środa, 7 stycznia 2015

Spotkania

Spotkałam w mieście dobrego człowieka. Podzielił się z głodnym kawałkiem bułki. Szedł lekko kulejąc wybrukowanym chodnikiem. Wznosząc otwarte ramiona ku słońcu przesłał podziękowania niebu. Z jego spokojnych oczu patrzył na świat Bóg.
Uśmiechnęłam się w duchu. W obliczu ludzkiego nieszczęścia, tak trudno spotkać czującego człowieka. 

- Powiedz mi dzisiaj - poprosił patrząc na jej poszarzałą postać - kiedy umarłaś?
- Wiesz - wyszeptała cicho - chyba nigdy nie żyłam. Może trochę jako dziecko, ale za szybko przestałam. Miałam może sześć, siedem lat. Naprawdę nie pamiętam.
- A jak to się stało?
- Rodzice chcieli żebym robiła karierę. Została aktorką, modelką... Chcieli mnie sprzedać do filmu. Dostawałam mnóstwo prezentów, sukienek, butów... Byłam lalką barbie. Musiałam tańczyć wyuzdane tańce, czuć się nagą dorosłą kobietą - głos się jej łamie.
- To pamięć twojego płaczu - otula ją promieniem miłości - zaobserwuj ją teraz świadomie, ona nie jest tobą.
- Moja postać jaśnieje - odezwała się głośniej - ale nie żyłam zupełnie. Pozwoliłam pochłonąć się przez materię i zamroczone myślenie. 
- To wszystko można na powrót transformować - podpowiedział - bezinteresowna miłość jest w nas, jest nami. 



Spotkałam w okolicy hojnego człowieka. Co dzień pocieszał smutnych ludzi, sadził kwiatki w koło ich domów. Z czułością pielęgnował sad za swoim domem. Dzieciom z pobliskiej szkoły z uśmiechem przynosił dojrzałe jabłka. Głaszcząc zielone źdźbła traw dziękował za owoce urodzajnej ziemi, za dary z boskiego ogrodu życia.
Z uśmiechem powiedziałam mu dzień dobry. W obliczu ludzkiej chciwości, tak trudno spotkać wdzięcznego człowieka.

- Powiedz mi dzisiaj - poprosiła patrząc na jego poczerniałą postać - kiedy stałeś się biedny?
- Biedny? Kiedy stałem się biedny? - zachrypiał bardzo zdziwiony. Wciąż pamiętał, że w jego gardle tkwią brzęczące monety. - Nigdy nie byłem biedny! Zawsze miałem grube miliony! - ciężko zaszlochał.
- Mówisz, że miałeś grube miliony - przesyła mu promień miłości. - A na cóż ci teraz one?
- Żeby kupować, żeby kupować - dalej ciężko chlipie - ale nie mogę kupić za nie miłości.
- Ale przecież to ty jesteś miłością - odpowiada spokojnie.
- Jestem miłością - wciąż patrzy ślepy - jestem miłością? Więc całe życie żyję biedny, zamroczony... - powoli zaczyna otwierać oczy.
- To wszystko można rozpoznać - podpowiada - tylko całkiem otóż wewnętrzne oczy. Nie potykaj się więcej o prawdę. Światło zawsze w ciemności świeci.



Spotkałam nieopodal mądrego człowieka. Opowiadał ludziom o Bogu żyjącym w nich samych, o sile wewnętrznego uzdrowienia. Karmił ich serca miłością żywego słowa i wewnętrzną dobrocią. Gdy pytali podpowiadał jak odnaleźć drogę do wnętrza, do prawdziwego rozpoznania.
Podziękowałam mu uśmiechem. W obliczu ludzkiego zamroczenie, tak trudno spotkać prawdziwie przebudzonego człowieka.

- Powiedzcie nam dziś - poprosili patrząc na ich popielate postacie - kiedy straciliście swą mądrość?
- My nigdy nie byliśmy głupi - opowiedzieli chórem - Zawsze świetnie radziliśmy sobie w materii. Trochę za bardzo zaufaliśmy mamonie, żądzy i władzy.
- Czy to zaufanie rzeczywiście było mądre? - trochę inaczej zadali to samo pytanie.
- Nie! - krzyknęli wspólnie - Nie, ale co się stało, to się nie odstanie. Mamy płakać nad rozlanym mlekiem?
- Nie - opiekunowie odpowiedzieli - ale nie zaszkodzi trochę skruchy. Czas karencji dobiegł końca. Dla opornych i krnąbrnych pora wrócić do początków. 


    

niedziela, 29 czerwca 2014

Dziś

Dziś nie mówią o miłości. Obwarowani atomami wciąż piętnują człowieka. Dzikość oskarżają natury, lecz to nie wilk nasyca swe ego  wyzyskiem, torturą, morderstwem. Niedźwiedź, czy lew nie buduje świątyni z kamienia, nie oddaje krwawej ofiary ze swych dzieci pod zasłoną hostii, a na ołtarzu Lucyfera.
  
Dziś rządzi fast food, potężna kreatura plastikowego hamburgera, zatęchłego, oleistego chipsa, zaduszonego antybiotykami i hormonami ptasiego przedstawiciela. 
Trzeba zachować ustalone normy. No cóż - w jądrowych atomach pływają morskie ryby. Przecież wciąż cieknie do oceanu, z rzekomo naprawionej, jądrowej elektrowni. No cóż - zmutowane przerastają truskawki, kalarepy, pory, rzodkiewki - trzeba dobrze podlać je nawozem, sztucznymi fosforanami, azotanami - potrzebujemy marchewek gigantów i prostych bananów. Niedojrzałe mango musi zostać zerwane, a potem szybko do gazu i już skórka wskazuje na dojrzałość, choć w środku jej nie mam. Chwila jeszcze i już leci na eksport, przecież przeciętni konsumenci nigdy nie wiedzą co jedzą. 


- Smakuje im dzisiaj pszenne pieczywo. Ha, ha, ha smakuje! Czysty zmodyfikowany gluten, tak najlepiej nastawić ich DNA-ANTENY. Błądzące w mgle bydło naziemne, ach biedne, biedne, biedne. Żałosne, ha, ha, ha! Żałosne, nic nie wie i nie chce wiedzieć! Przestraszone biega po kamiennych świątyniach, wznosząc próżne modły do... do... Do mnie, bo przecież nie wiedzą, że to SATANSKIE progi, bo przecież pierwsza odwróciłam się od ŹRÓDŁA. Ach, jaka to błahostka - odwróciłam się od ŹRÓDŁA z zazdrości. A oni, no popatrz na nich. Popatrz na nich! A oni ciągle bezmyślni są na mój wzór o coś zazdrośni. Ha, ha, ha, ha... 

I bezcelowe od setek tysięcy lat wznoszą modły ku niebu, ku ziemi, ku kamiennym i drewnianym sufitom. Wyrywają swoje serca, patroszą wnętrzności, zatruwają oceany i  rzeki, rąbią i plądrują pola, łąki i lasy. W hałasie tłuką się, strzelają, gazują, bo z innej podprogowej wyszli nazwy. Rządy na pokaz skłócone, muszą szerzyć na siebie popyt. Lud roboczy przecież przymyka zawsze na wszystkie bezeceństwa oczy, nie zdolny jest wyrwać w umysłowym otępieniu, jakże złudnych insygniów parszywej władzy. Na kiwnięcie palcem dadzą się zdeptać jak karaczany, pluskwy, ślimaki. Fuj, och fuj! Właśnie jakaś królowa strzepnęła rozdeptane robactwo z buta. 

- Wprowadzimy jeszcze masturbację, obowiązkową masturbację już od przedszkola. Wyssiemy ich po ostatni fraktal energii!! Mam w zanadrzu liczne organizacje, przecież w końcu globalnie dbamy o zdrowie, zewsząd przygarniamy porzucone dzieci. Nasza główna broń to szczepionki, obowiązkowe szczepionki z dodatkiem formaldehydu, rtęci, związków glinu, czy środków do sterylizacji myszy. Najpierw zasiejemy pandemię, a później sprzedamy szczepionki. Hej, hej, bydło naziemne, wszyscy na raz łapki w górę. Co dla odmiany bardziej wolicie małpią, czy żabią grypę, a może starą znajomą ebolę? Fuj, jak wy tym strachem strasznie, ach bardzo strasznie śmierdzicie! Nie wszyscy chcecie? Oh, biedne robaczki, więc poczęstuję was falami ELF. Nie macie gdzie się chować ha, ha, ha... Chyba, że wzniesiecie się w duchu ponad i poza tą ziemską fatamorganę. Tak, tak, to zrobić możecie. Powiedz im, że mogą, powiedz! 

- Możecie.  

https://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/spoleczenstwo/1786040,1,edukacja-seksualna-i-standardy-who-czy-jest-sie-czego-bac.read

https://niezaleznemediapodlasia.pl/smiertelne-szczepionki-obowiazkowe-polka-ujawnia-swiatowy-przekret-farmaceutyczny/

Budzą się z ziemi synowie i córy nieba. Powoli jak ślimaki, czy żółwie zaglądają do cichej izdebki swego wnętrza.  Niczego w oczekiwaniu nie kaleczą, nie wyrywają, z chciwością nie pożądają. Są żywą życia falą, boską jednością, wiecznego spokoju miłością. 



niedziela, 13 kwietnia 2014

Chodliwy towar

Chodliwy towar to katastrofa, armagedon. Uwaga deszcz meteorów, ogromna kometa. O nie, przepraszam, to tylko Marsjanie atakują, zmutowane mrówki, zabójcze pszczoły. 
Dziś tylko sprzedaje się horror i terror. Echhh, takie tam mordobicie. Ludzie, ludzie widzicie! Ja wan dam zaraz nietoperka, małego wampirka, ludzką gąsieniczkę, człowieka pająka, teksańską piłę motorową, wyrośniętego jaszczura, krwiożerczego rekina. Tak, tak, to lubicie. Zaraz z portfeli popłynie mamona. Ach, mamona! Dorzucimy jeszcze jakieś pachnidełka, ostry perfum. Patrzcie, tam leży, naga, uduszona dziewica. Czy strach i napięcie naprawdę tak bardzo was podnieca? Uwaga teraz odpoczywam! 


Jaka cisza jest miła. Żadnych klekotów łańcuchów, nawiedzonych domów, duchów, ptaków Hitchcocka. Ciepła herbatka, leżaczek, słoneczko, istny błogostan. Śpiewa słowika, szumią drzewa, w koło wiosna. Teraz medytacja, wewnętrzna harmonia, boski błogostan. Ach, słodkie życie! Otwarta czakra serca, miłość do wszelkiego stworzenia, duchowa jedność. Ja jestem życiem, wiecznie płynącym światłem. Wdech, wydech, wdech, wydech, pamiętam kim jestem, moja wewnętrzna świadomość kieruj ciałem i umysłem. Czy spokój, miłość i wewnętrzna harmonia tak bardzo jest wam obca, wręcz nie na rękę?

Już po przerwie! Zaraz zaśpiewa dla was Madonna.  A może wolicie ciężkiego rocka, walenie młotem o podłogę? Dyskoteka, dyskoteka Mister Jacka, skoczne discopolo, hulaj dusza, hula hejże hola! Ale czy to nie jest zachcianka ego, zaprogramowanego umysłu, niezdrowe przyzwyczajenie? Oj leje się strumieniami alkohol, jeden za drugim do upadłego! Co wam jeszcze podać pizze, hot-doga, chipsy, oliwki do martini, lód do whisky? Rano kac, no tak, tak, tak. Nie jęczcie! Sami przecież takiego życia chcecie.   
Chcecie być Ktosiami. Ciągle i na nowo goniąc za prestiżem i mamoną. Ach dzień dobry panie mecenasie. Całuję rączki pani doktorowo. Ach słyszeliście to ten słynny dyrygent, a to ta wybitna śpiewaczka. Była jeszcze jedna biegaczka, ale w swym zapędzie na podium zapomniała, że sobie nogi połamała. Ach biedactwo, ale lepiej jak o niej nic już więcej nie wspomnę, w końcu zrobiła to na własne życzenie. Ale jak jej ten tłum kibiców klaskał, chyba warto było się katować. Co sądzicie? Pamiętacie ją jeszcze? Czy odeszła tak jak wielu przed nią Ktosiów w zapomnienie?


Czy ktoś z was chciałby być sobą? Usłyszeć wewnętrzną prawdę w sercu? Nie potrzeba ci wyścigu szczurów, a spokoju. Twoje życie nie kończy się na planie fizycznym, gdyż dusza jest niematerialna, to wieczne boskie życie. Medytacja, wyciszenie umysłu, myśli to twoje narzędzia do kreowania, powróć do wnętrza. Twoje zewnętrzne otoczenie jest tylko odbiciem twego wnętrza, tak jak Ziemia jest tylko odbiciem Boskiego Stworzenia.

Czy tak bardzo potrzebny ci ten chodliwy towar? Popatrz dobrze, w koło wciąż gorzeje wojna, bo ciągle nosisz ją w sobie.