niedziela, 28 listopada 2021

Oblicze walki

Są dni kiedy bezsilność doprowadza mnie do szału. Są bezsenne noce gdy rozpacz sięga dna. Wyciągam ręce w górę, w modlitewnej prośbie. Chcę odsłonić ciemne chmury, które od dawna zasłaniają nam słonice. Czy ono jeszcze istnieje? - w duchu od nowa pytam siebie. Żal i smutek na nowo wypełnia moje serce, a po policzku spływa krwawa łza. Dziś nie mogę utulić cię do snu. Dziś nie uśpią ciebie słowa nuconej przeze mnie kołysanki. Dziś słychać wciąż na nowo syreny, a z góry zlatują na nas bomby. 
- Czy Bóg o nas zapomniał? - zapytałeś kiedyś.
- Nie kochanie, to ludzie zapomnieli o nim. Stali się źli i nieczuli, zaczęli walczyć ze sobą? - pocałowałam cię w policzek i ostatni raz usłyszałam jak się śmiejesz.
Poszedłeś z ojcem na spacer i znowu zawyły syreny. Wybiegłam z domu pośpiesznie, żeby was odszukać, pomyślałam, że kierujecie się do schronu. Zobaczyłam was gdy wybiegłam zza rogu. Ojciec niosąc cię na rękach biegł z drugiej strony ulicy. W swoich małych rączkach kurczowo trzymałeś pluszowego misia. Nagle zabrzmiał wielki huk, a na przechodniów zawaliła się kamienica. Zdążyłam tylko krzyknąć - Nie! - ale było już za późno. Spod gruzów wystawały liczne ręce. W powietrzu unosił się kurz i pył, zewsząd napływał coraz głośniejszy krzyk i lament.
Dobiegłam, chciałam odgarnąć gruz, ale ktoś manie zatrzymał - Do schronu, proszę tędy, do schronu! - ledwo w tym szoku usłyszałam. Nad naszymi głowami przeleciały kolejne samoloty. Chyba zemdlałam, bo gdy się ocknęłam byłam już w schronie.  
- Gdzie jest mój mąż i syn? - zaczęłam pytać obecnych, ale nikt nie potrafił mi odpowiedzieć, zaczęłam cicho płakać. 

Po bombardowaniu usunięto gruz, pod nim znajdowały się wasze ciała, które rozpoznałam. Przyjętym zwyczajem zabrano je do krematorium i spalono. 
Zostałam całkiem sama w pustym mieszkaniu. Przez wiele nocy tuliłam do siebie misia, którego zabrałam, był poplamiony waszą krwią. Wewnątrz wiedziałam, że Bóg o nas nie zapomniał, że pomimo braku ciał byliście żywi, byliście nadal żywymi duchami, ale zabrakło mi waszej cielesnej obecności. Moje serce przepełnił smutek na wiele dni.
- Wstań! - usłyszałam doniosły ton - Wstań!
- Zostaw - ledwo wyszeptałam otrącając jego rękę. 
- Spójrz nam mnie! - jego ton brzmiał niczym rozkaz. - Spójrz na mnie!
- Zostaw! - wykrzyknęłam przez łzy.
- Potrzebujemy ciebie - jego ton nieco złagodniał. Przysiadł na skraju łóżka i przytulił mnie. 
- Czuję się bezsilna - mój głos się łamał - Czuję pustkę, której nie mogę wypełnić.
- Tylko miłość może ją wypełnić, oni zawsze pozostaną w twoim sercu. 
Miał rację, na zawsze postaliście w moim sercu. Pomógł mi dojść do siebie. Zaczęłam pracować w szpitalu, opatrywać rannych, ale uczucie bezsilności wracało. 
- Jak długo tak można? - ciągle pytałam w myślach samą siebie i jego. - Jak długo?
- Tak długo, jak długo będą trwały podziały nie ważne w jakie sferze naszego wspólnego życia
- Ale to bliźni występuje przeciw bliźniemu - wciąż powtarzałam. - Czy oni naprawdę zapomnieli, że są braćmi i siostrami?
- Oni postrzegają siebie jako wrogów. Jedni i drudzy wierzą, że po wygranej walce ich dowódcy będą rządzić światem, że są do tego wybrani jako nadludzie.
- A miłość, współczucie, chęć czynienia dobra?
- Te uczucia są im obce. Owładnęła nimi bezduszna logika i propagandowa iluzja - popatrzył na mnie czule i przytulił. 

Mijały kolejne niepewne dani. Przeminęła jesień za nią zima i wiosna. Powoli nadeszło lato i robiło się coraz cieplej. Przez te wszystkie tygodnie i miesiące działania wojenne wcale nie malały. Gdzieś z daleka dobiegał głos o pokoju, ale to był jedynie słaby głos, pośród armat wojennych wystrzałów i bombardowań. W szpitalu przybywało rannych, kalek. Ludzie jeśli nie tracili życia, tracili nogi i ręce. Po salach i korytarzach można było słyszeć o naszym rychłym zwycięstwie, bo ponoć przesłuchania jeńców szły coraz lepiej i udało się złamać tajemny kod zaszyfrowanych rozkazów. Przechwycono w końcu liczne listy i depesze, a podsłuch rozmów wroga też działał bez zarzutu.
Moje dłonie codziennie pokrywały się krwią, a serca dotykał niekończący się ból. Czy mogłam przynieść choć odrobinę ulgi rannym i okaleczonym? Zastanawiałam się na nowo w duchu.
- Dużo pracy dzisiaj - poczułam przyjacielską dłoń na ramieniu.
- Tak - westchnęłam głośnio i głęboko odwracając się do niego. - Dziś przywieźli trzy rodziny z małymi dziećmi oprócz rannych żołnierzy. Rok już minął, a ja wcale nie czuję się mniej bezsilna niż wtedy, gdy patrzyłam na tamten gruz. Kiedy to się w końcu skończy?
- Kiedy ludzie dojrzeją do wspólnej jedności, przestaną się wywyższać i zaczną kochać bezinteresownie - popatrzył na mnie smutno.
- A co my możemy?
- Nieść w sobie pokój i pocieszenie.
- Poproszono mnie do opieki nad jeńcami - mój głos się załamał. - To jest nie ludzki obraz. - Zacisnęłam dłonie w pięści.
- Nasi dowódcy potrzebują tajnych informacji - mówiąc złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie.
- Ale to też są ludzie, tacy sami jak ja i ty - zaczęłam płakać. - Czy tak to ma wyglądać, że ludzie ludziom... - nie mogłam dokończyć.
- Jesteśmy w centrum piekła i żyjemy pośród piekielników...
- A co stało się z niebem - nie dałam mu dokończyć.
- Właściwie chyba nikt o nim nie pamięta oprócz ciebie, nikt nie zna tego stanu świadomości - delikatnie otarł moje łzy płynące po policzkach.
- Ja i ty, my oboje ten stan świadomości znamy, ale cała reszta jakby o tym zapomniała. Czy jest szansa, żeby sobie o tym przypomnieli?
- Jest szansa - powiedział gładząc moje włosy. 
Po chwili wezwano go do kolejnego pacjenta, ja też wróciłam do potrzebujących. Dochodząca do siebie matka tuliła czule chłopca, przypomniało mi to chwile spędzone z tobą.
- Wiesz mamo - powiedziałeś kiedyś. - Odwiedziłem wczoraj niebo.
- Niebo? - popatrzyłam na ciebie pytająco
- Tak - uśmiechnąłeś się. - Byłem z tatą u państwa 
Goldsteinów. Przygarnęli oni do siebie jednego bezdomnego chłopca. Wszyscy usiedli zgodnie przy jednym stole i podzielili dwa jabłka, które mieli do jedzenia i wznieśli za to dziękczynną modlitwę.
Na to wspomnienie ciepło napłynęło do mojego serca. Nastawiłam się na wewnętrzny pokój. Podarowałam matce i chłopcu twojego misia.


 


środa, 10 listopada 2021

... i żyli długo i szczęśliwie

Dlaczego wciąż nieszczęście jest w cenie? Dlaczego wciąż strach jest w cenie?
Większość znanych nam historii ma co prawda dobre zakończenie, ale to co oglądamy lub czytamy sprowadza się do tzw. czarnych historii. Poczynając choćby od bajek dla dzieci, np. historia Królewny Śnieżki, Roszpunki, czy Kopciuszka zdecydowaną przewagą akcji jest niesprawiedliwość, chęć zabijania i upodlenie oraz króciutkie zakończenie - "... i żyli długo i szczęśliwie", lecz brak tu kolejnej sceny. Być może byłby to świat prawdziwiej utopi w krainie mlekiem i miodem płynącej, gdzie nie ma przemocy, upodlenia, zazdrości, zawiści i chęci zemsty. Czy ktoś tak naprawdę czeka na taką historię, a może na ciąg dalszy?
Uwaga! Uwaga! Oto szczęśliwy Kopciuszek u boku księcia, tak samo Śnieżka i Roszpunka i codzienna sielanka - szczęśliwie roześmiane dzieci i zadowoleni z życia poddani. Ojciec śpiącej królewny już nie obawia się wrzeciona, a nawet sam czarownica przyszła ich przeprosić. Baba Jaga złagodniała i odprowadziła Jasia i Małgosię do domu, gdzie z sercem przywitała ich macocha, a żona rybaka serdecznie podziękowała za pomoc złotej rybce.

- E tam - ktoś zaraz powie - a gdzie tu akcja, jakaś dobra bójka i strzelanka, mały Armagedon?
W końcu właśnie takie sceny przykuwają uwagę do ekranów w kinach, domowych telewizorów oraz komputerów. Każde dobre morderstwo jest cenne, a jeszcze lepiej rozegrać bitwę o pokój, każdy rozsądny mąż jest w końcu rządny władzy, najwyższej władzy - czas w końcu zapanować ogniem i mieczem nad światem - wówczas sale kinowe zawsze są pełne. Dlaczego przemoc i walka wciąż są tak bardzo  fascynującym obrazem, który nie raz zapiera dech w piersiach? Czy walka ze złem, super bohater jest najlepszym rozwiązaniem? I tak wkraczamy w świat współczesnej kinematografii, gdzie wiąż dominuje prawo rywalizacji oraz prawo silniejszego. Poczynając od Konana Barbrzyńcy - bardziej współczesnego obrazu Herkulesa - dążąc do Batmana i Suprermena a na Neo z Matrix'as
 kończąc, idziemy zawsze przez świat złoczyńców i super bohaterów, którzy walczą o lepsze jutro, które jest zawsze odległą i nie pewną, nietrwałą przyszłością, bo za rogiem zawsze czai się już kolejne nowe niebezpieczeństwo. Czy takiej przyszłości życzymy sobie sami magnetyzując się prawie codziennie takimi obrazami, a nadrzędne prawo magnetyzmu działa czy sobie tego życzymy czy nie. Dlaczego ludzka rzeź i niedola wyjęta z Gladiatora i Igrzysk śmierci tak bardzo magnetyczną uwagę przyciąga? Czy takimi obrazami chcemy wypełniać nasze prywatne podświadome i świadome światy, i budować ostatecznie z tego zbiorową świadomość i podświadomość? Jeżeli zdajemy sobie sprawę z tego, że nasze myśli są twórczą energią to czy powinny one w kółko biegnąć za Kryminalnymi zagadkami Nowego Jorku czy Las Vegas i tego typu telewizyjnymi produkcjami, nie wspominając nic o łzawych telenowelach przepełnionych licznym zawistnymi intrygami i ludzkim nieszczęściem. Czy naprawdę chcemy by nasze związki i miłość wyglądały tak nieszczęśliwe jak w telewizyjnej telenoweli? Czy raczej tak jak powiedział jeden z bohaterów Igrzysk śmierci - Gale "...nikt nie patrzy, nie ma igrzysk". Nikt nie patrzymy na kinową i telewizyjną przemoc oraz nieszczęścia więc jej nie ma; nikt nie przysiada do brutalnych gier komputerowych więc też ich nie ma.

...i żyli długo i szczęśliwie tak w gruncie rzeczy kończą się wszystkie uznane przez nas dobre bajki, łzawe telenowele i filmy. Tylko, czy my chcemy widzieć nie tylko napisy końcowe the end, ale też dalsze obrazy po zakończeniu? Czy chcemy by tak wyglądało nasze życie, w gruncie rzeczy zbudowane naszymi rękami? Gdy każdego dnia wybieramy jedną pozytywną myśl jako cegłę pod fundament naszego pozytywnego działania i z uśmiecham odpowiadamy na tak życiu, którym jesteśmy.
Już nie potrzebujemy obrazu super bohatera jako obrazu zbawiciela, bo sami na co dzień czynimy bliźnim to co sami chcielibyśmy, żeby nam czyniono. Emanujemy pozytywną energią oraz wewnętrzną dobrocią. Długie i szczęśliwie życie nie jest już tylko nieosiągalną książkową czy filmową utopią, ale naszym dniem powszednim. 
Zatem the end i sam zdecyduj co będzie dalej...