niedziela, 2 grudnia 2012

Lokatorka widmo




Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która żyła w niedużym pokoju niczym smuga, pasmo jasnego światła? Która rano zaczesywała długie, ciemne włosy i lekko wiązała je białą kokardą. O dziewczynie, która rozkwitała niczym kwiat, a na jej dłoniach podczas spacerów zawsze przysiadały motyle? O kobiecie, która w jednym mrugnięciu powiek, kryła cały rozgwieżdżony wszechświat?

Z jej twarzy nigdy nie znikał uśmiech, jej dłonie zawsze delikatnie gładziły liście drzew, oczy z ciekawością czytały abecadło chmur, a bose stopy lekko stąpały, krokiem wczuwając się, w rytm żyjącej ziemi.
Lubiła pomarańcze. Zapach ze skórek wcierała w dłonie, słodycz kistek wkładała do ust. W śmiechu przechylała w bok głowę, szczerzyła białe zęby, próbowała się bawić każdym dźwiękiem swojego oddechu. Jej śpiew niósł ze sobą wiatr, roznosił  go po lasach, polach, górach i łąkach. 

W pokoju wyczułam zapach jaśminu. Lubiła go pewna kobieta.
- Chcesz ?- cicho szepnęła. - Chcesz? - ponownie zapytała.
- Chcę - odpowiedziałam widząc jedynie smugę białego światła. Usiadłam na krześle.
- Pośród materii, duch żywy żyje na ziemi, czasem nazywają go światłem - zaczęła opowiadać. - Budują go małe cząsteczki, tak zwane fraktale. Podczas narodzin wchodzi on w ludzkie ciało, które staje się dla niego chwilowym domem.
- A skąd pochodzi to światło? - pytaniem przerywam opowiadanie.
- To światło - smuga stała się lekko niebieska - to światło pochodzi z żywej energii, wypełnia sobą gwiazdy. Mówią o nim, że jest wiekuiste, boskie, nieskończone, wieczne, lecz to tylko słów ludzkich język - mówi dalej. - W sercu człowieka mieści się jego ogień, mieniąc się różową barwą. Lecz... - smuga światła lekko drgnęła - lecz ludzie uśpili je w sobie - zamilkła.
- Uśpili - mówię do niej - bo ciągle krzyczą na siebie. Walczą przeciw życiu z bronią w ręku, nie kochając nawet samych siebie. Chyba nie znają języka miłości - smutno mówię.
- Zapomnieli - smuga zielona cicho obok mnie przysiada. - Ale mogą sobie przypomnieć - z ożywieniem kontynuuje. - Gdy tylko w ciszy zechcą zerknąć do swego wnętrza i posłuchać, tego co sami sobie, co dzień mówią. Odpowiedź prawdy na każde pytanie tkwi w tobie i każdym człowieku spacerującym po ziemi. Jeśli pozwolisz wyciszyć się językowi umysłu, dusza językiem miłości przemówi.
- Pośród dźwięków mikrofonów, fleszy, jupiterów, głuchych stuków betonowych bruków mowa i światło duszy się gubi...
Zielona smuga mi przerwa.
- To tylko iluzja szklanego świata - mówi - wyimaginowanych, olbrzymich wieżowców. Człowiek jest chwilowym przechodniem pośród licznych ziemskich dróg. 
Z pokoju wraz ze smugą zapach jaśminu uleciał. Lubiła go pewna kobieta. 
W zamyśleniu siedziałam dalej na krześle. Po woli poznawałam moją lokatorkę widmo.

Dziewczyna zawsze z uśmiechem czekała na zachód słońca, powoli wracając ze spaceru. Pewną piosenką z dzieciństwa żegnała zasypiający dzień. Nuciła : "W kołysce ziemi zasypiamy [...] Kołysz nas ziemio, kołysz do snu..." Było to bardzo miłe wspomnienie. Pożółkłe liście na drzewach z błyskiem odbijały się w jej oczach. W dłonie ze śmiechem łapała babie lato. 

Co mogę powiedzieć o pewnej kobiecie, która cieszyła się każdą porą roku, która lubiła tańczyć w deszczu? O dziewczynie, która niczym biały łabędź na wodnej tafli jeziora, płynęła po scenie w baletowych piruetach? O kobiecie, z której ust wychodził szum morza i śpiew ptaków?

Bo cóż można o życiu powiedzieć? 




sobota, 10 listopada 2012

Nikt



Nikt nie powiedział ludziom jak mają żyć. Nikt nie wymyślił lepszej drogi. Nikt nie policzył uśmiechów gwiazd tuż przy firmamencie nieba w poświcie promieni księżyca. 
Nikt włożył biały cylinder na głowę. Biały frak opadał mu prawie do kostek. Do ręki wziął mahoniową laseczkę ze srebrną główką.
Nikt wyszedł na zatłoczoną ulicę. Stepował po brukowych krążkach. Na kocich łbach rysował koty.
- Miauu, miauu, miauuuu - zamiauczał mały Psotek. - Jak Nikt narysował moje kocie oczy? Miauuu, miauuu, tą zieleń powleczoną żółcią, tą żółć zmieszaną z zielenią. 
Nikt kotka po głowie pogłaskał i z miłym uśmiechem tak mu odpowiada:
- Tu w dłoni ukryłem tę barwę ziemi i tą z nieba, co razem zielenią się i złocą, iskrą błyszczą pośród cienia nocy, w magicznym kocim oku.
- Mmmrrry, mmmrrry, mmmrrryyy - tak cicho i głośno kot mruczy o nogę Nikogo się ociera.
- W mym oku mieszka magia, ta co wpada doń z gwiazdki nocą, ze słonka za dnia i z ziemi gdy dotykam ją łapkami? - pyta z cicha, Nikomu nic, a nic nie dowierzając.
- Oj! Oj! I nawet te koty - psoty - Nikomu dziś nie wierzą. A przecież ja te wszystkie barwy żywe trzymam w ręku. 
Nikt dalej ulicą w świetle latarni kroczy. Wiatr lekko poły białego fraka unosi.
- Nikt, a w tę noc zaświeciła nowa gwiazdka, tam nad starą, zgarbioną jabłonką, lecz milczą nieme usta. Czy jeszcze za bardzo cichą nocą uśpione? - Szumnie zapytał wiatr.
- Wiatr ze wschodu wieje na zachód, z zachodu na wschód, z południa wieje na północ, z północy na południe, a dziś zatrzymał się w miejscu - zażartował Nikt.
- Frummmm! - oburzył się wiatr. - A wiatry tak wcale nie wieją i nawet na chwilę nie stają w miejscu!
- Spokojnie drogi przyjacielu - uśmiechnął się Nikt - taki mały żart. Ten niepewny sen w końcu się skończy. Szklany świat się obudzi.
- Jak żart to dobrze - uspokoił się wiatr - Lecz kiedy się zbudzi? - pytaniem zaświszczał. 
Nikt nie udzielił mu odpowiedzi. Wiatr z cicha na północ odfrunął.  
Nikt na szklany wieżowiec spojrzał. Za nim wciąż dreptał kot. Po chwili Nikt zamienił szkło w piasek.  Góra, hen sięgała nieba. Liczne schody w niej wyciosał. Powoli sprężystym krokiem wspiął się po nich. Za nim poklei schodek, za schodkiem się chował. Nie zdążył się na nie wdrapać psotny kotek. 
Wchodząc Nikt zdjął z głowy biały cylinder z uprzejmością na pożegnanie się skłonił.
- Mrauuu, mrauuu, Nikt - zamiauczał kotek. - Nikt, mrauu, a twoje kolory? - zapytał. 
Zaczęli go trącać przechodnie.
- Mrauuu, mrauuu, czy Nikogo znacie? - spytał.
Nikt w ulicznym gwarze mu nie odpowiedział. Nikt o Nikim na ziemi nie słyszał.


  

środa, 7 listopada 2012

Zakochana miłość

 


W brzuchu cichego kryję motyla. Białe serce tkam z chmur, na błękicie nieba zawieszam. Idealizowana fantazja z mojej wyfruwa głowy, ciepłym szalem cię otula.
W postaci księcia o silnych ramionach, na rączym rumaku już śpieszysz do mojej zaklętej wierzy. U jej stóp trzygłowy smok na ciebie ryczy, którego jednym błyskiem miecza gładzisz i już tulisz mnie w swych objęciach. Swą wymarzoną, baśniową księżniczkę prowadzisz do swego królestwa.
W brzuchu słodkiego, niczym tabliczka czekolady, gładzę motyla. "Och! Ach!" - ciche westchnienie unosi się myślą - "To ty, mój książę z bajki!" 



Nagle z głuchym trzaskiem spadam z krzesła, bo nie rozsmarowujesz się jak marmolada na kanapce i nie układasz spokojnie w czerwone serduszko. Śniadania nie przynosisz do rozbudzonego o świcie łóżka, po nocy wypełnionej gwiazdami i parą przyspieszonych oddechów. Nie otwierasz mi drzwi, nie podajesz płaszcza, nie nosisz moich książek i nie ustępujesz miejsca.
"No jak!" - myśl wrzeszczy rozkrzyczana - "No jak! Przecież to mój książę!?" - cicho szlocha w kącie, a szkło kruche doprawione odrobiną goryczy podaje ci na obiad. Patrzy, patrzy, a tobie wszystko smakuje.
Moja miłość przysiada w piaskownicy, ale nie chce od ciebie zabawek, nie dzieli się swoimi i twierdzi, że jesteś dla niej niedobry. 
Nic nie mówisz, czekasz, po chwili odchodzisz.

Szeroko zamknięte otwieram teraz oczy. W koło cię szukam, wołam, drepczę. Maskę złośnicy zrzucam z twarzy. "Przecież!" -  zawsze na twoich siadam kolanach, obiad lub kolację smakuję z twych dłoni, te pyszne, owocowe i warzywne sałatki. Walizkę moją z pociągu do pociągu nosisz, pośród deszczu z parasolem na moje spotkanie wychodzisz.
Moja miłość w iluzji swojej głowy się zakochała, a ciebie pominęła.

Powiedz teraz gdzie mieszkach, bo miłość cię pokochała.

PS I jak ten obraz widzisz?