Ujmuje w dłonie kartkę białego papieru. W pamięci przebiega mi magiczny szlaczek, jeden ulotny kadr. Zginam kartkę na pół. W środku rysuje się zgięcie. Teraz jeszcze raz na pół i prostokąt zmienia się w podwójnie złożony trójkąt, który w niedużą układa się choinkę. Prawy róg choinki odginam w lewo, by po tej stronie powstało trójkątne trio. Powstały tercet zaginam lekko w prawo. Trójkątne uszy rozchylam na boki. Środowa figura przekształca się w rąb, po lekkim przyciśnięciu z góry. Jego zagięty dolny róg tworzy pyszczek. Trójkątny zginam garb pleców, dolny róg zaginam do środka i pojawiają się łapki.
Z dłoni strzepuję pył wyobraźnie. Ooo! Miś ożywa a kredki ubierają go w szare futerko, czarne dodają oczka i nosek, już nie jest biały. Na jego plecy mniejszy wskakuje koala, za duszno mu było w maminej torbie. Teraz razem wędrują po drzewach i szykują obiad z eukaliptusa.
Z szuflady biurka pomarańczowa kartka papieru frunie. Cicho pod sufitem marzy:
- Chciałabym być motylem.
- Zapraszam w moje dłonie - wołam do niej.
Sfruwa i przysiada w mych rękach. Kilka zgięć i rosną barwne skrzydełka. Kredki tęczowe kółka na nich dolepiają. Pod sufitem już unosi się kolorowy motyl.
- Chciałbym usiąść na kwiatach - znów cicho marzy.
- Bardzo proszę - odpowiadam.
W mych dłoniach żółte i czerwone kartki zmieniają się w pąki tulipanów. Jeszcze zielona wyrasta łodyga i w pokoju unosi się wonny zapach kwiatów, a na nich szczęśliwy przysiada motyl.
W dłoń chowam pył wyobraźni i całe życie nagle zastyga - w magicznym papierowym kształcie.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz