymała się na tym słowie, w jej głowie pojawiło się trafne przemyślenie.
- Przywiązaliśmy się do siebie za bardzo, ta więź stała się niewidzialnym sznurem, który nas teraz tutaj pęta - powiedziała szeptem do samej siebie - i ten sznur, sznur napięcia trzeba puścić zanim stanie się coś gorszego niż do tej pory.
Przewróciła się na drugi bok na łóżku i powoli zasnęła.
Rano zbudziło ją szturchnięcie i nieco zachrypnięty głos Antoniego.
- Lana wstań, wstań natychmiast! - krzyknął.
- Która godzina? - zapytała przecierając zaspane oczy.
- Jest już ósma - odpowiedziała nieco ciszej. - Masz pięć minut na spakowanie potrzebnych rzeczy i wracasz do rodziców.
- Antoni, może zjemy najpierw śniadanie i porozmawiamy spokojnie - próbowała wziąć go za rękę, ale ją odtrącił.
- Pięć minut Lana, albo wychodzisz z stąd bez niczego - powiedziała podniesionym tonem - a jeśli mnie nie posłuchasz, to zrobię ci coś złego. Jeśli myśli, że mnie poznałaś to się grubo mylisz.
- Dorze Antoni... - próbowała coś więcej dopowiedzieć ale ją uciszył.
- Pakuj się! - krzyknął - minęła już pierwsza minuta.
Lana wstała i weszła pośpiesznie do środkowego pokoju. Spod biurka wyciągnęła walizkę i pośpiesznie zaczęła do niej wkładać potrzebne ubrania. W salonie znalazła torebkę i zapakowała jeszcze laptop. Gdy wyszła i stanęła przed windą, poszedł do niej Antoni i wręczył plik pieniędzy.
- To na drogę i pamiętaj, żeby nikomu nic nie mówić - pogroził jej palcem - jeśli coś powiesz to się może źle dla ciebie skończyć.
Drzwi windy otworzyły się i Lana pośpiesznie do niej wsiadła. Strach znowu wziął górę w palecie jej uczuć. Na dole zadzwoniła po taksówkę. Akurat wypadał dzień targowy i było trochę więcej korków, a w powietrzu unosił się wilgotny zapach deszczowego jesiennego dnia. Taksówka przyjechała po piętnastu minutach. Lana zdążyła się już nieco uspokoić.
- Dworzec PKP poproszę - powiedziała po wejściu do taksówki.
- Bardzo proszę - powiedział taksówkarz i zawiózł Lanę na dworzec.
Na miejscu Lana zakupiła potrzebna bilety i wsiadła do odpowiedniego pociągu. Przez chwilę pomyślała jeszcze o swojej przyjaciółce Darii, ale kierunek dom rodzinny wydawał się jej w tym momencie najwłaściwszy.