środa, 16 września 2020

Wspomnienia

Gdy babie lato uleciało sitowiem a kormorany lotem rozpostarły skrzydła, liść rdzawy pokrył parkowe alejki, kasztany pogubiły kolczaste czapeczki. 
Starszy mężczyzna przysiadł na parkowej ławce. Wzrok jego zatrzymał się na pobliskiej fontannie, a w uszach ożył dźwięk zapomnianego fletu. 
- Chodź, chodź - ktoś pociągnął go za rękaw niebieskiego swetra. - Chodź proszę - usłyszał dźwięczne ponaglanie. 
Przy jego boku stanęła piękna flecistka, nie umiał oderwać wzroku od jej szczerego uśmiechu i przez dłuższą chwilę nie potrafił wydobyć z siebie żadnego słowa. Po chwili przypomniał sobie, że w lewym ręku trzyma bukiecik fiołków.
- Proszę, to dla ciebie - prawie wyszeptał. 
- Dziękuję - usłyszał radosny głos i poczuł czuły pocałunek na policzku.
Brązowy kapelusz potoczył się po parkowej alejce.
- To chyba pana - powiedział spokojny głos. - Proszę pana spadł panu kapelusz - poczuł lekkie szturchnięcie. Przechodzień wyrwał go z zamyślenia. 
Mężczyzna wstał z ławki i podszedł do parkowego stawu. Szum fontanny w jego uszach odbijał się jak echo minionego czasu, czasu który podarował mu przepiękny kwiat życia.
- Zobacz, gdy gasną wszystkie uliczne latarnie można zobaczyć prawdziwe światło gwiazd - wskazała palcem na wielki wóz. Przytulił ją mocno do siebie. 
-  Co jeszcze mądrego powie mój śliczny geniusz? - Z czułością pogłaskał ją po głowie.
- Że ich świetlista energia życia jest naszym odzwierciedleniem, my otulamy je naszym wewnętrznym promieniowaniem i to światło do nas powraca. Chodźmy do domu - powiedziała i chwyciła jego ciepłą dłoń. 
W oddali rozległo się szczekanie psa, tuż obok usłyszał śmiech, młoda para minęła go w parkowej alejce. Słońce chyliło się ku zachodowi pąsowym uśmiechem.
- A pamiętasz - z oddali dobiegł go znajmy szept - ten pąs nieba zwiastuje jutrzejszy wietrzny dzień. - Powoli odwrócił się za siebie, ale nikogo już nie było w pobliżu. Cicho westchnął i wolnym krokiem wróciła do domu. 


Szła równy krokiem aleją miasta, w ręku trzymała papierową torbę z zakupami, w głowie przewijała się jej ostatnia rozmowa z Sandrą. Zatrzymała się przed sklepową witryną, jej wzrok przyciągnęła sukienka na wystawie, jakby wyblakłe zdjęcie wyjęte ze starego, przykurzonego albumu. 
- Czy mogę prosić cię do tańca? - usłyszała pytanie. Ktoś nie czekając na odpowiedź chwycił jej dłoń i poprowadził ją na parkiet. 
- Czy my się znamy? - z jej ust wydobyło się ciche oniemienie. - Czy my... - uciszyło ją czułe spojrzenie. Przetańczyła w jego objęciach nie jeden wieczór.
Wpadł na nią mały chłopiec i wytrącił z zamyślenia. Papierowa torba wypadła z jej rąk, a gruszki i jabłka potoczyły się po chodniku.
- Bardzo panią przepraszam! - wykrzykną chłopie i 
zaraz zaczął zbierać rozsypane owoce. 
- Nic nie szkodzi - odpowiedziała nieco zmieszana. - Weź proszę jeszcze na drogę, to bardzo smaczne gruszki i jabłka.
- Bardzo dziękuję - chłopiec pobiegł dalej, a ona ruszyła w swoją stronę. 
Przeszła jeszcze kilka przecznic i stanęła przed kamienicą. Kluczem otworzyła drzwi wejściowe, weszła po schodach na drugie piętro, otworzyła drzwi do mieszkania, zapaliła światło a w kuchni na stole postawiła torbę z owocami. W czajniku wstawiła wodę i zaparzyła jaśminową herbatę. W salonie zatrzymała się przy regale z książkami i wyciągnęłam jedną. Usiadła wygodnie w bujanym fotelu i przeczytała tytuł i dedykację "Poezje wybrane - Dla mojej ukochanej - Leon". Przewertowała kilka kartek i znalazła fotografię oraz zaschnięty fiołek. 
- Czy mnie jeszcze pamiętasz? - w oddali usłyszała pytanie. - Czy mnie jeszcze pamiętasz?
- Pamiętam, zawsze będę pamiętać - szybkim krokiem podeszła do niego. - Wiesz przecież, że to serce nie mogłoby zapomnieć o tobie - w jej oczach pojawiły się łzy. 
- Nie płacz moje kochanie - przytulił ją do siebie - Przecież powiedziałem, że do ciebie dojadę, masz wielki dar i talent, uśmiechnij się.
- Boję się, że cię jednak nie zobaczę - uśmiechem przełamała łzę. 
- Nic się nie martw. Na początek będziemy do siebie pisać, w końcu ta przestrzeń ma nas łączyć, a nie dzielić - czule ją pocałował.
Dzwonek do drzwi wyrwał ją z letargu. Wstała z fotela, podeszła i otworzyła drzwi. Sąsiadka przekazała jej przesyłkę, którą zostawił u niej listonosz. Odbierając podziękowała, po zamknięciu drzwi ponownie poszła do salonu i położyła paczkę na stoliku. Wychodząc zgasiła światło, po wieczornej toalecie weszła do sypialni. Na krześle przy oknie leżał futerał, wyjęła z niego flet i zagrała kilka znajomych nut. Po chwili odłożyła go z powrotem, zgasiła światło i położyła się spać. 


Przez uchylone okno do pokoju wpadło pasmo ciepłego, jasnego światła. Starszy mężczyzna przewracając się na drugi bok poczuł przyjemne muśnięcie na policzku, niczym lekki dotyk niewidzialnej dłoni. 
- Nowy dzień, nowe możliwości - czule pogładziła go po paliczku i skroni. - Wstań, już słońce prawie świta, chodźmy do ogrodu. 
- Lena, jeszcze chwila - przetarł zaspane oczy. - Nowy piękny dzień i poranek, ale to ty jesteś moim najpiękniejszym wschodem i zachodem słońca - przytulił ją mocno. 
- Leo, wstań proszę - pocałowała go czule. - Proszę - wstali razem trzymając się za ręce.
- W takim razie zapraszam do tańca - poranna rosa zwilżała ich bose stopy a pasma wschodzącego słońca rozświetlały radosne twarze.
Dzwonek do drzwi wyrwała go z pół snu. Wstał pospiesznie z łóżka, założył szlafrok i otworzył drzwi wejściowe. Odebrał od kuriera zamówioną kilka dni wcześniej przesyłkę, po porannym prysznicu przygotował śniadanie. Delektując się poranną kawą powrócił myślą do minionego snu, jak echo powtórzył w myślach słowa "...to ty jesteś moim najpiękniejszym wschodem i zachodem słońca". Lekki dreszcz przebiegł po jego plecach, a na stopach odczuł orzeźwiający chłód porannej rosy. 
- Pewnego dnia popłyniemy razem tak jak te dwa nieme łabędzie - usłyszał za sobą znajomy głos. 
- Gdzie popłyniemy? - Zdziwiony zapytał. 
- Prosto przed siebie w głębię naszych wewnętrznych serc, tam gdzie nie ma kresu miłości - powiedziała spokojnie.
- Lena tu i teraz nie ma kresu miłości, nie trzeba nigdzie płynąć. Wystarczy być - ujął jej dłoń i przycisnął mocno do swego serca. - Wystarczy być, pamiętaj. 
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek telefonu, energicznie wstał od stołu i odebrał. W podręcznym notesie zanotował informację, ucieszył się z pozytywnych wieści. 
- Czy to wszystko jest pewne - jeszcze dopytał, czując pewną nutę niepewności. 
- Tak, wszystko się zgadza. Życzę powodzenia - usłyszał w odpowiedzi.
- Dziękuję, do usłyszenia - zakończył rozmowę. 
"Tylko nie zapomnij pisać, nie zapomnij pisać..." to echo wciąż brzmiało w jego głowie. 
Z szuflady komody w przedpokoju wyjął plik listów. Na osobnej kartce dopisał jeszcze kilka słów, starannie wszystko zapakował, zaadresował paczkę i poszedł na pocztę. 

 

Przebudziła się o świcie. Powoli przeciągła ramiona i usiadła na łóżku. Otuliła się ciepłym szalem, wstała i jak co dzień zeszła do ogrodu. Z uśmiechem powitała pierwsze słoneczne promienie, a poranna rosa obmyła jej stopy. 
- Czy wyjdziesz za mnie? - w ręku trzymał bukiecik konwalii. 
- Tak - odpowiedziała od razu i przytuliła się do niego. 
Nagle rozległ się dźwięk telefonu. 
- Tak, słucham - odebrała.
- Lena, wszyscy już czekają na ciebie na lotnisku - usłyszała w odpowiedzi. - Nie spóźnij się!
- Nie spóźnię się, już jedziemy - zakończyła rozmowę. Zapakowali walizkę, wsiedli do samochodu i pojechali. Przed halą główną pożegnali się czule, w kieszeni jego marynarki został pierścionek. 
W dali usłyszała ćwierkanie, które wytrąciło ją z zamyślenia. Wzrok jej zatrzymał się na gałęzi sędziwego miłorzębu. Uśmiechem powitała niepozornego, małego kosa śpiewaka. Spokojnym krokiem wróciła do mieszkania. Po porannej kąpieli zjadła śniadanie, spakowała flet i nuty, i udała się na próbę, już za kilka tygodni kolejny wielki koncert. Wyszła pośpiesznie, bo przed próbą miała jeszcze spotkać się z Sandrą, całkiem zapominając o przesyłce pozostawionej na stoliku w salonie. 
- Lena, Lena - już z oddali na powitanie macha do niej Sandra.
- Witaj kochana, może usiądziemy chwilę tutaj - przysiadają na parkowej ławce.
- Przemyślałaś moją propozycję? - pyta przyjaciółka.
- Sama nie wiem - odpowiada Lena nieco zgaszona. 
- Sama nie wiem, co to za odpowiedź? - pyta. - Od ilu lat ja to już słyszę.
- Od tylu ile już się znamy. Nie wydaje mi się, żeby coś z tego wyszło.
- Dwadzieścia lat, a może mniej. Nie wydaje Ci się bo w głowie masz tylko jednego mężczyznę, ale to są tylko obrazy sprzed lat. Filip cię lubi i to nawet bardzo, i ty jego też, czy nie warto...
- Sandra - przerywa jej Lena - lubić a kochać, pokochać to nie to samo i nie tylko w głowie a w sercu, i znów mam to dziwne przeczucie. 
- Już dobrze - przytula ją - wiem ile dla ciebie znaczył, choć życie i tak płynie do przodu. Jakie przeczucie? 
- Jakbym zapomniała o czymś bardzo ważnym - spojrzała na zegarek. - Dochodzi dziewiąta, muszę już iść, do zobaczenia - wstała z ławki i zaczęła iść.
- Do zobaczenia, zadzwonię jutro do Ciebie - pożegnała się Sandra.
Próba zaczęła się punktualnie, nie było wiele poprawek, wszyscy byli zadowoleni, a solówkę Leny jak zwykle oklaskiwano. W towarzystwie Filipa zjadła smaczny obiad, pozwoliła odprowadzić się do domu, ale i tym razem nie zaprosiła go do środka. 
Po powrocie usiadła na kanapie, jej wzrok zatrzymał się na przesyłce pozostawionej na stoliku. Podniosła paczuszkę i niedowierzająca własnym oczom przeczytała imię nadawcy - Leon. Zamarła chwilę w bezruchu. Po chwili zaczęła rozpakowywać zawinięty papier. W środku znalazła plik kopert i małe pudełeczko. Na na osobnej białej karetce przeczytała pytanie: "Czy wyjdziesz za mnie?" We wnętrzu białej kartki znalazła jedną zasuszoną niezapominajkę. W jej oczach pojawił się łzy. Otworzyła małe szafirowe pudełeczko i znalazła w  nim złoty pierścionek. Stanęła na przeciw znajomej scenie.
- Powiedz proszę, który z nich najbardziej Ci się podoba? - zapytał. 
- O ten pośrodku - odpowiedziała i wskazała palcem.
- Choć przymierzysz - weszli razem do sklepu. Pierścionek pasował idealnie. Sprzedawca poinformował ich, że niestety jest już on zarezerwowany. 
Wzięła do ręki pierwszy list, wyjęła go z koperty i zaczęła czytać, później wzięła drugi i kolejny, i tak minęło południe, wieczór i pół nocy. Zasnęła ze zmęczenia, rano obudził ją telefon.
- Słucham - odezwała się zaspana.
- Lena czekamy wszyscy na ciebie. Gdzie jesteś? - zapytał Filip.
- Dziś nie przyjdę, przepraszam - odpowiedziała. 
- Co się stało? - z troską w głosie zapytał.
- Nic poważnego, kłopot z gardłem, za godzinę idę do lekarza - odpowiedziała.
- Kłopot z gardłem? Lena? Co to za wymówka? - już z niepokojem w głosie pytał dalej.
- Przepraszam, do jutra już będzie dobrze, grajcie - rozłączyła się. 
Przepłakała jeszcze pół dnia. Później chodziła kilka dni smętna, choć na próbach starała się jak mogła najlepiej. Nie miała ochoty z nikim o tym rozmawiać. W końcu usiadła któregoś dnia przy biurku i napisała list, dołączyła do niego jeden bilet na koncert wraz z zaproszeniem oraz pierścionek, otrzymane listy zachowała. 



Minęło już kilka tygodni, a ciągle nie było odpowiedzi. Wracał do domu z zakupami, nie brakowało mu wewnętrznej pogody ducha, ale powoli zaczął wątpić, że po tylu minionych latach będzie mu znów dane choćby zobaczyć jej uśmiechniętą twarz. Przy furtce powitał go listonosz. 
- Dzień dobry - usłyszał na powitanie. - Przesyłka dla szanownego Pana. 
- Dziękuję - odebrał paczuszkę, kątem oka wyłapał imię nadawcy i serce mocniej mu zabiło.
- Miłego dnia i do zobaczenia - pożegnał się listonosz.
- Miłego - tylko tyle odpowiedział. 
Pośpiesznie wszedł do domu, torbę z zakupami zostawił w przedpokoju i usiadł na kanapie w salonie. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w paczkę trzymaną w ręku.
- Leo a znasz ten piękny wiosenny kwiat? - z uśmiechem zapytała.
- Tak znam, to stokrotka - odpowiedział i czule ją pocałował. - Taki piękny wiosenny kwiat jak ty.
- Bellis perennis - wypowiedział dźwięczny głos. - Nazbierajmy trochę z wewnętrznym podziękowaniem, w domu zrobimy herbatę. 
- Herbatę z stokrotek, Lena? - zapytał zdziwiony. - I z wewnętrznym podziękowaniem, przecież to tylko wiosenny kwiatek. 
- Leo przecież to życie, które kwitnie nawet czasem przez cały rok, każemy życiu należy się podziękowanie, wewnętrzna wdzięczność prosto z serca - z uśmiechem odpowiedziała - Niewielu wie, że stokrotki to nie tylko piękne kwiaty, ale też cenny surowiec zielarski. 
- Nie wielu też wie, że goszczę tą jedną stokrotkę nadal w sercu - głęboko westchnął i rozpakował paczuszkę. W swoje dłonie ujął szafirowe pudełeczko. Posmutniał, nie musiał go otwierać, bo wiedział co jest w środku. W fioletowej kopercie znalazł bilet i zaproszenie na koncert, spojrzała na datę - to już za dwa tygodnie. Z białej mniejszej koperty wyciągnął list: 

Drogi Leonie

Gdy dziś czytam twoje listy po moich policzka spływają łzy. Mogłabym nimi wypełnić całą szkatułkę, szkatułkę szklanych łez. Jakaś cząstka mnie znowu umarła, po refleksji przyjdzie czas na ponowne odrodzenie. Moje serce nie mogło zapomnieć o tobie, ale też nie jest mu łatwo pogodzić się z tym, że upłynęło tyle lat milczenia. Nie mogę przyjąć pierścionka, z którego cieszyłabym się tak bardzo kiedyś, kiedyś kiedy każdy nowy dzień był naszym wspólnym, a o poranku tańczyliśmy razem boso w porannej rosie, kiedy wspólna droga wydawała się prosta i przesłana fiołkami. Nie zrozum tego, że w moim sercu nie ma miłości, bo gdybym temu zaprzeczyła, to oszukałabym samom siebie. Moja obawa sprzed lat stanęła przede mną jak żywa, a w myślach na nowo pojawia się pytanie: Co nas przed laty tak naprawdę rozdzieliło? Brak słów? Milczenie? Przy pożegnaniu na lotnisku było w nas tyle, radości i wewnętrzna jedność, więc co nas rozdzieliło?
Choć nadal jesteś cząstką mnie a ja Ciebie w mojej rzeczywistości jest kolejna próba dojścia do siebie, bo choć ta przestrzeń ponownie nas łączy, te wszystkie lata mijały bez dotyku twych dłoni i radosnego śmiechu. 
Co z zaufaniem? Gdy tak długo pozostawał bez odpowiedzi, każdy wysłany do Ciebie list, a po latach wszystko dotarło nagle niczym dzisiejszy poranny wiatr. Wiatr listonosz śmiesznym Pan - Czy mnie jeszcze pamiętasz? - pytałeś kiedyś. Pamiętam, pamiętam każdą z wypowiedzianych dźwięcznych nut. 
W fioletowej kopercie przesyłam bilet i zaproszenie niedługo mamy kolejną premierę. Wiedeń powinien Ci się spodobać. 
Lena 
P.S.  
wspomnienie 

znalazłam w sobie miłą chwilę
tak cicho szeptała na dobranoc
z czułością otulając nagie ciało
w ciepłym westchnieniu 
współodczuwając

znalazłam w sobie moc uśmiechu
tańczącą boso w zielonej trawie
smakującą słodycz polnych truskawek
czującą delikatność płatków polnych maków

znalazłam w sobie niemą tęsknotę
za wietrzmy walcem z wiatrem
za wskazówką zagubionego czasu
za pisklęciem zamkniętym w skorupce 

znalazłam w sobie szklaną łzę
bo choć dzień zrodził się promienistym wschodem
noc uroniła spadającą gwiazdę

Odłożył list i cicho zapłakał, sam dobrze wiedziała jak bardzo zranił serce, które nadal bardzo kochał. 
- Zobacz Leo, zobacz - w duchu usłyszał - jak jaskółki nisko lecą - jego wzrok powędrował za jej palcem.
- Widzę - odpowiedział. 
- Niedługo będzie padało, możemy pospacerować w deszczu - mówiła dalej - boso w zielonej trawie, zatańczymy zwiewnego walca - klasnęła w dłonie i roześmiała się.
- Wiatr listonosz śmieszy pan - zanucił. - Zaprasza do zwiewnego walca -  skłonił się i podał jej dłoń. 
- Co ja robię! - zawalał i szybko poderwał się z miejsca. Nie wahając się ani chwili pojechał kupić bilet na pociąg, po powrocie do domu zarezerwował hotel. Przed snem jeszcze raz przeczytał list. Po przebudzeniu znów sięgną po list, ale i tym razem postanowił nic nie odpisać. 

 

Nie dostała od niego żadnej odpowiedzi, choć wcale tego nie oczekiwała. Nie wiedziała czy przyjął zaproszenie na dzisiejszy koncert. Przed występem poprosiła koleżankę, by przekazała wiadomość jej gościowi jeśli zajmie zarezerwowane miejsce w jednej z lóż. Teraz spokojnie czekała po udanej premierze w operowej kawiarni. W palcach zgrabnie przekładała kawałek papieru, tworząc tulipana z zapamiętanego wzoru origami. 
- Proszę to dla Ciebie - podała mu czerwony kwiat. 
- Dziękuję - odpowiedział. - Ale co to? - zapytał zdziwiony.
- Magia papieru - uśmiechnęła się szczerze. - Czerwony kwiat mojego serca dla Ciebie - obdarzyła go pocałunkiem.
Dziś trzymała biały kwiat w dłoni, jej zamyślony wzrok odpłyną w stronę okna. 
Leon stanął w wejściu kawiarni, uważnie rozejrzała się po sali, ale nie zobaczył jej od razu.
- Zapraszam do stolika - podszedł do niego kelner.
- Szukam panny Leny, flecistki - powiedział.
- Siedzi przy stoliku pod oknem - wskazała dłonią kelner.
Wzrok Leona zatrzymała się na kobiecie w białej sukience zapatrzonej w okno, powoli zbliżył się do niej pewnym krokiem.
- Czy mnie jeszcze pamiętasz? - zapytał i położył bukiet białych róż na je kolanach. 
- Pamiętam - cicho opowiedziała odwracając głowę w jego stronę. - Proszę, to kwiat mojego serca - podała mu papierowego tulipana, po jej policzkach spływały łzy. 
- Już nie płacz - czule ją przytulił.
Razem wyszli z opery, szli oświetlonymi ulicami miasta, znów razem patrzyli na gwiazdy.


 
 
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz