niedziela, 29 czerwca 2014

Dziś

Dziś nie mówią o miłości. Obwarowani atomami wciąż piętnują człowieka. Dzikość oskarżają natury, lecz to nie wilk nasyca swe ego  wyzyskiem, torturą, morderstwem. Niedźwiedź, czy lew nie buduje świątyni z kamienia, nie oddaje krwawej ofiary ze swych dzieci pod zasłoną hostii, a na ołtarzu Lucyfera.
  
Dziś rządzi fast food, potężna kreatura plastikowego hamburgera, zatęchłego, oleistego chipsa, zaduszonego antybiotykami i hormonami ptasiego przedstawiciela. 
Trzeba zachować ustalone normy. No cóż - w jądrowych atomach pływają morskie ryby. Przecież wciąż cieknie do oceanu, z rzekomo naprawionej, jądrowej elektrowni. No cóż - zmutowane przerastają truskawki, kalarepy, pory, rzodkiewki - trzeba dobrze podlać je nawozem, sztucznymi fosforanami, azotanami - potrzebujemy marchewek gigantów i prostych bananów. Niedojrzałe mango musi zostać zerwane, a potem szybko do gazu i już skórka wskazuje na dojrzałość, choć w środku jej nie mam. Chwila jeszcze i już leci na eksport, przecież przeciętni konsumenci nigdy nie wiedzą co jedzą. 


- Smakuje im dzisiaj pszenne pieczywo. Ha, ha, ha smakuje! Czysty zmodyfikowany gluten, tak najlepiej nastawić ich DNA-ANTENY. Błądzące w mgle bydło naziemne, ach biedne, biedne, biedne. Żałosne, ha, ha, ha! Żałosne, nic nie wie i nie chce wiedzieć! Przestraszone biega po kamiennych świątyniach, wznosząc próżne modły do... do... Do mnie, bo przecież nie wiedzą, że to SATANSKIE progi, bo przecież pierwsza odwróciłam się od ŹRÓDŁA. Ach, jaka to błahostka - odwróciłam się od ŹRÓDŁA z zazdrości. A oni, no popatrz na nich. Popatrz na nich! A oni ciągle bezmyślni są na mój wzór o coś zazdrośni. Ha, ha, ha, ha... 

I bezcelowe od setek tysięcy lat wznoszą modły ku niebu, ku ziemi, ku kamiennym i drewnianym sufitom. Wyrywają swoje serca, patroszą wnętrzności, zatruwają oceany i  rzeki, rąbią i plądrują pola, łąki i lasy. W hałasie tłuką się, strzelają, gazują, bo z innej podprogowej wyszli nazwy. Rządy na pokaz skłócone, muszą szerzyć na siebie popyt. Lud roboczy przecież przymyka zawsze na wszystkie bezeceństwa oczy, nie zdolny jest wyrwać w umysłowym otępieniu, jakże złudnych insygniów parszywej władzy. Na kiwnięcie palcem dadzą się zdeptać jak karaczany, pluskwy, ślimaki. Fuj, och fuj! Właśnie jakaś królowa strzepnęła rozdeptane robactwo z buta. 

- Wprowadzimy jeszcze masturbację, obowiązkową masturbację już od przedszkola. Wyssiemy ich po ostatni fraktal energii!! Mam w zanadrzu liczne organizacje, przecież w końcu globalnie dbamy o zdrowie, zewsząd przygarniamy porzucone dzieci. Nasza główna broń to szczepionki, obowiązkowe szczepionki z dodatkiem formaldehydu, rtęci, związków glinu, czy środków do sterylizacji myszy. Najpierw zasiejemy pandemię, a później sprzedamy szczepionki. Hej, hej, bydło naziemne, wszyscy na raz łapki w górę. Co dla odmiany bardziej wolicie małpią, czy żabią grypę, a może starą znajomą ebolę? Fuj, jak wy tym strachem strasznie, ach bardzo strasznie śmierdzicie! Nie wszyscy chcecie? Oh, biedne robaczki, więc poczęstuję was falami ELF. Nie macie gdzie się chować ha, ha, ha... Chyba, że wzniesiecie się w duchu ponad i poza tą ziemską fatamorganę. Tak, tak, to zrobić możecie. Powiedz im, że mogą, powiedz! 

- Możecie.  

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1786040,1,edukacja-seksualna-i-standardy-who-czy-jest-sie-czego-bac.read

https://niezaleznemediapodlasia.pl/smiertelne-szczepionki-obowiazkowe-polka-ujawnia-swiatowy-przekret-farmaceutyczny/

Budzą się z ziemi synowie i córy nieba. Powoli jak ślimaki, czy żółwie zaglądają do cichej izdebki swego wnętrza.  Niczego w oczekiwaniu nie kaleczą, nie wyrywają, z chciwością nie pożądają. Są żywą życia falą, boską jednością, wiecznego spokoju miłością. 



niedziela, 13 kwietnia 2014

Chodliwy towar

Chodliwy towar to katastrofa, armagedon. Uwaga deszcz meteorów, ogromna kometa. O nie, przepraszam, to tylko Marsjanie atakują, zmutowane mrówki, zabójcze pszczoły. 
Dziś tylko sprzedaje się horror i terror. Echhh, takie tam mordobicie. Ludzie, ludzie widzicie! Ja wan dam zaraz nietoperka, małego wampirka, ludzką gąsieniczkę, człowieka pająka, teksańską piłę motorową, wyrośniętego jaszczura, krwiożerczego rekina. Tak, tak, to lubicie. Zaraz z portfeli popłynie mamona. Ach, mamona! Dorzucimy jeszcze jakieś pachnidełka, ostry perfum. Patrzcie, tam leży, naga, uduszona dziewica. Czy strach i napięcie naprawdę tak bardzo was podnieca? Uwaga teraz odpoczywam! 


Jaka cisza jest miła. Żadnych klekotów łańcuchów, nawiedzonych domów, duchów, ptaków Hitchcocka. Ciepła herbatka, leżaczek, słoneczko, istny błogostan. Śpiewa słowika, szumią drzewa, w koło wiosna. Teraz medytacja, wewnętrzna harmonia, boski błogostan. Ach, słodkie życie! Otwarta czakra serca, miłość do wszelkiego stworzenia, duchowa jedność. Ja jestem życiem, wiecznie płynącym światłem. Wdech, wydech, wdech, wydech, pamiętam kim jestem, moja wewnętrzna świadomość kieruj ciałem i umysłem. Czy spokój, miłość i wewnętrzna harmonia tak bardzo jest wam obca, wręcz nie na rękę?

Już po przerwie! Zaraz zaśpiewa dla was Madonna.  A może wolicie ciężkiego rocka, walenie młotem o podłogę? Dyskoteka, dyskoteka Mister Jacka, skoczne discopolo, hulaj dusza, hula hejże hola! Ale czy to nie jest zachcianka ego, zaprogramowanego umysłu, niezdrowe przyzwyczajenie? Oj leje się strumieniami alkohol, jeden za drugim do upadłego! Co wam jeszcze podać pizze, hot-doga, chipsy, oliwki do martini, lód do whisky? Rano kac, no tak, tak, tak. Nie jęczcie! Sami przecież takiego życia chcecie.   
Chcecie być Ktosiami. Ciągle i na nowo goniąc za prestiżem i mamoną. Ach dzień dobry panie mecenasie. Całuję rączki pani doktorowo. Ach słyszeliście to ten słynny dyrygent, a to ta wybitna śpiewaczka. Była jeszcze jedna biegaczka, ale w swym zapędzie na podium zapomniała, że sobie nogi połamała. Ach biedactwo, ale lepiej jak o niej nic już więcej nie wspomnę, w końcu zrobiła to na własne życzenie. Ale jak jej ten tłum kibiców klaskał, chyba warto było się katować. Co sądzicie? Pamiętacie ją jeszcze? Czy odeszła tak jak wielu przed nią Ktosiów w zapomnienie?


Czy ktoś z was chciałby być sobą? Usłyszeć wewnętrzną prawdę w sercu? Nie potrzeba ci wyścigu szczurów, a spokoju. Twoje życie nie kończy się na planie fizycznym, gdyż dusza jest niematerialna, to wieczne boskie życie. Medytacja, wyciszenie umysłu, myśli to twoje narzędzia do kreowania, powróć do wnętrza. Twoje zewnętrzne otoczenie jest tylko odbiciem twego wnętrza, tak jak Ziemia jest tylko odbiciem Boskiego Stworzenia.

Czy tak bardzo potrzebny ci ten chodliwy towar? Popatrz dobrze, w koło wciąż gorzeje wojna, bo ciągle nosisz ją w sobie. 


niedziela, 26 stycznia 2014

Czy tego chcesz?

Wyrwali mi serce. Widziałam jak biło, jak spływała po nim krew. Rozerwali moje piersi, poharatali twarz. Czy taki horror Cię bawi? Czy to najlepsza rozrywka? Czy moje jęki, ból i krzyki są najlepszym bestselerem? Może dorzucę jeszcze jakąś orgię, krwawe przemocą wyuzdanie. Czy to chcesz kupić? Historię o ciężkim, okrutnym życiu, mój nad niesprawiedliwością lament. Ja jestem niewinną ofiarą, ktoś nade mną z tasakiem - okropnym katem. Sąd nie oddał rodzinie sprawiedliwości, bo sam jej jeszcze nie poznał. Kapłan chętnie za trzydzieści srebrników sprzedał winowajcy rozgrzeszenie. Czy czujesz oburzenie? Jestem jedną ofiarą pośród wielu... 


Nie wolałbyś, bym była szczęśliwa, uśmiechnięta? Wczoraj poznałam miłego chłopaka. Spacerowaliśmy razem po plaży. Rozmawialiśmy o urokach życia. On chciał zostać lekarzem, ja mówiłam o ziołach. Zachwycił nas piękny zachód słońca. Czy nie wydaje Ci się to nazbyt banalne, w twym własnym życiu nieosiągalne? Zostałam jego żoną, choć nie wzięliśmy ślubu. Po roku urodził się nam syn, po trzech córeczka. To nie podnieca tak, jak krew, naga wypatroszona kobieta. Czemu szczęście dziś nie jest dobrym materiałem na sprzedaż, tylko terror, choroba i wojna? Czemu wciąż chcesz słuchać o ludzkiej rozpaczy?
Otworzyliśmy razem klinikę, pomagaliśmy ludziom uzdrawiać siebie komplementarnie, otwierać się na ich wewnętrzne szczęście. Czy chciałbyś posłuchać trochę o dobroci, o miłości czyjegoś i własnego serca? Czy chciałbyś po prostu kochać? Nasze życie jest proste, mieści się w pocałunku, uśmiechu...


Jak lepiej odkryć w sobie prawdę, przez aprobującą miłość, czy szokującą prowokację?