sobota, 10 listopada 2012

Nikt



Nikt nie powiedział ludziom jak mają żyć. Nikt nie wymyślił lepszej drogi. Nikt nie policzył uśmiechów gwiazd tuż przy firmamencie nieba w poświcie promieni księżyca. 
Nikt włożył biały cylinder na głowę. Biały frak opadał mu prawie do kostek. Do ręki wziął mahoniową laseczkę ze srebrną główką.
Nikt wyszedł na zatłoczoną ulicę. Stepował po brukowych krążkach. Na kocich łbach rysował koty.
- Miauu, miauu, miauuuu - zamiauczał mały Psotek. - Jak Nikt narysował moje kocie oczy? Miauuu, miauuu, tą zieleń powleczoną żółcią, tą żółć zmieszaną z zielenią. 
Nikt kotka po głowie pogłaskał i z miłym uśmiechem tak mu odpowiada:
- Tu w dłoni ukryłem tę barwę ziemi i tą z nieba, co razem zielenią się i złocą, iskrą błyszczą pośród cienia nocy, w magicznym kocim oku.
- Mmmrrry, mmmrrry, mmmrrryyy - tak cicho i głośno kot mruczy o nogę Nikogo się ociera.
- W mym oku mieszka magia, ta co wpada doń z gwiazdki nocą, ze słonka za dnia i z ziemi gdy dotykam ją łapkami? - pyta z cicha, Nikomu nic, a nic nie dowierzając.
- Oj! Oj! I nawet te koty - psoty - Nikomu dziś nie wierzą. A przecież ja te wszystkie barwy żywe trzymam w ręku. 
Nikt dalej ulicą w świetle latarni kroczy. Wiatr lekko poły białego fraka unosi.
- Nikt, a w tę noc zaświeciła nowa gwiazdka, tam nad starą, zgarbioną jabłonką, lecz milczą nieme usta. Czy jeszcze za bardzo cichą nocą uśpione? - Szumnie zapytał wiatr.
- Wiatr ze wschodu wieje na zachód, z zachodu na wschód, z południa wieje na północ, z północy na południe, a dziś zatrzymał się w miejscu - zażartował Nikt.
- Frummmm! - oburzył się wiatr. - A wiatry tak wcale nie wieją i nawet na chwilę nie stają w miejscu!
- Spokojnie drogi przyjacielu - uśmiechnął się Nikt - taki mały żart. Ten niepewny sen w końcu się skończy. Szklany świat się obudzi.
- Jak żart to dobrze - uspokoił się wiatr - Lecz kiedy się zbudzi? - pytaniem zaświszczał. 
Nikt nie udzielił mu odpowiedzi. Wiatr z cicha na północ odfrunął.  
Nikt na szklany wieżowiec spojrzał. Za nim wciąż dreptał kot. Po chwili Nikt zamienił szkło w piasek.  Góra, hen sięgała nieba. Liczne schody w niej wyciosał. Powoli sprężystym krokiem wspiął się po nich. Za nim poklei schodek, za schodkiem się chował. Nie zdążył się na nie wdrapać psotny kotek. 
Wchodząc Nikt zdjął z głowy biały cylinder z uprzejmością na pożegnanie się skłonił.
- Mrauuu, mrauuu, Nikt - zamiauczał kotek. - Nikt, mrauu, a twoje kolory? - zapytał. 
Zaczęli go trącać przechodnie.
- Mrauuu, mrauuu, czy Nikogo znacie? - spytał.
Nikt w ulicznym gwarze mu nie odpowiedział. Nikt o Nikim na ziemi nie słyszał.


  

środa, 7 listopada 2012

Zakochana miłość

 


W brzuchu cichego kryję motyla. Białe serce tkam z chmur, na błękicie nieba zawieszam. Idealizowana fantazja z mojej wyfruwa głowy, ciepłym szalem cię otula.
W postaci księcia o silnych ramionach, na rączym rumaku już śpieszysz do mojej zaklętej wierzy. U jej stóp trzygłowy smok na ciebie ryczy, którego jednym błyskiem miecza gładzisz i już tulisz mnie w swych objęciach. Swą wymarzoną, baśniową księżniczkę prowadzisz do swego królestwa.
W brzuchu słodkiego, niczym tabliczka czekolady, gładzę motyla. "Och! Ach!" - ciche westchnienie unosi się myślą - "To ty, mój książę z bajki!" 



Nagle z głuchym trzaskiem spadam z krzesła, bo nie rozsmarowujesz się jak marmolada na kanapce i nie układasz spokojnie w czerwone serduszko. Śniadania nie przynosisz do rozbudzonego o świcie łóżka, po nocy wypełnionej gwiazdami i parą przyspieszonych oddechów. Nie otwierasz mi drzwi, nie podajesz płaszcza, nie nosisz moich książek i nie ustępujesz miejsca.
"No jak!" - myśl wrzeszczy rozkrzyczana - "No jak! Przecież to mój książę!?" - cicho szlocha w kącie, a szkło kruche doprawione odrobiną goryczy podaje ci na obiad. Patrzy, patrzy, a tobie wszystko smakuje.
Moja miłość przysiada w piaskownicy, ale nie chce od ciebie zabawek, nie dzieli się swoimi i twierdzi, że jesteś dla niej niedobry. 
Nic nie mówisz, czekasz, po chwili odchodzisz.

Szeroko zamknięte otwieram teraz oczy. W koło cię szukam, wołam, drepczę. Maskę złośnicy zrzucam z twarzy. "Przecież!" -  zawsze na twoich siadam kolanach, obiad lub kolację smakuję z twych dłoni, te pyszne, owocowe i warzywne sałatki. Walizkę moją z pociągu do pociągu nosisz, pośród deszczu z parasolem na moje spotkanie wychodzisz.
Moja miłość w iluzji swojej głowy się zakochała, a ciebie pominęła.

Powiedz teraz gdzie mieszkach, bo miłość cię pokochała.

PS I jak ten obraz widzisz?








czwartek, 25 października 2012

Pomidorowa


           
            W kuchni znów krząta się Konwaliowa Wróżka. Soczyste pomidory wyjmuje z koszyka, przed chwilą zerwała je z zielonych, gadatliwych krzaczków w ogrodzie. Delikatnie głaszcze ich czerwoną skórkę, wącha.
- Dziś ugotujemy zupę pomidorową – mówi. - Pucusiu gdzie jesteś?
Na skinienie Wróżki przybiega garnek – Puciuś.
- Tak, tak – woła – wszystko słyszę i wezmę te pomidory. – Chodź, chodź – radośnie prosi – Kucharko, moja kochana łyżko drewniana.
W mig, hop w bok i już razem na stole tańczą.
- Zapraszam was na piec – mówi Wróżka – już Piecuś jest rozgrzany. Proszę Pucusiu pięć pomidorów dla ciebie – i wkłada mu warzywa do pyzatej buzi.
- Jakie one są słodkie mniam, mniam – po brzuszku klepie się zadowolony garnek.
- Oj ty psocie – szturcha go Kucharka – proszę zaraz tu do mnie skoczyć na piec. Gotować, gotować, gotować!
- Już lecę – woła i razem tańczą na piecu.
On lekko kołysze się na boki, ona w środku delikatnie miesza, by miąższ nie przywarł do cynowego wnętrza.
- Proszę - uśmiecha się Lanuszka – jak pięknie idzie wam praca.
- Jak zawsze – razem odpowiadają – ha, ha, ha! Hura, hura!
- Miedziusiu, Miedziusiu – woła Wróżka. – Gdzie ty znowu się wałęsasz?
Za drzwiami słychać miedziane tupanie-brzdękanie.
- Jestem, już zaraz – jeszcze skacze po schodach. Bęc, bęc, brzdęk, brzdęk, brzdęk z piwnicy słychać.
- Już jestem – mówi Miedziuś.
- Czemu kochany, znów się chowasz? – Pyta Lanuszka.
- Nie chowam się – odpowiada nieco speszony. – O proszę przyniosłem seler, por, marchewkę, cebulę i pietruszkę na wywar.
- Cały się przy tym ubrudziłeś – woła zgodny duet z pieca. – Jak teraz chcesz gotować zupę? Na co czekasz, już proszę się umyć – śmiej się Kucharka i Pucuś.
- Nożyku, do mej ręki proszę – mówi Wróżka i  zaczyna obierać warzywa.
Tymczasem Miedziuś wskakuje do zlewu i dokładnie się pucuje. Po brzegi zaraz wypełniony wodą wskakuje na piec.
- Już jestem czysty – przyjaciołom odpowiada. – Czemu tak mi się przyglądacie?
- Bo z ciebie jest niezły psot – Kucharka odpowiada – Gdzieś ty wcześniej był?
- Na spacerze, przecież przepiękna dzisiaj pogada i szkoda taki dzień tylko na siedzenie w domu marnować. Jaki ze mnie psot? – Troszeczkę się naburmuszył – warzywa do zupy przyniosłem.
- Tylko na spacerze? – Pucuś się śmieje.
- Już dobrze moi kochani, później o tym porozmawiamy – mówi Wróżka, podając kawałek mięsa Miedziusiowi.
- Pomidory już chyba gotowe. Przetrzyjcie je teraz, żeby pozbyć się skórek– Lanuszka poprosiła i do mięsa dodała wszystkie obrane warzywa. Solą i pieprzem jeszcze doprawiła do smaku.
- Czy pomidory już na przecier przetarte moi kochani? – Z uśmiecham  zapytała.
- Tak, tak – już Pucuś figlarnie się przechylił i podał go Miedziusiowi.
- Proszę trochę ostrożniej, bo na boki pryskasz zamiast do środka eliksir słodki wlewać – zabulgotał miedziany kocioł.
- Przepraszam – odpowiedział Pucuś i już w zlewie z pluskiem się kąpał.
- Stoliczku, nakryj się – Lanuszka klasnęła w dłonie. – Zaraz przyjdą goście, a zupa już prawie gotowa.
Obrus biały gładko rozłożył się na stole. Z szafek wyfrunęły półmiski, z szuflad wyskoczyły roześmiane łyżki. Ładnie w rzędach ułożyły się do obiadu.
Do drzwi już zaczęli pukać mili goście. 

Bajka polska :))