Dziś nie mówią o miłości. Obwarowani atomami wciąż piętnują człowieka. Dzikość oskarżają natury, lecz to nie wilk nasyca swe ego wyzyskiem, torturą, morderstwem. Niedźwiedź, czy lew nie buduje świątyni z kamienia, nie oddaje krwawej ofiary ze swych dzieci pod zasłoną hostii, a na ołtarzu Lucyfera.
Dziś rządzi fast food, potężna kreatura plastikowego hamburgera, zatęchłego, oleistego chipsa, zaduszonego antybiotykami i hormonami ptasiego przedstawiciela.
Dziś rządzi fast food, potężna kreatura plastikowego hamburgera, zatęchłego, oleistego chipsa, zaduszonego antybiotykami i hormonami ptasiego przedstawiciela.
Trzeba zachować ustalone normy. No cóż - w jądrowych atomach pływają morskie ryby. Przecież wciąż cieknie do oceanu, z rzekomo naprawionej, jądrowej elektrowni. No cóż - zmutowane przerastają truskawki, kalarepy, pory, rzodkiewki - trzeba dobrze podlać je nawozem, sztucznymi fosforanami, azotanami - potrzebujemy marchewek gigantów i prostych bananów. Niedojrzałe mango musi zostać zerwane, a potem szybko do gazu i już skórka wskazuje na dojrzałość, choć w środku jej nie mam. Chwila jeszcze i już leci na eksport, przecież przeciętni konsumenci nigdy nie wiedzą co jedzą.
- Smakuje im dzisiaj pszenne pieczywo. Ha, ha, ha smakuje! Czysty zmodyfikowany gluten, tak najlepiej nastawić ich DNA-ANTENY. Błądzące w mgle bydło naziemne, ach biedne, biedne, biedne. Żałosne, ha, ha, ha! Żałosne, nic nie wie i nie chce wiedzieć! Przestraszone biega po kamiennych świątyniach, wznosząc próżne modły do... do... Do mnie, bo przecież nie wiedzą, że to SATANSKIE progi, bo przecież pierwsza odwróciłam się od ŹRÓDŁA. Ach, jaka to błahostka - odwróciłam się od ŹRÓDŁA z zazdrości. A oni, no popatrz na nich. Popatrz na nich! A oni ciągle bezmyślni są na mój wzór o coś zazdrośni. Ha, ha, ha, ha...
I bezcelowe od setek tysięcy lat wznoszą modły ku niebu, ku ziemi, ku kamiennym i drewnianym sufitom. Wyrywają swoje serca, patroszą wnętrzności, zatruwają oceany i rzeki, rąbią i plądrują pola, łąki i lasy. W hałasie tłuką się, strzelają, gazują, bo z innej podprogowej wyszli nazwy. Rządy na pokaz skłócone, muszą szerzyć na siebie popyt. Lud roboczy przecież przymyka zawsze na wszystkie bezeceństwa oczy, nie zdolny jest wyrwać w umysłowym otępieniu, jakże złudnych insygniów parszywej władzy. Na kiwnięcie palcem dadzą się zdeptać jak karaczany, pluskwy, ślimaki. Fuj, och fuj! Właśnie jakaś królowa strzepnęła rozdeptane robactwo z buta.
- Wprowadzimy jeszcze masturbację, obowiązkową masturbację już od przedszkola. Wyssiemy ich po ostatni fraktal energii!! Mam w zanadrzu liczne organizacje, przecież w końcu globalnie dbamy o zdrowie, zewsząd przygarniamy porzucone dzieci. Nasza główna broń to szczepionki, obowiązkowe szczepionki z dodatkiem formaldehydu, rtęci, związków glinu, czy środków do sterylizacji myszy. Najpierw zasiejemy pandemię, a później sprzedamy szczepionki. Hej, hej, bydło naziemne, wszyscy na raz łapki w górę. Co dla odmiany bardziej wolicie małpią, czy żabią grypę, a może starą znajomą ebolę? Fuj, jak wy tym strachem strasznie, ach bardzo strasznie śmierdzicie! Nie wszyscy chcecie? Oh, biedne robaczki, więc poczęstuję was falami ELF. Nie macie gdzie się chować ha, ha, ha... Chyba, że wzniesiecie się w duchu ponad i poza tą ziemską fatamorganę. Tak, tak, to zrobić możecie. Powiedz im, że mogą, powiedz!
- Możecie.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1786040,1,edukacja-seksualna-i-standardy-who-czy-jest-sie-czego-bac.read
https://niezaleznemediapodlasia.pl/smiertelne-szczepionki-obowiazkowe-polka-ujawnia-swiatowy-przekret-farmaceutyczny/
Budzą się z ziemi synowie i córy nieba. Powoli jak ślimaki, czy żółwie zaglądają do cichej izdebki swego wnętrza. Niczego w oczekiwaniu nie kaleczą, nie wyrywają, z chciwością nie pożądają. Są żywą życia falą, boską jednością, wiecznego spokoju miłością.
- Możecie.
https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1786040,1,edukacja-seksualna-i-standardy-who-czy-jest-sie-czego-bac.read
https://niezaleznemediapodlasia.pl/smiertelne-szczepionki-obowiazkowe-polka-ujawnia-swiatowy-przekret-farmaceutyczny/
Budzą się z ziemi synowie i córy nieba. Powoli jak ślimaki, czy żółwie zaglądają do cichej izdebki swego wnętrza. Niczego w oczekiwaniu nie kaleczą, nie wyrywają, z chciwością nie pożądają. Są żywą życia falą, boską jednością, wiecznego spokoju miłością.




