Gdy babie lato uleciało sitowiem a kormorany lotem rozpostarły skrzydła, liść rdzawy pokrył parkowe alejki, kasztany pogubiły kolczaste czapeczki.
Starszy mężczyzna przysiadł na parkowej ławce. Wzrok jego zatrzymał się na pobliskiej fontannie, a w uszach ożył dźwięk zapomnianego fletu.
- Chodź, chodź - ktoś pociągnął go za rękaw niebieskiego swetra. - Chodź proszę - usłyszał dźwięczne ponaglanie.
Przy jego boku stanęła piękna flecistka, nie umiał oderwać wzroku od jej szczerego uśmiechu i przez dłuższą chwilę nie potrafił wydobyć z siebie żadnego słowa. Po chwili przypomniał sobie, że w lewym ręku trzyma bukiecik fiołków.
- Proszę, to dla ciebie - prawie wyszeptał.
- Dziękuję - usłyszał radosny głos i poczuł czuły pocałunek na policzku.
Brązowy kapelusz potoczył się po parkowej alejce.
- To chyba pana - powiedział spokojny głos. - Proszę pana spadł panu kapelusz - poczuł lekkie szturchnięcie. Przechodzień wyrwał go z zamyślenia.
Mężczyzna wstał z ławki i podszedł do parkowego stawu. Szum fontanny w jego uszach odbijał się jak echo minionego czasu, czasu który podarował mu przepiękny kwiat życia.
- Zobacz, gdy gasną wszystkie uliczne latarnie można zobaczyć prawdziwe światło gwiazd - wskazała palcem na wielki wóz. Przytulił ją mocno do siebie.
- Co jeszcze mądrego powie mój śliczny geniusz? - Z czułością pogłaskał ją po głowie.
- Że ich świetlista energia życia jest naszym odzwierciedleniem, my otulamy je naszym wewnętrznym promieniowaniem i to światło do nas powraca. Chodźmy do domu - powiedziała i chwyciła jego ciepłą dłoń.
W oddali rozległo się szczekanie psa, tuż obok usłyszał śmiech, młoda para minęła go w parkowej alejce. Słońce chyliło się ku zachodowi pąsowym uśmiechem.
- A pamiętasz - z oddali dobiegł go znajmy szept - ten pąs nieba zwiastuje jutrzejszy wietrzny dzień. - Powoli odwrócił się za siebie, ale nikogo już nie było w pobliżu. Cicho westchnął i wolnym krokiem wróciła do domu.
- Czy my się znamy? - z jej ust wydobyło się ciche oniemienie. - Czy my... - uciszyło ją czułe spojrzenie. Przetańczyła w jego objęciach nie jeden wieczór.
Wpadł na nią mały chłopiec i wytrącił z zamyślenia. Papierowa torba wypadła z jej rąk, a gruszki i jabłka potoczyły się po chodniku.
- Bardzo panią przepraszam! - wykrzykną chłopie i zaraz zaczął zbierać rozsypane owoce.
- Bardzo dziękuję - chłopiec pobiegł dalej, a ona ruszyła w swoją stronę.
Przeszła jeszcze kilka przecznic i stanęła przed kamienicą. Kluczem otworzyła drzwi wejściowe, weszła po schodach na drugie piętro, otworzyła drzwi do mieszkania, zapaliła światło a w kuchni na stole postawiła torbę z owocami. W czajniku wstawiła wodę i zaparzyła jaśminową herbatę. W salonie zatrzymała się przy regale z książkami i wyciągnęłam jedną. Usiadła wygodnie w bujanym fotelu i przeczytała tytuł i dedykację "Poezje wybrane - Dla mojej ukochanej - Leon". Przewertowała kilka kartek i znalazła fotografię oraz zaschnięty fiołek.
- Czy mnie jeszcze pamiętasz? - w oddali usłyszała pytanie. - Czy mnie jeszcze pamiętasz?
- Pamiętam, zawsze będę pamiętać - szybkim krokiem podeszła do niego. - Wiesz przecież, że to serce nie mogłoby zapomnieć o tobie - w jej oczach pojawiły się łzy.
- Nie płacz moje kochanie - przytulił ją do siebie - Przecież powiedziałem, że do ciebie dojadę, masz wielki dar i talent, uśmiechnij się.
- Boję się, że cię jednak nie zobaczę - uśmiechem przełamała łzę.
- Nic się nie martw. Na początek będziemy do siebie pisać, w końcu ta przestrzeń ma nas łączyć, a nie dzielić - czule ją pocałował.
- Lena, jeszcze chwila - przetarł zaspane oczy. - Nowy piękny dzień i poranek, ale to ty jesteś moim najpiękniejszym wschodem i zachodem słońca - przytulił ją mocno.
- Leo, wstań proszę - pocałowała go czule. - Proszę - wstali razem trzymając się za ręce.
Dzwonek do drzwi wyrwała go z pół snu. Wstał pospiesznie z łóżka, założył szlafrok i otworzył drzwi wejściowe. Odebrał od kuriera zamówioną kilka dni wcześniej przesyłkę, po porannym prysznicu przygotował śniadanie. Delektując się poranną kawą powrócił myślą do minionego snu, jak echo powtórzył w myślach słowa "...to ty jesteś moim najpiękniejszym wschodem i zachodem słońca". Lekki dreszcz przebiegł po jego plecach, a na stopach odczuł orzeźwiający chłód porannej rosy.
- Pewnego dnia popłyniemy razem tak jak te dwa nieme łabędzie - usłyszał za sobą znajomy głos.
- Gdzie popłyniemy? - Zdziwiony zapytał.
- Prosto przed siebie w głębię naszych wewnętrznych serc, tam gdzie nie ma kresu miłości - powiedziała spokojnie.
- Lena tu i teraz nie ma kresu miłości, nie trzeba nigdzie płynąć. Wystarczy być - ujął jej dłoń i przycisnął mocno do swego serca. - Wystarczy być, pamiętaj.
Z zamyślenia wyrwał go dzwonek telefonu, energicznie wstał od stołu i odebrał. W podręcznym notesie zanotował informację, ucieszył się z pozytywnych wieści.
- Czy to wszystko jest pewne - jeszcze dopytał, czując pewną nutę niepewności.
- Tak, wszystko się zgadza. Życzę powodzenia - usłyszał w odpowiedzi.
"Tylko nie zapomnij pisać, nie zapomnij pisać..." to echo wciąż brzmiało w jego głowie.
- Czy wyjdziesz za mnie? - w ręku trzymał bukiecik konwalii.
- Tak - odpowiedziała od razu i przytuliła się do niego. Nagle rozległ się dźwięk telefonu.
- Nie spóźnię się, już jedziemy - zakończyła rozmowę. Zapakowali walizkę, wsiedli do samochodu i pojechali. Przed halą główną pożegnali się czule, w kieszeni jego marynarki został pierścionek.
W dali usłyszała ćwierkanie, które wytrąciło ją z zamyślenia. Wzrok jej zatrzymał się na gałęzi sędziwego miłorzębu. Uśmiechem powitała niepozornego, małego kosa śpiewaka. Spokojnym krokiem wróciła do mieszkania. Po porannej kąpieli zjadła śniadanie, spakowała flet i nuty, i udała się na próbę, już za kilka tygodni kolejny wielki koncert. Wyszła pośpiesznie, bo przed próbą miała jeszcze spotkać się z Sandrą, całkiem zapominając o przesyłce pozostawionej na stoliku w salonie.
- Lena, Lena - już z oddali na powitanie macha do niej Sandra.
- Witaj kochana, może usiądziemy chwilę tutaj - przysiadają na parkowej ławce.
- Przemyślałaś moją propozycję? - pyta przyjaciółka.
- Sama nie wiem - odpowiada Lena nieco zgaszona.
- Sama nie wiem, co to za odpowiedź? - pyta. - Od ilu lat ja to już słyszę.
- Od tylu ile już się znamy. Nie wydaje mi się, żeby coś z tego wyszło.
- Dwadzieścia lat, a może mniej. Nie wydaje Ci się bo w głowie masz tylko jednego mężczyznę, ale to są tylko obrazy sprzed lat. Filip cię lubi i to nawet bardzo, i ty jego też, czy nie warto...
- Sandra - przerywa jej Lena - lubić a kochać, pokochać to nie to samo i nie tylko w głowie a w sercu, i znów mam to dziwne przeczucie.
- Już dobrze - przytula ją - wiem ile dla ciebie znaczył, choć życie i tak płynie do przodu. Jakie przeczucie?
- Jakbym zapomniała o czymś bardzo ważnym - spojrzała na zegarek. - Dochodzi dziewiąta, muszę już iść, do zobaczenia - wstała z ławki i zaczęła iść.
Próba zaczęła się punktualnie, nie było wiele poprawek, wszyscy byli zadowoleni, a solówkę Leny jak zwykle oklaskiwano. W towarzystwie Filipa zjadła smaczny obiad, pozwoliła odprowadzić się do domu, ale i tym razem nie zaprosiła go do środka.
- Choć przymierzysz - weszli razem do sklepu. Pierścionek pasował idealnie. Sprzedawca poinformował ich, że niestety jest już on zarezerwowany.
Wzięła do ręki pierwszy list, wyjęła go z koperty i zaczęła czytać, później wzięła drugi i kolejny, i tak minęło południe, wieczór i pół nocy. Zasnęła ze zmęczenia, rano obudził ją telefon.
- Słucham - odezwała się zaspana.
- Co się stało? - z troską w głosie zapytał.
- Nic poważnego, kłopot z gardłem, za godzinę idę do lekarza - odpowiedziała.
- Kłopot z gardłem? Lena? Co to za wymówka? - już z niepokojem w głosie pytał dalej.
- Przepraszam, do jutra już będzie dobrze, grajcie - rozłączyła się.
- Dzień dobry - usłyszał na powitanie. - Przesyłka dla szanownego Pana.
- Dziękuję - odebrał paczuszkę, kątem oka wyłapał imię nadawcy i serce mocniej mu zabiło.
- Miłego dnia i do zobaczenia - pożegnał się listonosz.
- Leo a znasz ten piękny wiosenny kwiat? - z uśmiechem zapytała.
- Tak znam, to stokrotka - odpowiedział i czule ją pocałował. - Taki piękny wiosenny kwiat jak ty.
- Bellis perennis - wypowiedział dźwięczny głos. - Nazbierajmy trochę z wewnętrznym podziękowaniem, w domu zrobimy herbatę.
- Herbatę z stokrotek, Lena? - zapytał zdziwiony. - I z wewnętrznym podziękowaniem, przecież to tylko wiosenny kwiatek.
- Leo przecież to życie, które kwitnie nawet czasem przez cały rok, każemy życiu należy się podziękowanie, wewnętrzna wdzięczność prosto z serca - z uśmiechem odpowiedziała - Niewielu wie, że stokrotki to nie tylko piękne kwiaty, ale też cenny surowiec zielarski.
Choć nadal jesteś cząstką mnie a ja Ciebie w mojej rzeczywistości jest kolejna próba dojścia do siebie, bo choć ta przestrzeń ponownie nas łączy, te wszystkie lata mijały bez dotyku twych dłoni i radosnego śmiechu.
Co z zaufaniem? Gdy tak długo pozostawał bez odpowiedzi, każdy wysłany do Ciebie list, a po latach wszystko dotarło nagle niczym dzisiejszy poranny wiatr. Wiatr listonosz śmiesznym Pan - Czy mnie jeszcze pamiętasz? - pytałeś kiedyś. Pamiętam, pamiętam każdą z wypowiedzianych dźwięcznych nut.
znalazłam w sobie miłą chwilę
z czułością otulając nagie ciało
w ciepłym westchnieniu współodczuwając
tańczącą boso w zielonej trawie
smakującą słodycz polnych truskawek
czującą delikatność płatków polnych maków
za wietrzmy walcem z wiatrem
za wskazówką zagubionego czasu
za pisklęciem zamkniętym w skorupce
znalazłam w sobie szklaną łzę
bo choć dzień zrodził się promienistym wschodem
noc uroniła spadającą gwiazdę
- Zobacz Leo, zobacz - w duchu usłyszał - jak jaskółki nisko lecą - jego wzrok powędrował za jej palcem.
- Widzę - odpowiedział.
- Niedługo będzie padało, możemy pospacerować w deszczu - mówiła dalej - boso w zielonej trawie, zatańczymy zwiewnego walca - klasnęła w dłonie i roześmiała się.
- Wiatr listonosz śmieszy pan - zanucił. - Zaprasza do zwiewnego walca - skłonił się i podał jej dłoń.
- Co ja robię! - zawalał i szybko poderwał się z miejsca. Nie wahając się ani chwili pojechał kupić bilet na pociąg, po powrocie do domu zarezerwował hotel. Przed snem jeszcze raz przeczytał list. Po przebudzeniu znów sięgną po list, ale i tym razem postanowił nic nie odpisać.
- Proszę to dla Ciebie - podała mu czerwony kwiat.
- Dziękuję - odpowiedział. - Ale co to? - zapytał zdziwiony.
Dziś trzymała biały kwiat w dłoni, jej zamyślony wzrok odpłyną w stronę okna.
- Zapraszam do stolika - podszedł do niego kelner.
- Szukam panny Leny, flecistki - powiedział.
- Siedzi przy stoliku pod oknem - wskazała dłonią kelner.
Wzrok Leona zatrzymała się na kobiecie w białej sukience zapatrzonej w okno, powoli zbliżył się do niej pewnym krokiem.
- Czy mnie jeszcze pamiętasz? - zapytał i położył bukiet białych róż na je kolanach.
- Pamiętam - cicho opowiedziała odwracając głowę w jego stronę. - Proszę, to kwiat mojego serca - podała mu papierowego tulipana, po jej policzkach spływały łzy.
- Już nie płacz - czule ją przytulił.






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz