Może zbyt długo byłam nieobecna, lękając się swego ciała. Czy myślałeś kiedyś ile igieł może je przeszyć? Ile zimnych rąk je dotyka?
Może zbyt długo unikałam czułości, obawiając się ludzkiej, dwulicowej przedmiotowości. Czy czułeś kiedyś, że zdejmują cię z pułki, podają z rąk do rąk w zachwycie, z czasem się nudzą? Czy czułeś się kiedyś atrybutem, jak dobrze w świetle reflektorów się z tobą pokazać, o bożyszcze?!
Może zbyt długo zamykałam oczy, lękając się rzeczywiście iluzyjnych obrazów. Czy widziałeś kiedyś jak miło głaszczą kózkę, czy świnkę, a po chwili z zimną krwią podrzynają jej gardło, ćwiartują, smażą i z rozkoszą w ustach pożerają. Czy widziałeś kiedyś jak błogosławią swoje dzieci ku czci boga wojny, topią je w morzu nienawistnej, ognistej krwi, a później skomlą we łzach swej obłędnej męki?
Może zbyt długo zatykałam uszy, obawiając się nieustających skowytów i jęków udręczonej duszy świata. Czy słyszałeś kiedyś jak martwe dziecko płacze, jak głośny jest żal obnażonej z nagości kobiety? Czy słyszałeś kiedyś jak smutno prosi polny mak byś nie deptał go, jak olbrzymi dąb krzyczy byś nie ścinał go, jak błaga mały świetlik byś nie okaleczał go.
Może zbyt długo milczałam, lękając się gradu głuchych słów. Czy mówiłeś kiedyś o niczym zbyt wiele, gdy chwaliłeś się wyćwiczonymi muskułami, gdy chełpiłeś się pustym dogmatem, że jako domorosły uczony masz nieograniczoną wiedzę, i że to czego nie można zobaczyć i dotknąć nie istniej? Czy mówiłeś kiedyś o czymś istotnym, że w twym ciele żyje boski duch, że idzie on w stronę światła i boskiej świętości, że Bóg w świątynnych murach wcale nie mieszka.
Zobaczyłeś, że niebo jest blisko i tak łatwo zapomniałeś. Twoje przyzwyczajenia są tak smaczne, zmysły ciała tak łatwo można wabić. W ustach twoich tak słodko, kawa nozdrza łechta, wzrok okrągły kształt przyciąga, gładka skór pod palcami, o ziemska rozkoszy!
Usłyszałeś głos duszy i tak łatwo zatkałeś uszy. Czy to na pewno Bóg? Skąd te wieczne zwątpienia, że to ty? Słuchawki szybko wtykasz, na maksa podkręcasz dźwięk, niech głośno dudni, niech jak najgłośniej muzyczny łomot gra. Ta da dam, ta da dam, ta da da dam...! Wśród ulic i tak roznosi się warkot samochodów, czasem pies zaszczeka, ptak siedzący na gałęzi drzewa zaćwierka. Na cóż ten wewnętrzny głos duszy? Czy Bogiem może być któryś pośród nas? Czy Bogiem możemy być my wszyscy?
Zobaczyłeś swoje wnętrze i tak szybko zamknąłeś oko wewnętrzne. Patrząc codziennie w lustro, wciąż powtarzasz sobie, że jesteś zbyt gruby, niebyt przystojny, wręcz wstrętny i brzydki. Odrzuciłeś wszystkie kolory, choć mieniłeś się różem, bo z miłością patrzyłeś na czerwone tulipany, choć mieniłeś się zielenią, bo wysłałeś myśl uzdrowienia do siostry, choć wybrałeś odcień niebieski, gdy twoje usta przepełniała boska prawda.
Jak długo jeszcze chcesz myśleć, że jesteś tylko samotną, mikro plamą na ścianie? Jak długo jeszcze nie będziesz chciał czuć, że jesteś ogromną, wodną kroplą w jedności oceanu?
Jak długo jeszcze chcesz myśleć, że jesteś tylko samotną, mikro plamą na ścianie? Jak długo jeszcze nie będziesz chciał czuć, że jesteś ogromną, wodną kroplą w jedności oceanu?

Czy można ten stan rzeczy wyraźniej ująć?
OdpowiedzUsuń