niedziela, 26 stycznia 2014

Czy tego chcesz?

Wyrwali mi serce. Widziałam jak biło, jak spływała po nim krew. Rozerwali moje piersi, poharatali twarz. Czy taki horror Cię bawi? Czy to najlepsza rozrywka? Czy moje jęki, ból i krzyki są najlepszym bestselerem? Może dorzucę jeszcze jakąś orgię, krwawe przemocą wyuzdanie. Czy to chcesz kupić? Historię o ciężkim, okrutnym życiu, mój nad niesprawiedliwością lament. Ja jestem niewinną ofiarą, ktoś nade mną z tasakiem - okropnym katem. Sąd nie oddał rodzinie sprawiedliwości, bo sam jej jeszcze nie poznał. Kapłan chętnie za trzydzieści srebrników sprzedał winowajcy rozgrzeszenie. Czy czujesz oburzenie? Jestem jedną ofiarą pośród wielu... 


Nie wolałbyś, bym była szczęśliwa, uśmiechnięta? Wczoraj poznałam miłego chłopaka. Spacerowaliśmy razem po plaży. Rozmawialiśmy o urokach życia. On chciał zostać lekarzem, ja mówiłam o ziołach. Zachwycił nas piękny zachód słońca. Czy nie wydaje Ci się to nazbyt banalne, w twym własnym życiu nieosiągalne? Zostałam jego żoną, choć nie wzięliśmy ślubu. Po roku urodził się nam syn, po trzech córeczka. To nie podnieca tak, jak krew, naga wypatroszona kobieta. Czemu szczęście dziś nie jest dobrym materiałem na sprzedaż, tylko terror, choroba i wojna? Czemu wciąż chcesz słuchać o ludzkiej rozpaczy?
Otworzyliśmy razem klinikę, pomagaliśmy ludziom uzdrawiać siebie komplementarnie, otwierać się na ich wewnętrzne szczęście. Czy chciałbyś posłuchać trochę o dobroci, o miłości czyjegoś i własnego serca? Czy chciałbyś po prostu kochać? Nasze życie jest proste, mieści się w pocałunku, uśmiechu...


Jak lepiej odkryć w sobie prawdę, przez aprobującą miłość, czy szokującą prowokację?

wtorek, 24 grudnia 2013

Skrawki dnia




Wyuczyli nas miłości, pamiętasz? Wyuczyli nas miłości. Przedrukowali ją przez papier, obsmarowali bilbordami. W swej ckliwości tak bardzo zawistnej, zazdrosnej, w cielesności zamkniętej aktem własności. Pamiętasz? Pamiętasz, gdy byłam dla ciebie tylko lalką, żywą marionetką, przez chwilę nagą, chwilową nagą kochanką. Pamiętasz?! Pamiętasz?!
Nie słyszał gdy płakała, pił jej zdrowie z kieliszka, chciał utonąć. Dzieliła ich szklana szyba monitora, bezduszna.

Ta chwila tak upojna, wino wyciekło z kieliszka. Czas w ciemności nocy zamarł, w przejrzystości nieba migotały gwiazdy. Jak miło było poczuć się postacią z filmu, to tak łechtało ego. 
Ona ujrzała swoją miłość z dzieciństwa, chwilowego kochanka. On ujrzał dawny obiekt pożądania, dziecięcą narzeczoną. 

Wyuczyli nas miłości, pamiętasz, pamiętasz? Wyuczyli. Jej droga biegła do ołtarza, lecz on jest brudną, zatęchłą atrapą. Popatrz, proszę popatrz! Puste w ustach ich słowa, martwa przysięga, bo zapomnieli o sercach. Słuchaj, posłuchaj. Cisza drzemie w naszych sercach, prawda kochania.
Nie słyszał, nie chciał słuchać. Zgasł pośród nocy jeden i drugi monitor.


***
Czy jesteśmy naprawdę szczęśliwi zakładając maski? Grając w miłosną grę? Czy jesteśmy szczęśliwsi stapiając się z tłumem, szarą codzienną rzeczywistością? Zahipnotyzowani filmową reklamą, tak bardzo nierealną realnością. Powtarzając w kółko hasła o wolności, lecz brnąc przy tym w okrucieństwo walki. Czyjej walki? W czyje patriotyczne imię? 
Matki z błogosławieństwem wysyłające dzieci na front, później lamentujące nad ich grobami. Czy nie z ich własnej głupoty ten łzawy ból? Bo wyszli w imię Boga, lecz jakiego Boga? 
Czy ojciec, który kocha swoje dzieci, namawia ich do walki, gwałtu i cierpienia?
Czy jesteśmy bardziej szczęśliwi w skrytości nienawidząc samych siebie?



***
Chciałoby się być optymistą. Wesołym w życiu człowiekiem. Uśmiechniętym od uch do ucha.
A tu banał rysuje się na tapecie, ani myśli przejść przez igielne ucho, przestać okupować wideotekę - w końcu dorosłego człowieka.  Banał stał się powszedniością. Drukowaną gazetą, przyklejonym bilbordem, ckliwą, tragiczną telenowelą... Głos wewnętrzny z ludzkiego wnętrza mówi:
- Przestań się ogłupiać człowiecze! Powiedz jak brzmi w uszach, dźwięk jednej klaszczącej dłoni?
Człowieku, czy prawdy w sobie posłuchasz? 

***
Obudziłam się wczoraj chora. Moje ciało całkiem bezwładne nie chciało wstać z łóżka. W koło rozgorzała panika, wezwano pogotowie. Moje ciało przeszyły liczne igły, sfotografowały prześwietlenia. Nieomylny lekarz wydał wyrok - białaczka.  Postawili mnie pod ścianą. Niemal rozstrzelali chemio- i radioterapią.  W swojej nieomylnej ignorancji nie dostrzegli, że w mym ciele znaleźli drogiego mi przyjaciela, który ukazał mą wewnętrzną, duchową dysharmonię.  Czy oni mają prawo naciągać na siebie maskę boskiej wyroczni? Wciągnęli mnie w walkę, jeszcze bardziej z samą sobą. Czy nie powinni mnie uspokoić?
Jeszcze chwilę byłam martwa w ich chemicznych kajdanach i panicznym bólu, bo myśleli, że mogą mnie zabić. 
Teraz uwolniłam swe dłonie, weszłam do wnętrza, ujrzałam Boga...   

***
Biegnę do ciebie rozpościerając ramiona. Jeszcze chwilę pobędę na Ziemi. Posłucham śpiewu słowika, może skowronka, rechotu żab, powitania żurawi. Jeszcze chwilę zapatrzę się w niebo,  poszukam bajek w chmurach. Jeszcze chwilę powącham kwiaty. Czy gdzieś nam się śpieszy? Twój roześmiany uśmiech jest bezcenny. Gdy podajesz mi filiżankę kawy, kostkę czekolady z orzechami. Gdyby miłość miała formę, mogłaby być kolorowym latawcem, tak śmiesznym naszym śmiechem, wzlatującym ku słońcu. 
Biegnę do ciebie boso po zielonej trawie. Jeszcze chwilę otulę się deszczem. Poszepczę cicho z wiatrem, pójdę na spacer z psem. Jeszcze chwilę posmakuję słodkie pomarańcze, zielony agrest, czarne porzeczki. Jeszcze chwilę... Gdzie jest nasz dom?
Twój spokojny krok po pokojach, ciche bicie serca, ciepłe słowa, tak miło dźwięczą w uszach. Gdyby radość miała formę, była by tęczową iskrą, która w sercu rozgrzewa płomień, wzbija się w górę ku słońcu. 
Czym jest obecna chwila życia?



niedziela, 1 września 2013

Od przyjaciela



Publikuję zamieszczone poniżej świadectwo
za przyzwoleniem mojego przyjaciela - B.C.
  
 Tak było..... – (1943)

…. uduśmy – uduśmy go  matuniu, bo jeśli zacznie płakać znajdą naszą kryjówkę tutaj  i wymordują nas wszystkich - szeptała bladymi ustami do karmiącej mnie piersią mamy, drżąca i sparaliżowana  potwornym  strachem moja pięcioletnia siostrzyczka Lizia. Przed momentem przez piwniczne wąskie podłużne otwory naszej kryjówki, usytuowanej poziomo tuż nad  powierzchnią ziemi, częściowo  przysłonięte rozrzuconym w nieładzie  sprzętem rolniczym, zarośniętym kępami trawy, widziała z odległości zaledwie  niewielu  metrów, jak jeden z  wieloosobowej grupy ukraińskich bandytów dopadł wybiegającą z domu dziewczynkę. Przewrócił  ją kopnięciem filcowego buciora, a następnie  trzymając za nóżki przerażone dziecko, zamachnął nią w powietrzu i roztrzaskał jej maleńką główkę o żelazny dyszel pługa, stojącego nieopodal szopy, pod którą w piwnicy  byliśmy ukryci. Drgające konwulsyjnie ciało dziecka, oprawca rzucił pod ścianę tak, iż przysłoniło z zewnętrznej strony szczelinę, przy której patrząc na podwórko wsparta na palcach, przed chwilą stała maleńka Lizia, podtrzymywana przez, naszą ukrywającą się od dwóch lat u cioci Hanusi siostrzyczkę dwunastoletnią żydóweczkę, Ester.
Krzyki mordowanych na podwórzu polskich osadników, nieszczęśników, którym nie udało się schronić przed szalejącymi siepaczami, wypełniały straszliwym echem ciemne, wilgotne wnętrze niskiej piwnicy, w której wraz z dużą grupą kobiet i dzieci znaleźliśmy nasze schronienie.

Wiele z nich – klęcząc, zastygłe z przerażenia, zbite w kilkuosobowe  grupki modliły  się bezgłośnie. One także były niemymi świadkami tej nieludzkiej zbrodni, która rozgrywała się w zasięgu ich wzroku.
***********
Urodziłem się 31 Lipca 1943, we Włodzimierzu na Wołyniu. 
Opisany tu dramat  miał  miejsce w połowie miesiąca sierpnia 1943 roku we wsi Wodzinek w pobliżu Włodzimierza Wołyńskiego.
W czasie największej fali terroru – bestialskich rzezi dokonywanych przez  ziejących nienawiścią bandziorów ukraińskich - wykolejeńców takich zbrodniczych organizacji jak - UPA - OUN, mordujących bezbronną ludność Polską i wszystkie nie ukraińskie mniejszości tam zamieszkujące – ich hasło wtedy – PANOW LAHIV BUDYM REZATY .

Mój Anioł Stróż po raz pierwszy w moim krótkim życiu osłonił mnie swym skrzydłem.

 *****